obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Byli wspaniałą rodziną

Poukładani, pewni siebie, wyważeni. Bez nałogów. Dzieci w drodze do Cambridge. Życiorysy w zdrowiu rażąco białe co najmniej jedno pokolenie wstecz, bez obciążenia alkoholizmem, DDA. Żadnych zaburzeń osobowości, psychoz tym bardziej. No czasem katar sienny. Naturalnie bezpieczni finansowo, spełnieni zawodowo. Agnostycy, przynajmniej tak siebie określali. Stres ograniczony do przeżywania perypetii postaci „Domu nad rozlewiskiem” u niej, u niego „Rodzinki.pl”.
Wakacje na wschodnim wybrzeżu Hiszpanii. Wtłoczeni ze szczęścia w leżanki na plaży, lekko zawiani Tinto de Verano, w endorfinowym błogostanie. Spokojnie, Cicho, bezboleśnie umarli z nudów jednocześnie.

Reklamy
Zwykły wpis
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Memento mori

Chodziliśmy

na „doły”. Nasz plac zabaw przed cmentarzem. To droga wozów pancernych, nitka dziecięcej radości rozciągnięta między koszarami a poligonem. Nasze domostwa dzieliło od cmentarza i „dołów” zaledwie kilkadziesiąt metrów. Wyczekiwało się dochodzącego z oddali dźwięku wszystko żrących dieslów; zawsze przygotowani na bieg, na spotkanie. By pomachać radośnie haubicy samobieżnej Goździka, jakiemuś T55 tudzież SKOT-owi. Po każdorazowym przejeździe budowano prowizoryczne mosty z kartonów, desek, czegokolwiek co wpadło w ręce by móc dotrzeć do cmentarza przedzierając się przez bagno o specyficznym, po dziś dzień przyjemnym zapachu. Nasze bagno, mieszanina ziemi i smaru, gąsienicami mielonych treści. Często mosty były budowane przez leciwe kobiety. My też je budowaliśmy razem z dziewczynami by dotrzeć do jednej z najciekawszych atrakcji – zaniedbanej części cmentarza, prawdziwego buszu, gaju małpiego. Tam strzelaliśmy do siebie z drewnianych karabinów, łuków i nie daj boziu z kuszy. Bóg też miał w tym udział przypominający o sobie z nieopodal wznoszącej się wieży kościoła ciężarem sumienia za przewiny, te wszystkie złe myśli. Małpiego gaju już tam nie ma tak jak granitowych płyt niemieckich grobów po których obrastał. Płyt na których siadaliśmy, grobów w których przed wrogiem się chowaliśmy…

***

A jednak trochę brakuje mi tych leciwych kobiet w autobusie. W autobusie przeznaczonym dla nich którego trasa wiodła zawsze do cmentarza. Był nimi niemal całkowicie opanowany, tymi dyskusjami o sprawach najważniejszych, unoszącymi się w autobusowej atmosferze obcesowymi pytaniami w stylu „gdzie jedzie?”, „gdzie kupiła?”, itd. Tutaj ich nie ma ponieważ autobusy są zawsze czerwone, często piętrowe i jeszcze nigdy nie przejechały obok cmentarza. To ma swoje wady, w świecie śmierci wypartej przez odkurzacze psujące się co miesiąc, już niemożliwe do naprawy …

Zwykły wpis