obyczaje, sport, Słowo na Niedzielę, zdrowie i uroda

Słowo na niedzielę

Wypowiem się ponieważ się nie znam, jak następuje:

Jednym z podstawowych kryteriów produkcji potomków jest atrakcyjność finansowa mężczyzny (zamożność ma wpływ na jakość spermy, np. obserwuje się zjawisko w przestrzeni publicznej – na nosicielach wysokiej jakości zdecydowanie częściej uwieszają się potencjalne inkubatory), zatem statystycznie dzieci powstają w Polsce przypadkowo. Aby uzasadnić produkcję na masową skalę Pan Prezes Super Tata tworzy Dające Państwo (z zaświatów uśmiechów moc śle Pani M. Thatcher ) programem 500+. I tak Maciej , wesół, toczy to swoje koło po podwórku.
#500plus #dzieci #seks

Reklamy
Zwykły wpis
margarithes
Słowo na Niedzielę

Słowo na Niedzielę – Południak

Droga

Irlandzkie poetki piszą o Belfaście i o końcu
końców. O wieczorze w Dublinie, królowej Magii,
dziewicach, dziwkach, Magdalenkach, ich dzieciach,
cieniach, które rozciągnęły się od północy na południe.

The Wild Atlantic Way i stajesz przede mną z plecakiem,
termosem z kawą. Popatrz w dół klifu. Obraz rozwija się,
przywierasz do skały, nasłuchujesz. Poetki patrzą w słońce,
nad brzegiem oceanu plotą o figlach z rybakami.

Wyobrażają sobie dni, kiedy głodne sączyły krople whiskey
o smaku pól torfowych. Znad urwisk okrzyki niosą się, zatrzymują.
Nie chodzi o ciebie, a o chłód muzealnych posadzek. Puste kurhany.
Odciśnięte kciuki na kamieniach, ich linie. Ołówek rozmaże się,
ślad po nim na zawsze pozostanie tajemnicą.

Zdolność naprawiania błędów wymowy, odwzorowywania
szablonów. Budzenia się w nocy, na wyspie, w środku wilgoci.
Mam tę samą czerwień na ustach, co Seamus Deane.
Kilka nowych książek, rzeczy, starszego mężczyznę. Dom
nad oceanem.

Małgorzata Południak

Zwykły wpis
Przymiarka u krawca
obyczaje, Słowo na Niedzielę

Słowo na Niedzielę – Sobieraj

(…)

W tym śnie
przemówił do mnie On
(bynajmniej nikt dzisiaj specjalnie znany,
chyba był to Bóg,
albo archanioł Gabriel;
głos w każdym razie miał tubalny)
i rzekł:

– Już czas,
napisać wiersz nowoczesny,
żywym, chropawym językiem,
ignorując zasady ortografii
i odpowiednio wulgarny,
żeby złamać złamać wszelkie tabu.
Bo na tym dzisiaj wielkość
i łamanie tabu polega,
by nieudolnie opisywać prawdziwe życie,
do tego w sposób niezrozumiały,
a nie pleść w natchnieniu
filozoficzne dyrdymały
jak jakiś starodawny pedał,
esteta albo mędrzec
czy inny Platon.
Już czas, by „z żywymi naprzód iść
po życie sięgać nowe
a nie w uwiędłych laurów liść
z uporem stroić głowę”.

– To z Asnyka – dodał.

(…)

Fragment poematu dygresyjnego „Krawiec” Tomasza Sobieraja

Zwykły wpis
obyczaje, Słowo na Niedzielę

Słowo na Niedzielę – Chwin

„(…) A domy – porzucone przez tych, którzy odeszli, spłonęli, potonęli – jezdnie, podwórka, placyki z wielkim kasztanem pośrodku, gdzie śnieg był czysty, nienaruszony czyimkolwiek śladem – wszystko to drzemało w ciszy mroźnego przedpołudnia. Dzielnica odsłaniała niespiesznie swoje sekrety ukryte za grabowymi żywopłotami i szpalerami tui. W śródmieściu, przy dworcowej hali, z której nie zniknęły jeszcze tablice z czarnym napisem „Danzig”, zielone ciężarówki przebijały sięprzez ośnieżone gruzowisko płosząc stada wron zajętych wydziobywaniem mięsa z zabitych koni, mężczyźni w sukiennych płaszczach i wojskowych kurtkach, z płóciennymi workami na ramieniu, z drewnianymi walizkami, z paczkami owiniętymi brezentem, snuli się wśród ocalałych domów, ale tu, na samym obrzeżu miasta (bo po drugiej stronie Pelonker-Strasse ciągnął się już tylko las, sięgający  Żukowa, Migowa i Kokoszek), tu, poza głównym nurtem ulicy Grunwaldzkiej, którą co kilka minut przetaczały się w stronę Gdyni ciężkie wozy powiewające wyblakłą plandeką, konne zaprzęgi z kuchniami polowymi, czołgi z wieżyczką obróconą do tyłu i pancerzem zbryzganym wapnem, tu było wciąż jeszcze miejsce omijane przez potok ludzi ciągnących na zachód i Mama z Ojcem mogli wybierać dom, w którym miałem się urodzić. (…)”

Fragment powieści „Hanemann” Stefana Chwina

Zwykły wpis
Jan Drzeżdżon
obyczaje, Słowo na Niedzielę

Słowo na Niedzielę – Drzeżdżon

„(…) Antoni stal już blisko nas. W tej samej chwili wyciągnął z wiadra rybę, która mu w rękach zaczęła trzepotać. Dziwnym zbiegiem okoliczności każdy z dąbrowian trzymał w prawej ręce nóż. Położono wiec rybę na środek drogi i każdy zadał jej śmiertelny cios w głowę. Tymczasem ryba nic sobie z tego nie robiąc, wskoczyła z powrotem do wiadra Abrahama. Zaśmieli się mieszkańcy Dąbrowy, a Abraham pogroził im pięścią i znów udał się z wiadrem do środka wsi , gdzie już były nowe horyzonty. Dziwne nam się wydawały brzęki łańcucha, aż wreszcie Antoni pojawił się , wlokąc rybę na łańcuchu. Wszyscy ogromnie się dziwili, niemniej zadaliśmy jej ponownie śmiertelny cios w głowę. (…)”

Z Leśnej Dąbrowy, Jan Drzeżdżon

Jan Drzeżdżon – najwybitniejszy z kaszubskich pisarzy – Radio Kaszebe:

Zwykły wpis