Tadam Tadam

Krzysztof Niewrzęda

 

tadam tadam

raz
dwa
trzy
cztery
maszerują oficery

a za nimi kurdupelki
które tworzą sztafaż wielki

i się łaszą i jednoczą
i na rozkaz i ochoczo

i się z sobą wciąż bratają
i spijają łzy mazgajom

i czekając na zbawienie
podcinają swe korzenie

decydując o potrzebie
która w kosmos ich wyjebie

czas
drga
czczy
w rytm kariery
histerycznej ekosfery


wystąpił Aleksander Ziomek

czytał Krzysztof Niewrzęda

montaż – Jakub Bińkowski

http://u-bik.co.uk/

http://oferta.u-bik.pl/

Reklamy
obyczaje

Generatory lumpen-inteligencji

Rozmowa z logikiem i filozofem Wojciechem Krysztofiakiem

autorem prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; uczestnika Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia POLSKI do Unii Europejskiej; stypendysty: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute, od 2014 członka Honorary Associates Rationalist International.

***

NB: Zaryzykuję stwierdzenie, że nie tyle sympatyzowanie z głoszonymi przez Ciebie poglądami co nawet dyskusja wymaga nie małej odwagi cywilnej. To może oznaczać wyrok skazujący na banicję w przestrzeni publicznej w której przyszło funkcjonować tobie i twojemu rozmówcy. Wyrok przynajmniej tymczasowy. Zapędzam się za daleko?

WK: Procesy banicji z przestrzeni publicznej mają miejsce jedynie w krajach totalitarnych, czyli takich w których pozycje generowania dyskursu są monitorowane przez kapłanów (w sensie Leszka Nowaka) – właścicieli środków indoktrynacji. Doświadczam jedynie częściowej banicji, mającej charakter ideologiczny. Zdarza mi się często, że jestem wykluczany z grup Facebooka tylko dlatego, że wyrażam odmienne poglądy niż dominujące w danej grupie. Zdarza mi się to zarówno w grupach lewicowych jak i prawicowych – ale tylko takich, których celem nie jest walka o racje, lecz zniszczenie adwersarza. W swojej prywatnej przestrzeni toczę ciekawe polemiki zarówno z intelektualistami lewicowymi jak i prawicowymi – nie skaczemy sobie do gardeł.

W społeczeństwach o dominującej mentalności plemiennej, a takim jest społeczeństwo polskie,  uczestnicy dyskursu publicznego w swojej aktywności są nastawieni na konserwowanie swoich wizji świata społecznego. W związku z tym każdy kto wkracza w ten dyskurs z propozycją modyfikacji takich zastanych wizji jest a priori wykluczany. Jest „onym” w sensie Torańskiej. Skąd to się bierze? Myślę, że  jest to efektem zaprogramowanych praktyk indoktrynacji.

Na szczęście w naszej przestrzeni publicznej funkcjonują mechanizmy tworzenia sobie własnych pozycji eksponowania prefabrykowanych wizji życia publicznego. Można więc bronić się przed praktykami „banowania społecznego”. Nie narzekam, moje blogi są dosyć poczytne. W ciągu trzech lat doczekały się łącznie miliona odsłon. Przy czym piszę trudnym językiem; moim odbiorcą ma być czytelnik o wyrafinowanych gustach intelektualnych. Okazuje się, że tacy czytelnicy w przestrzeni publicznej, organizowanej procesami komunikowania się w języku polskim, chętnie słuchają tego, co mam do powiedzenia.

Nie sadzę, że trzeba mieć jakąś odwagę, żeby konstruować nowe punkty widzenia na rzeczywistość społeczną. Raczej, trzeba być kreatywnym. Większość ludzi niezbyt wiele mówi, gdyż najzwyczajniej nie mają nic ciekawego i nowego do powiedzenia.

Oczywiście, spotkałem się z praktykami banowania mnie w przestrzeni instytucjonalnej; spotykam się również często z praktykami doceniania tego, co robię w tej przestrzeni (moje badania naukowe nawet zostały trzy lata temu docenione przez Narodowe Centrum Nauki, instytucje rządowa, kwotą prawie 80 tysięcy złotych; jestem czasami zapraszany przez redakcje wiodących polskich czasopism humanistycznych do recenzowania nadsyłanych tekstów; NCN również kilka razy poprosił mnie o ocenę projektu konkursowego; niektóre z moich prac filozoficznych są cytowane przez badaczy zarówno zachodnich jak i polskich).

Mówiąc wprost – nadzwyczaj trudno mnie skutecznie „zbanować”. Jeszcze się taki nie znalazł na tym padole 🙂

To pocieszające. A więc można powiedzieć uogólniając, że brak odwagi o którym mówiłem można zrzucić na karb wybrakowanej kompetencji, uwikłanej mniej lub bardziej w mentalność plemienną. Jakby nie było twoja pozycja jest uprzywilejowana, stać ciebie na to, by bronić takiej przestrzeni. Tytułem przykładu, merytorycznie polemizujesz z feminizmem jednocześnie głośno protestując przeciwko próbom „banowania” przedstawicielek tej przestrzeni dyskursu, tak było w przypadku awantury narosłej wokół osoby Ingi Iwasiów.

Idąc dalej czy uważasz, że są zagrożone zabezpieczenia wypracowane w demokracji nazwijmy to – społecznej przestrzeni gry w której można swobodnie dokonywać zderzania i falsyfikacji różnych projektów? Pisałeś ostatnio (Weronika Rosati wygrywa z Andrzejem Żuławskim. Polskie sądy przekraczają uprawnienia) o ustanowieniu precedensu przez sąd w dyskursie fikcjonalnym, a więc na reżysera Andrzeja Żóławskiego jest nałożona kara grzywny. Otwiera się furtka penalizacji aktów mowy cytujących wypowiedzi innych osób. Wybiegam sarkastycznie – zatem zdroworozsądkowo można sobie pozwolić na dopuszczenie teoretycznej możliwości osadzania w przyszłości, przy pomyślnych wiatrach dla zainteresowanych, takich znakomitych pisarzy jak Inga Iwasiów, Krzysztof  Niewrzęda czy Tomasz Sobieraj.

Użyłbym lepszego przykładu, atakuję dosyć ostro socjalizm (jestem anty-socjalistą), ale nie wyobrażam sobie przestrzeni publicznej bez zrewoltowanej, anarchizującej lewicy. Przykład z feminizmem jest dosyć niefortunny.

Z Ingą Iwasiów zgadzamy się w wielu sprawach, co pokazała nasza debata w Szczecinie w 2014 roku. Przeciwstawiam się imperialnemu, antydżenderowemu feminizmowi. Jest to taka wersja feminizmu, która akcentuje tzw. naturalne, wrodzone różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną.  Rdzeniem tego feminizmu jest natywizm płciowy. Wiele lat temu za czymś takim opowiadała się Magdalena Środa, twierdząc podczas jednego z wykładów w Szczecinie, iż kobiety charakteryzują się osobliwą logiką myślenia. Jeśli do tego stanowiska doda się normę, iż z racji historycznych kobietom należy się więcej praw, to wówczas otrzymujemy konsekwencję posiadającą kształt totalitarnego schematu: pewne naturalne atrybuty „są równiejsze”; w tym wypadku – kobiece (np. logika kobieca).

Wolność przestrzeni publicznej jest zawsze zagrożona. Moim zdaniem, warunkiem tego, co odczuwamy jako wolność debaty, jest wolność umysłu, którą rozumiem jako kompetencję hermeneutyczną, czyli zdolność do kreacji światów możliwych (miedzy innymi fikcjonalnych), ich przekształcania, modyfikowania i wiązania w rozmaite struktury interpretacyjne. Sparafrazowałbym kategorie Herberta Marcusego – wolność umysłu to jego wielowymiarowość interpretacyjna pozwalająca spojrzeć na to, co jest rdzeniem naszego doświadczenia, w różnych perspektywach pojęciowych.  W swojej filozofii nazywam to kompetencja światotwórczą. Im więcej jej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni.

Zagrożeniem wolności debaty publicznej jest przede wszystkim prostactwo intelektualne (czyli jednowymiarowość naszych umysłów). Ona jest generowana przez system edukacyjny i programy nauczania. W Polsce w głównej mierze rozprzestrzenianie się tej jednowymiarowości dokonuje się w „wyższych szkołach ściemniania” generujących nową grupę społeczną, mianowicie – lumpen-inteligencję. Zagrożeniem dla wolności debaty jest lumpen-inteligent, a nie sąd. Sąd ukarał Żuławskiego, nie z powodów systemowych, lecz z powodu prostactwa, jednowymiarowości, ignorancji (jednym słowem: klapek na oczach) sędziego.

Jeśli nie zmienimy systemu edukacji, który będzie promował elity intelektualne kraju, czyli grupę rywalizujących i konkurujących ze sobą producentów możliwych światów, wówczas sytuacja, w której Inga Iwasiów znajdzie się w więzieniu, będzie całkiem prawdopodobna.

Wysoka kompetencja hermeneutyczna wyklucza skłonność penalizowania aktów mowy. W Kantowskiej filozofii społecznej można znaleźć taki koncept, zgodnie z którym istotą wolności politycznej jest prawo do interpelacji władzy, czyli wzywania jej do generowania szerokiego wachlarza aktów illokucyjnych (tłumaczenia się, informowania, przepraszania, obiecywania, przysięgania, zarzekania się, itd.).  Jedynie umysł ideologiczny (a więc o niskiej kompetencji hermeneutycznej) ma skłonność do banowania innych, czyli przede wszystkim zamykania im ust, czyli wyrażania określonych illokucji.

Odchodząc nieco od pytania, jednym ze składników kompetencji hermeneutycznej jest nasza zdolność do generowania rozmaitych typów aktów illokucyjnych. Deficyty w tym zakresie definiują zjawisko autyzmu społecznego. Zatem, możliwość osadzenia Ingi Iwasiów w więzieniu może zrealizować się w społeczeństwie autystycznym.

Polska jest poważnie zagrożona autyzmem społecznym. Przejawia się on w niskich wartościach wskaźnika zaufania społecznego. Ludzie nie ufają sobie, gdyż nie umieją identyfikować mocy illokucyjnych aktów mowy składających się na procesy komunikowania się w przestrzeni publicznej.

Perspektywa dość pesymistyczna, tym bardziej po niedawno przeprowadzonym przez CBOS badaniu zaufania społecznego w którym Paweł Kukiz uzyskuje wynik na poziomie 58%.

A więc kryzys nie tylko uniwersytetu, ale już nauczania wczesnoszkolnego. Na przykład Jan Hartman będzie narzekać na wybrakowanie elit które były nośnikami jeszcze przedwojennych tradycji uniwersyteckich. Jaka jest twoim zdaniem realna możliwość reformowania systemu edukacji choćby w najbliższym dziesięcioleciu? Ruch Racjonalny?

Warunkiem przeprowadzenia reformy programów nauczania w szkołach jest wola polityczna. Sam system organizacyjny procesu edukacji jest dobry moim zdaniem. Jeśli jesienią wybory wygra Kukiz z Kaczyńskim tej woli nie będzie. Z punktu widzenia lobby katolickiego, obecny system dobrze funkcjonuje.

W każdym większym mieście (od 50 tys. mieszkańców w górę) mamy katolickie szkoły: podstawowe, gimnazja i średnie. Analizując wyniki na testach kompetencyjnych i na maturze  młodzieży uczącej się w tych szkołach, należy wysnuć wniosek: szkoły katolickie są dobre lub bardzo dobre. Przyszła elita społeczna jest poddawana formacyjnemu systemowi kształcenia; a reszta, czyli przysłowiowy „motłoch szkolny” niech uczęszcza do słabych szkół powszechnych. Taka struktura edukacji (czyli rozwarstwienie poziomu) w przyszłości pozwoli Kościołowi totalnie zniewolić sobie obywateli. Mówię o zniewoleniu w sensie obniżenia ich kompetencji hermeneutycznych. jednowymiarowy semantycznie podmiot jest łatwy do obróbki marketingowej. A kto go będzie obrabiał? Ten kto będzie miał władzę. A kto będzie miał władzę? Ten kto będzie miał wyższe kompetencje hermeneutyczne? A kto je będzie miał? Absolwent szkoły katolickiej.

Po co więc reformować system skoro on jest funkcjonalny względem Kościoła Katolickiego i jego produktu memetycznego?

***

„Prof. Wojciech Krysztofiak o wolności” dla Racjonalisty.tv :

http://racjonalista.tv/prof-wojciech-krysztofiak-mowi-o-wolnosci/

***

Wojciech Krysztofiak w serwisie newsowym Blasting News:
http://pl.blastingnews.com/staff/wojciech-krysztofiak/

blogi:

http://blogi.newsweek.pl/Autor/krysztofiak/

http://krysztofiak.blog.pl/

http://krysztofiak-wojciech.blogspot.co.uk/

Zwykły wpis
zamet niewrzeda
obyczaje, Publikacje

Zamęt

W poszukiwaniu większej całości zautomatyzowały się czynności. Kolejność po przebudzeniu: odpalanie laptopa, woda na kawę i, zanim się zagotuje, jako trzydziestoparolatek przebijam się przez drzwi wynajętego mieszkania jak przez jumacką bramkę, żeby pooddychać papierosem, zastanawiając się, czy te pieprzone wiatraki prądotwórcze mielą nie zawsze cwaną populację ptaków. Być może się dowiem po powrocie z podróży, po przejściu ponownym przez bramkę, zalaniu smolistego depresanta i zalogowaniu się do Facebooka na mój postmodernistyczny generator bredni, moje konto.  Jest też szansa, że dzisiaj spotkam kolegę w Realu, który wie, jak zgrzyta piasek plażowy między palcami, który nie dostosował się do wymogów „dającego” mu chleb powszedni zarobasa, ponieważ obnosił się na fejsie w profilowym z maską Fawkesa. Ten jednak spotkał się z Laurą, koleżanką z czatu. Udało się w realu.

Czy warto o tym płodzić niemal dwieście stron tekstu w atrakcyjnej kwadratowej papierowej formie? Nieskromnie cytując samego siebie, aktualizując treść wcześniejszych powieści, emigracyjnej czy syntetyzującej  jak „Second Life”? Jestem wdzięczny Niewrzędzie. Ucieszę się, jeśli będzie czytany przez znacznie młodszych ode mnie. Niewrzęda wprowadzając „zamęt”, z właściwą jemu ogromną humanistyczną wrażliwością w rzeczywistości daje możliwości wyboru, nie wymusza pesymistycznego zakończenia. Tak go czytam. Czyni to przez ironię, wikła groteskowe świato-obrazy codzienności. Swoją niebywałą kompetencją kulturową i językową umieszcza korporacyjnie zbędnego po fachu bohatera-socjologa w zdehumanizowanej rzeczywistości, który poszukując zaczepienia w niej staje się szczerym hochsztaplerem, znachorem człowieczeństwa. A jednak szczerym, niejasno przeczuwającym „o co w tym wszystkim chodzi”. Jednak „Zamęt” zaczynamy od słów Goethego „Nie wszędzie, gdzie jest woda, muszą być żaby; ale gdzie słychać żaby, tam jest woda”. Dla mojego nieco już stetryczałego umysłu intymne uzewnętrznienia bohatera i nieznajomej z czatu bywają męczące, ale tak to już jest z młodością, w kipieli poszukiwania. Odbiegając, wiecie, że rośliny mają system nerwowy? Że nasze ciała mogą ulec samozapłonowi i można się zająć nie podlewając się benzyną? Stanisław Lem wieszczył dawniej o latających robotach wywiadowczych wielkości komara, które mogą aplikować delikwentom chemikalia tudzież namierniki GPS i to się właśnie udało amerykanom? Że koper włoski stanie się własnością regulacji Unii Europejskiej? …


Nota recenzencka ukazała się w „sZAFie” nr 15/2013

Zwykły wpis
Dekompozycja nr 2 - Noil Branc
obyczaje, Publikacje

Rozszczepianie

2.30pm

Mile End Station. Cel podróży – spektakl bazujący na tekstach Osieckiej „Wariatka jeszcze tańczy” w POSK-u na Hammersmith. Umówieni w osobliwym miejscu na rozmowę, dysponujemy zaledwie czterdziestoma minutami. Papieros, zanim wąż pochłonie. Margot* komentuje pozytywnie mój kapelusz, parasol identyfikacyjny. Kilka performatywów dyskursu.

… cisza. Biuro znajduje się pół kilometra od meczetu. Na zewnątrz komentatorów loża. Loża papierośników, Serbów, Polaków, Rumunów, cholera wie kogo jeszcze. Zawsze na straży. Raz w tygodniu przynajmniej gwardziści Elżbiety tędy gonią swoje rumaki, czasem w pełnym rynsztunku. Telewizyjny niegdyś niepokój 9/11 nabiera smaku, opium. Tego nikt nie komentuje, gdzieniegdzie flesz, biuro zamiera. Skandują żałobnie, ugrzecznieni kordonem policji jak pielgrzymi w palmową niedzielę, „Bush morderca!”, „Ustąp zbrodniarzu!”. Znikają powoli. Słońce zalewa ulicę jakby ponownie. Już można komentować, choć jakoś nikomu nie przychodzi nic do głowy …

2.35pm

Wikłanie aktorów do polskiego projektu teatralnego okazało się obarczone odmowami. Stanęło na angażu zasadnym Kantorowi. Planowany przez Margot spektakl z założenia ma wychodzić również do anglojęzycznego odbiorcy. Role przeplatane polskimi wtrętami, budowanie mostu porozumienia. Padło to niepokojące pytanie o wkładany wysiłek w ‚promowanie’ polskości jakkolwiek to rozumieć, przez sztukę, Podkarpacie, wino i śpiew. Czy faktycznie oferta np. egzotycznych Chilijczyków, których mijamy bezwiednie, jest dla nas atrakcyjna.

… agora Leicester Square, jak zawsze wypełniona po brzegi. Kobieta prosi o portretowanie jej z koleżanką , jak wycieczkowicze, lokalsi opici herbatą. Dziwaczne, biorą mnie po akcencie za Walijczyka. Strzelam. W tle zabawiają mimowie z otwartymi kuferkami, ewangelista głosi Słowo, obserwatorzy przy wejściu do National Gallery, jest też grupa zaczepnych odmieńców. Niektórzy w maskach Guya Fawkesa rozdają jakieś niezrozumiałe ulotki, „STOP ACTA” …

Broomfield_Park2.45pm

Naprzeciw kilku obojętnych anglików, my rozmawiamy po polsku. Jawi się kontrast na mocy konieczności. Na twarzy Margot widnieje przeciw – grymas, jakieś chwilowe oderwanie od podłogi. Wspomina przyjaciół, uczestników londyńskiej imprezy Wielkiej Orkiestry Owsiaka, ich ucieczkę od rozkapryszonych, niekontaktowych młodych pod wpływem alkoholu. Wywyższanie się jakiegoś gościa – jegomościa majtającego przed oczami współuczestnikom legitymacją rządową.

… odwiedziny, ukochana Ojczyzna. Poszukiwanie całości. „Co wytrzymane w długim wahaniu, tu zostaje w zarysie zatrzymane jako wyznacznik rozbudowy.”* Za krótko, by nazywać siebie emigrantem. Popijaliśmy gównianą szkocką przy irlandzkich dźwiękach, jakby na siłę, gdzieś w Szczecińskiej piwnicy. Miał w klapie maskę Fawkesa. Wszechobecny, wszechogarniający spokój …

2.50pm

Ciągiem skojarzeń brniemy w gloria victis i fundowanie historyczne resentymentów narodowych. Dlaczego nie jesteśmy zainteresowani współistnieniem? Skłonnością do przesady, powodowany emocjami, obciążam historię brakiem presji cesarstwa wycieńczonego Kartaginą. Trochę za daleko, któż to wie? Niewygodna teza, zapominamy. Pada nazwisko Tani Bruguery i partycypacji w projektach dla „bezdomnych” w pojęciu kubańskiej artystki. Większość wyjechała po godność, ale raczej bez względu na ład, prawy, lewy czy środkowy, popadną w niełaskę i niepamięć …

… „Anonymous” grzebali mu w laptopie, jego myśli są wykradane od jakiegoś czasu przez towarzyszy podróży codziennych na pokładzie czerwonego piętrowca. Gapie. Tego wieczoru przegiął popijając piwem ćwiartkę The Famous Grouse. Nie powinien. Tak jak by to była jakaś powinność. Truty systematycznie przez najbliższą wylewa agresję, roszczenia pompowanego, rozszczepionego ego. Przekonuje glinę o konieczności zbadania laptopa , ten jednak wygłasza kazanie do najbliższej, że w zasadzie „po co on tutaj przyjechał?” Noc w izolatce Central Middlesex Hospital. Gest spokoju gdzieś nad ranem, wręczono herbatę, angielską z mlekiem. Choć przyjaciel nie gustuje, tym razem podobno była smaczna …

przypisy:

* Margot Przymierska, reżyserka i aktorka teatralna, inicjatorka oraz dyrektor PAiL „Polish Artist in London”, interdyscyplinarnej organizacji non-profit promującej polskich artystów w UK.

** Martin Heidegger, Przyczynki do filozofii.


Tekst ukazał się na łamach „eleWatora” nr 3 (1/2013) styczeń/marzec

Zwykły wpis
obyczaje

Second life

(…)
nęcący niecne natchnienie

Zegar chodził, lecz, potykając się, co sekundę rozsiewał zwątpienie. (…)

Stacja Southgate , uchodzę od zgiełku, od zapachu , od spraw ważkich. Niemal nieskończone schody, granica światów. Przymuszony chęcią daję się pożreć. Pociąg rusza. Niewolnicy platońscy i ich śnienia, zaczytani konwersują śpiąco wsłuchani w tunel, muzykę czasem, szum powietrza. Wood Green,

(…) Pustkę przenikały wyłącznie całkowicie obojętne na wszystko neutrina, które gnały w swoim bezliku. (…)

a my za nimi , poprzeplatani sensami. Archetypy, mnogości. Ktoś śmiechem zakłócił porządek, jakaś sprawa ważna opisana w porannej gazecie. Ktoś Chwistka maluje Witkacym, typ porządkowy, pobratymiec akcentem. Ktoś nawołuje cicho „Allahu Akbar” naprzeciw pewnie siedzącego pod krawatem, ponieważ

(…) nasz rząd w trybie pilnym sfinalizuje pracę nad studium dużych prędkości i jeszcze w tej kadencji, z fazy studium, wejdziemy szybkim krokiem w fazę preferencji. (…)

Arsenal, potem King’s Cross , tytuły, przecinki , chmury cząstek elementarnych, Wielkie Mury …


Cytaty z powieści „Second life” K. Niewrzędy, http://www.wforma.eu/93,second-life.html

Zwykły wpis