obyczaje, Publikacje

Błąd von Neumanna

Bohm_trajektorie

Czy można pozwolić sobie na ocenę obecnej rzeczywistości jako procesu permanentnej dehumanizacji, procesu wieszczonego co najmniej od początku XX wieku? Przejawiającego się w odejściu od człowieka w stronę przedmiotu w sztuce. W czasach nowego typu komunikacji, systematycznie krytykowanej za wirtualizację kontaktu międzyludzkiego, generowania protezy naturalnie pojętej bliskości drugiego człowieka w mediach nowoczesnych takich jak portale społecznościowe. W czasach wojny nowego typu gdzie siły ścierają się dyplomacją wirtualną, cyfrową, gdzie tragedia gazowanych ludzi ze statusu zbrodni przeciwko ludzkości schodzi na poziom swoistego regulatora sił o zasięgu globalnym a w świecie zachodnim już jest niemal programem telewizyjnym. W czasach wyjątkowego statystycznie, zauważalnego milczenia intelektualistów. W czasach postępującej sekularyzacji kultury zachodniej, odrywanej stopniowo od tradycji chrześcijańskiej. Sądzę, że takiej pewności mieć nie można kierując uwagę w mechanizmy o których wspomniałem wyżej jako ukrytych, maskowanych jakościowo szansach dla humanizmu. Zdając sprawę z moich ograniczonych kompetencji oraz ogromu możliwości przekraczających ramy tego tekstu chcę skupić uwagę na wybranym trendzie myślowym właściwym miejscu w jakim przyszło mi żyć. Trendzie, który wydaje się być coraz bardziej widoczny w swoim wpływie na wszelkiego typu środowiska twórcze, od akademickich po artystyczne.

Posłużę się przykładem. W roku 2011 Mieszkająca i pracująca w Londynie artystka multidyscyplinarna, performerka Kasia Molga wraz z Brendanem Oliverem generuje widowisko interaktywne „THE . . .” będące próbą odpowiedzi na pytanie, czy generując najczęściej powierzchowne treści w postaci postów na Facebooku i Twitterze społeczność użytkowników ma wzajemną możliwość generowania nowych jakościowo treści myślowych. Czy nasz „strumień świadomości” w interakcji z portalami społecznościowymi powstaje wyłącznie pod presją zastanych postów użytkowników? Pytania dyskusyjne biorąc pod uwagę różne szkoły epistemologiczne, ale autorzy starają się eksperymentować przekraczając granicę przestrzeni odpowiedniej dla portali społecznościowych dopuszczając widzów do interakcji z „postami” wyświetlanymi na ekranie włącznie z możliwością ich rozmieszczenia w przestrzeni. Interesującą nas tutaj osią myślową jest inspiracja Kasi Molgi koncepcją Davida Bohma o „początkach myśli”.

Trochę inny początek

Od czasów Nielsa Bohra, przelewającej się na wszystkie dziedziny życia człowieka rewolucji myślowej, dogmatyzuje się teza o zaprzeczeniu realnego istnienia rzeczywistości fizycznej niejako z konieczności samej natury mechaniki kwantowej. Rzecz w pojęciu superpozycji stanu kwantowego, fundamencie teoretycznych i empirycznych odkryć po dzień dzisiejszy. Superpozycja stanu, ten nieznośny chochlik którego status ontologiczny jest dyskusyjny po dziś dzień. Nie chcąc wbijać się w szczegół teorii fizycznej wspominam tylko o nieintuicyjnej konsekwencji. Traktowaniu prawdopodobieństwa jako podstawy istnienia rzeczywistości fizycznej. Bronię stwierdzenia, że ten niepokój ontologiczny miał prawo eksponować niemal na każdą dziedzinę życia decydując choćby o takich sprawach jak zabezpieczenie energetyczne ludzkości.

Ale gdzieś po drodze pojawia się wyłom w dogmacie interpretacji kopenhaskiej mechaniki kwantowej o którym mowa wyżej.

W roku 1961 w Londyńskim Birkbeck College otrzymuje posadę David Bohm. Wygnany z Princeton University za sprawą oskarżenia o kolaborację z komunistami. Oskarżał kolega po fachu, „ojciec bomby atomowej” Robert Oppenheimer. Mimo oczyszczenia z zarzutów pozostaje w Londynie do swojej śmierci w roku 1991 (umiera w taksówce zmęczony pogłębiającą się depresją, dostaje ataku serca).

Powstaje teoria odmienna, nieprobabilistyczna, w pełni deterministyczna. Kartezjańskie marzenie które kłóci się ze stwierdzeniem Johna von Neumanna, że każda deterministyczna teoria kwantów jest niemożliwa. Poprawna w teorii i zweryfikowana empirycznie mechanika kwantów Davida Bohma niesie ze sobą nowe konsekwencje. Podstawową jest nielokalność objawiająca się uznaniem faktu, że nie istnieje przypadek w interakcjach cząstek elementarnych i wszystko we Wszechświecie ma na siebie wpływ bezpośredni bez względu na odległość. Moja myśl rozumiana jako układ kwantowych cząstek ma wpływ bezpośredni na twoją Czytelniku, i wzajemnie. Teoria nielubiana, ponieważ konsekwentnie zakłada jako zasadę fizyczną „niewiedzę”, parametry ukryte przed badaczem – obserwatorem. Nie mogę przewidzieć swojej, społeczeństwa, Słońca czy Drogi Mlecznej interakcji ze sobą wzajemnie. Jestem skazany na niewiedzę całkowicie deterministycznie. Dla tego ciężka do przyjęcia została niemal na 20 lat zapomniana w środowisku fizyków. Tymczasem Bohm działając z takimi postaciami jak Jiddu Krishnamurti czy Martin Buber zaczyna oddziaływać poza interpretacjami fizycznymi. Pod jego wpływem pozostają różne postacie kultury jak choćby Charles Biederman z którym intensywnie koresponduje.

Człowiek Bohma wraca do świata niemal tak jak chciał tego Nietzsche u boku Dionizosa i Apollina. Jest jego częścią w sposób starożytnego greka, uwikłany w ciągły proces stawania się i śmierci bez możliwości poznania wszystkich mieszkańców Olimpu. Bohm zaczyna naiwnie żądać miłości bliźniego przez zmianę sposobu myślenia w pełnym dialogu, dywergencji. Miało by powstać społeczeństwo Światowe bliskie ideom socjalistycznym, „nowy porządek” dotychczas ukryty …

… no cóż. Słabością do teorii sformalizowanych być może naiwnie, sen odrobinę spokojniejszy.

Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 6 (4/2013) październik/grudzień

Reklamy
Zwykły wpis
obyczaje, Przepisy kulinarne, Uncategorized, zdrowie i uroda

Pierwszy był prototyp kury

Znoszący prototypowe jajka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ukryte za słowem „prototyp” założenie o istnieniu rozumnej praprzyczyny causa efficiens ; sprawstwa przemyślanego. Wikłanie się w teorię kury konsekwentnie prowadzi do fundowania przyczyny celowej causa finalis, a jak wiemy z doświadczenia, końcem teleologicznej podróży naszej biednej kury jest rosół. Zdaję sprawę z ciężaru odpowiedzialności za tak niepoprawne politycznie traktowanie ptaszyny i bronię się aktualnie niemożnością natychmiastowego odrzucenia tradycji myślowej jaką w bodaj najbardziej rozwiniętej postaci zostawił nam Kartezjusz. „Technika”, rzemiosło antropocentryczne wymaga od tej pory atomizacji niemal każdej dziedziny życia tak, by elementy mogły ze sobą współgrać. Zazębione tryby. Naturalnie to zaokrąglenie, ale wydaje się, że ta skłonność od tej pory przeważa w myśli zachodniej.

Jak każde narzędzia i te muszą ulec zużyciu. Nic nowego. Jak od Anaksymandra i jego Apeironu, od całości do części przez myśl Parmenidesa poruszonej siłami Empedoklesa aż do atomu Demokryta, wierzchołka historycznej sinusoidy która ze swej natury osiąga maksimum prawdy; górne czy dolne kwestia umowy. Wiemy co było dalej. A dzisiaj? Być może blisko wierzchołka. Tytułem przykładu powstają ze znużenia sukcesami w technikach budowy odkurzaczy i innych czajników elektrycznych dziwolągi jak „etyka matematyczna” Bennetta (1) ufundowana probabilistyką dziurawego jak sito modelu kwantowego i binarnymi ciągami. Wszystko staje się policzalne. Prawie. A „prawie” jednak robi różnicę. W tym atomowym bałaganie jednak nie brakuje romantyków burzycieli. W historii aż się roi, na przykład Cardano (2) którego liczby zespolone z urojoną jakby nie patrzeć jednostką i zyskują z czasem między innymi nie gdzie indziej, jak w mechanice kwantowej, naiwnej realności fizycznej. Czasu i miejsca nie starczy na przykłady. Ale jeden wybieram jako przypadek szczególny, bliski naszym czasom. Choć wydaje się dość naiwny dla profesjonalnego filozofa, to pozostawia niepokój poznawczy, wyznacza drogę od ogółu do szczegółu. Apeiron Anaksymandra daje się we znaki z niedostępną poznaniu, naznaczoną nieskończonością arche, zasadą nadrzędną. Mowa o dziele Davida Bohma (3), konsekwencji nie-lokalności zjawisk fizycznych w swojej, niedocenionej przez dogmatyków interpretacji kopenhaskiej, alternatywnej mechanice kwantowej. Niedocenionej raczej ze strachu przed koniecznością uznania, że nie wszystko leży w możliwości poznania. To rdzeń teorii Bohma która na przekór niemal wszystkim podręcznikom mechaniki kwantowej łączy determinizm z parametrami ukrytymi przed eksperymentatorem. Opis ruchu cząstek elementarnych staje się elegancki a one same są li tylko przejawem poziomu poznawczego na którym z konieczności się znajdujemy. Nasz rosół staje się bardziej klarowną postacią kury, nierozerwalną od kuchni i aktualizacji celu kucharza, od niego samego w końcu, itd. Naturalnie to jeden tylko wybrany z dostępnych aktualnie ciekawszych przepisów na rosół.

Temat rzeka, grzechem ciężkim było by pozostawić. Szkoda, że czasu mało …

Bartnik grafy Feynmana

Dr hab. E. A. Bartnik (ITF UW) „drażni próżnię prądem” na wykładzie o grafach Feynmana, Seminarium Zastosowania kwantowej teorii pola w fizyce materii skondensowanej, Instytut Fizyki PAN (Wykład linkuję: https://www.youtube.com/watch?v=VsR5LXn1w6o)

P.S.

Schodząc na ziemię, to dobry pomysł na dziś. Nóżki kuraka się rozmrażają, a wiadomo – rosół na zdrowie dobrze robi. Mniam, jak na razie, twierdzenie Johna Stewarta Bella ma się dobrze, czas ugotować makaron …

  1. Szkic pomysłu Charlesa H. Bennetta w artykule Karola Jałochowskiego w „POLITYCE”: „Czy matematyka pomoże nam w wyborach etycznych?
    Brzytwa Bennetta”

  2. W romantycznym determinizmie Girolamo Cardano popełnia samobójstwo ponieważ przewidziana przez niego data śmierci się nie sprawdziła

  3. Parę słów pozwoliłem sobie skreślić na temat oddziaływania kulturowego spuścizny Davida Bohma dla kwartalnika „eleWator” nr 6 (4/2013) w artykule „Błąd von Neumanna” 

Zwykły wpis