March of the Black Queen - poster by Noil Branc & PG
kitsch, obyczaje, sport, U-bik Team, zdrowie i uroda

March of the Black Queen

March of the Black Queen - poster

 

© Noil Branc & PG

Starring:

Noil Branc, Sławek Kołaziński, Chap Rodríguez Rosell

 

Reklamy
Zwykły wpis

duch czasów

kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Takie czasy. Co robić?

Obrazek
erotyk Noil Branc
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Erotyk

OPOWIADANIE EROTYCZNE

***

fragment

(…)

Siedziała naga na krześle, odwrócona, z dłońmi przywiązanymi do oparcia. Oczy zamknięte, pod czarną opaską, oczekujące obrazów z opowiadania które przyniesie kochanek. Uwielbiała słuchać, dotyk wydawał się być zbędny. Oczekiwała tak, zapraszając wonią niepowtarzalną, otwarty kwiat od samych przygotowań. Wiedziała że jest w pokoju, że po jej szyi i ramionach lekko przebiegnie wargami i koniuszkami palców. On zwlekał, zawsze w tym upojnym uzależnieniu, z trudem wypowiadał słowa odrętwiałym językiem w nadmiarowym oddechu. Do ucha. Lekko muskając. Mówił – będę teraz niegrzeczna próbował definiować.  Prawdy kochanie której się nie da, ale najpierw musisz być spełniona, moja słodka. Och tak, szepcze ona, proszę, już będę grzeczna. I w drugie uszko wpada pocałunek i słowa,  dla dowolnej klasy formuł arytmetycznych ukochana K zawierającej 1 oraz domkniętej na konstrukcję pierwszego rzędu, w tym na negację, nie istnieje formuła 3 z jedną zmienną wolną x taka, że dla dowolnego zdania 4 zachodzi 5. Ale zanim udowodnię, pojęcie spełniania moja słodka a ona, zniecierpliwiona niemal krzyczy – lemat przekątniowy, błagam!

(…)

***

Ciąg dalszy na życzenie czytelników.

Zwykły wpis
kitsch, obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Chaos, Sobota

Z cyklu ekshibicjonizmy codzienno-czynnościowe

Sturlałem się z kojca z dobrym humorem. To niebywałe. Prawdopodobnie przyczyną była treść projekcji sennej. Nie wiedzieć dlaczego na wódkę zaprosił mnie Jan Himilsbach. Piliśmy dyskutując w „ogródku piwnym”* otoczeni rozbawionymi lokalsami. Ubawiłem się przednio. A może przyśniło mi się to w jakiś wtorek? Nie pamiętam. W każdym bądź razie wstałem z dobrym humorem o czym zresztą wspominałem wyżej.

Następnym etapem ablucja, celem jej osiągnięcia najprzód czołganie się do łazienki. Zdarzenie kłopotliwe z tym związane, być może zdradzające kondycję umysłową. Otóż po dotarciu do łaźni zorientowałem się, że przetransportowałem tam nieświadomie oprócz standardowych części garderoby takich jak świeże skarpety, majtki, koszula, itd. pieluchę! Pieluchę syna mojego. Czy to już czas?

Następnie przeczytałem kilka interesujących wiadomości w trakcie czynności posiedzenia, audiencji u Pana Prezesa. Naturalnie pomyliłem kolejność. Najprzód ablucja, później defekacja. Trudno. Podobno czytanie w takiej chwili jest niehigieniczne. Otóż znam Jegomościa, co sobie oprócz czytania prasy papierowej, tudzież książki, popija kawkę w trakcie. Tym razem czytałem wieści prawicy emigracyjnej, bardziej prawicowej niż prawicowej. Pobudza system nerwowy. Pewnie jutro dowiem się z rzeczonej, że Jej Wysokość Elżbieta II jest dyskryminowana na tle rasowym a z lewicowej, że mamy pierwszego w historii Papieża modyfikowanego genetycznie.

Może wybierzemy się na pizzę? Pizza Express założona przez filantropa Petera Boizota, bardzo lubię Calabrese. Połowica sugeruje, że niebawem będę ją spożywał pałeczkami, z duchem czasu. Pamiętam awanturę, jak Bayerische Motoren Werke AG zdołowało anglików montując silniki do Rolls Royce’a, ale ostatecznie koniec świata został z przyczyn technicznych odwołany.

Padło na wesołe miasteczko ponieważ przyjechało. Bardzo kolorowe, traumatyczne. Siła w efekcie Coriolisa:

sila

i przyspieszenie:

przyspieszenie

gdzie: m – masa ciała, v – jego prędkość, ω – prędkość kątowa układu

Coriolis musiał być fanem muzyki rozrywkowej i na pewno mieszkał obok wesołego miasteczka co umożliwiło zbudowanie tej pięknej konstrukcji. Mi się nie udało spotkać tutaj wycieczki filozofów analitycznych. Mój syn wytrzymał kilkanaście minut.

***

Jest coraz bardziej chaotycznie. W sprawie wymiany mózgu publikowałem ogłoszenie:

ogłoszenie Londynek

http://londynek.net/personals/Szukam+mozgu+Greater+London++Szukam+znajomych+%28bez+podtekstow%29+towarzyskie+ogloszenia,/personals/ad?ad_id=930342

Zgłosiło się wyjątkowo dużo ludzi dobrej woli. Dziękuję! …

C.D.N.

*„Ogródki piwne” najczęściej występują wtedy, gdy zaczyna się o poranku dzień jakiegoś miasta, na przykład Stargardu Szczecińskiego. Atrakcyjna proteza integrująca lokalną społeczność.

Zwykły wpis
serce i strzała
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Zakochałem się

Byłem pewien, że w dziadowskich okresach życia dla takich zjawisk miejsca brakuje naturalnie. Jakiś niedojrzałości objaw dla kogoś, kto o rodzinę się postarał. Nie poważne, nie przystoi.

A jednak zakochałem się.

Pamiętam objawy tego zaburzenia umysłowego z czasu nastoletniego. To ślęczenie przy oknie oczekując ukochanej*, żałosny stan ciała zalanego adrenaliną. Dysfunkcjonalny egoistyczny hipokryta oczekujący obiektu pożądania, kobiety w fazie ekonomicznie przed-roszczeniowej, pod płaszczykiem tanich wyobrażeń o wiecznym oddaniu, epatujący nieuświadomioną ewolucyjną potrzebą zaludniania świata Papkinami. Dzisiaj na szczęście młodość leczona skutecznie, objawowo. Czasu nie ma na malinowe chruśniaki zajęta PlayStation i innymi Facebookami.

Zakochałem się w gwieździe.

Motyle w brzuchu, świat kolorowy się zdaje, obsesyjnie myślę wciąż o Tobie. Co robisz teraz, Gwiazdo moja? Ściekają neutrony, mój kochany zdegenerowany gaz fermionowy. Serce pełne pionów i kaonów, mrugasz do mnie po 1012 Gaussa …

… Moja Kochana, Gwiazdo Neutronowa**.

* straszy brat wyśmiał, naówczas niewybaczalne!

** ściślej – Teorio Gwiazd Neutronowych

Zwykły wpis
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Gorączka

Dzisiaj kolejna eutanazja. Nie pamiętam która w tym tygodniu. Metro chcąc nie chcąc z dnia na dzień jeździ coraz szybciej na południe. To męczące. Tym bardziej, że prognozy pogody na kolejne tygodnie coraz bardziej tragiczne. Doba się podwoiła; to już 48 godzin i przybywa. Nie wysypiamy się drodzy sąsiedzi z wagonu Victoria line nr 11017; lekarze, prawnicy, filozofowie, poeci, młynarze, pomocnicy budowlani. Oprócz socjologów, tutaj ich nie ma. Przysięgałem Apollinowi lekarzowi i Asklepiosowi, i Hygei, i Panakei oraz wszystkim bogom jak też boginiom, biorąc ich za świadków że czyste i prawe zachowam życie swoje i sztukę swoją. I tobie Dionizosie w kieszeni 3 x 50ml szkockiej jedna opróżniona ponieważ jest 10:10am w dawnej dobie a ja ciągle mam szum w głowie po wczorajszym nawiedzeniu pańskim. Bo oto kolejną wizytę mam dzisiaj u chorego zadenuncjowanego przez wytrwałe służby porządkowe. Będę tam o 11:11am jak znam życie. Pary liczb. Zegar biologiczny jest bardzo precyzyjny więc łatwo o atrakcyjne dla paranoi wyobrażenia ksobne o ciężarze mistycznym, intencjonalne wejrzenie w absolut. 11017. 3 jedynki i siódemka.

Samobójca nie pamiętam który w tym tygodniu, może eutanazja, opóźnia pociąg o 6 minut. A może 12? Ponoć to źle wpływa na stan psychiczny maszynisty. I to podwojenie doby. Na pojutrze zapowiadali potrojenie.

Soho nieusypiającej Carnaby Street pukam do drzwi, numer tajemnica lekarska. Pacjent w wieku 50 lat, mężczyzna. Cierpi na znaczną otyłość. Chirurgiczne zmniejszenie żołądka nie pomogło. Jest nadczłowiekiem i gardzi moim chrześcijańskim miłosierdziem. W imię Ojca i Syna na klatce schodowej druga z trzech 50ml. Mijam sąsiadkę pacjenta, pamiętam ją z ostatniej wizyty. Polka. W jej domu prof. Białynicki Birula walczy o czas antenowy z Izabelą Trojanowską. Jej małżonek opóźnił pociąg Victoria line dzisiaj o 6 minut. Podałam jemu łyżeczkę materii neutronowej dzisiaj rano – mówi zmęczona. Pytam komu. Odpowiada – przybył na wadze niemiłosiernie, Boże jak można tak się zapuścić. Antychryst. Podawanie materii neutronowej jest nielegalne droga pani – chłodno uprzedziłem lecz ona ciągnęła dalej – Ubzdurał sobie, że wchłonie Proximę Centauri najprzód by potem sięgnąć Alfy. Napuszony idiota. Przemienienie Pańskie.

Zwykły wpis
yellow Tate Modern
kitsch, obyczaje, Publikacje, sport

Nieistotna żółta sprawa

Zobowiązany ostatnimi wydarzeniami rezygnuję z optymizmu na rzecz sprawy nie-istotnej.

Jej geneza dla wielu wydaje się być nie godna poświęcenia czasu, banalna, przebrzmiała na wielu frontach akademickiej dyskusji. L’art pour l’art, być może, biorę w nawias kilka tygodni wcześniej wybierając się na planowane spotkanie z nieskończonością. Padał deszcz na szczęście. Jest dla mnie rodzajem ciszy. Nagrany i odtwarzany w słuchawkach umożliwia odseparowanie się w przestrzeni galerii od komentatorów, z konieczności intruzów. Tego dnia było to uzasadnione. Wnoszę zapach deszczu na swoim ubraniu, jedyny w swoim rodzaju, nieistniejący nigdzie indziej, wcześniej mi nie znany. Przyda się do przypominania rzeczywistości. Bywało, że spotkania z nieskończonością kończyły się szaleństwem. Krople przypominają „Continuum” Ligetiego, kap , kap , alef zero , kap , alef jeden , rodzą się przejawy nieskończoności. Znałem kilka choćby z badań nad liczbami kardynalnymi, teraz jest inaczej. Podług wytycznych malarza, muszę zachować odpowiednią odległość by przejść przez bramę. Niemal wodzić nosem po muralu. Rozwarstwiam się, znikam. Gdyby nie współtowarzysze z aparatami fotograficznymi! W romantycznych bajaniach mnożymy legendy o lataniu , nieznane ptakom, oderwanie się od podłogi wywołujące lęk zasadny animal rationale. Tak, byłem wdzięczny historii za możliwość uczestnictwa w tej grze.

Wychodzę. Opuszczam. Nadmiernie wrażliwy snuję roszczenie o niemożliwości skrajnego nihilizmu w naszej post nowoczesności. Architektura nie pomaga mi w utrzymaniu tego mniemania. Z prostej przyczyny. Chowając się przed deszczem, pełen wrażeń z elektrowni zachodzę w sąsiadującym Southwark do małego sklepiku w kamienicy. Gdy krople nie biją już mocno dociera do świadomości pułapka sytuacyjna w jakiej się znalazłem. Wystarczy spojrzeć w górę, ta potężna iglica mieniąca się najwyższą w Europie. Sztylet który przeciął chmury, wywołał deszcz, moją ciszę. Nie pasuje tutaj , do tych wszystkich ledwo słyszalnych opowieści zamkniętych w starych murach. Przygniata tak mocno, że nie jesteśmy świadomi jego ogromu. Jest wyższy od muru floydów. Dowód czasu kryzysu w którego pobliżu w dobrym tonie jest być krawatologiem uśmiechniętym od ucha do ucha, zniesmaczonym nagabywaniem długowłosych rzeczników praw Mokrych od Deszczu, wolontariuszy Amnesty International dobierających się bezczelnie do zasobów ukrytych w karcie kredytowej. Zapędziłem się. Wstęp do nihilizmu już przerobiony.

Kilka dni później na jednym z murali serii „Black on Maroon” Rothki pojawia się napis: „Vladimir Umanets ’12, A potential piece of yellowism” (Vladimir Umanets ’12, Potencjalny przykład yellowizmu).

Istotę „yellowizmu”, koncepcji ufundowanej przez Włodzimierza Umańca i Marcina Łodygę można przedstawić w skrócie tak:

мYellowizm” nie jest sztuką i nie jest anty – sztuką. Wszystkie dzieła sztuki umieszczone w „komorze yellowistycznej” redukują się do koloru żółtego.

Dla fundatorów „(…) obecność yellowizmu w kulturze niszczy sztukę współczesną i stawią ją do góry nogami. Fakt, że istnieje yellowizm powoduje, że sztuka współczesna traci grunt pod nogami.”

Pozwolę sobie przeprowadzić wywiad z Włodzimierzem Umańcem w „komorze yellowistycznej” który nigdy nie miał miejsca w rzeczywistości. Prosi się czytelnika o uzupełnienie odpowiedzi rozmówcy podług uznania:

Noil Branc: Rozmawiamy w komorze yellowistycznej. Czy mogę pozwolić sobie na zredukowanie nas, naszej dyskusji , naszej pamięci do żółci?

Włodzimierz Umaniec:

NB: Czy żółć jest kolorem przypadkowym?

WU:

NB: Podobnie stwierdzenie „jest prawdą, że nie ma prawdy”, zgodzisz się?

WU:

NB: Nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem. Może mam złe wyobrażenie, żądałem zbyt wiele od sztuki obarczając odpowiedzialnością artystę. Czy mogę myśleć, że akt yellowistyczny unicestwia wszystkie możliwości?

WU:

NB: Na waszym blogu widnieje jeden z wyborów, czarny sportowy Mercedes

WU:

NB: W końcu to nie jest sikanie do pisuaru Duchampa

WU:

NB: Zasłyszałem złośliwe opinie, że „to hipokryzja z potwierdzoną copyrightem autentycznością pod manifestem” na waszym blogu i „daliście upust wyłącznie żądzy sławy, prostactwo które stać co najwyżej na doczytanie definicji futuryzmu w Wikipedii”

WU:

NB: Przyznaję, że udało wam się wyprowadzić mnie z równowagi. Na wieść o podpisaniu dzieła Rothki zareagowałem emocjonalnie pisząc na żółtym tle „Yellowism is bullshit”. Czy właśnie o to chodziło? Czy jutro rano mogę założyć ociekający krwią krawat z wieprzowego ozora?

WU:

NB: Kusi eksperyment myślowy przy okazji przyznając się do pewnej sprawy. Kilka lat wcześniej, kiedy zapędy anarchistyczne miały jeszcze jakąś moc, wspólnie z przyjacielem opracowywaliśmy koncepcję wirtualnej galerii dzieł konceptualnych. Zmyślone nazwiska artystów, zmyślone dzieła. Ich konstrukcja zabierała niewiele czasu, po kilka sztuk dziennie z dorabianiem odpowiedniej, płaskiej ideologii. Kusiło zaproszenie znakomitości ze świata artystów i kuratorów na otwarcie, oczywiście zakrapiane winem. Zaproszenie na trawiastą polanę. Ostatecznie nie doprowadziliśmy do jej realizacji.

WU:

NB: Zgoda, nietrafne porównanie, zbiliście z tropu. Co dalej? Macie jakiś konkretny plan?

WU:

NB: Dziękuję za rozmowę.

WU:

Nic się nie wydarza, nic się nie wydarzyło …

yellowism


Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 2 (2/2012) październik/grudzień

Zwykły wpis
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Wędrowiec

Gdy byłem chłopcem …

(…)

Rozumiałem ciszę eteru,

Lecz nie rozumiałem nigdy ludzkich słów.

(…)

Friedrich Hölderlin


Taka pustka tutaj jakby to miało jakieś znaczenie odwiecznie tutaj bez możliwości powrotu ciągłe umieranie w nieskończonej butelce Kleina jeszcze kawał drogi przede mną do domu w bezwzględnej ciszy jeszcze zanim dotrę na dół do głównej ulicy gdzie jest centrum Ziemi popychany wzrokiem jakiegoś kogoś który pukał wczoraj do moich drzwi wieczorem ale nie miałem odwagi otworzyć jak zwykle w towarzyszącym dźwięku harfy i deszczu którego przecież nie zapowiadali cyklicznie w ciągu dnia zalękniony i sparaliżowany już nie czuję ciała jakieś ja któreś z kolei wiecznie powracając w materii ohydnej jak konieczność myślenia o tym zastygam jak jakaś lawa będąca dowodem pieczęcią w świetle kłamliwego słońca bo wszystko co widzę to zasłona która teraz pęka panie Schopenhauer unoszący się w teorii pola pełnego rzepaku w którym miałem zaszczyt uwiecznić bez sensu młodą parę z wyrośniętym nad nimi wiatrakiem-dowodem intuicji towarzyszących człowiekowi od zarania dziejów myśli które bezprawnie są pozbawiane w niektórych przypadkach kopii eferentnych na mocy błędów modelowania przyszłego życia którego warunkiem istnienia jest zdolność do kopiowania w deszczu promieniowania jądrowego którego przecież nie zapowiadali wiecznie powracając panie Schopenhauer w świetle kłamliwego słońca bo wszystko co widzę to któreś z kolei ciała unoszące się w teorii pola bez sensu zastygam w dźwięku harfy zalękniony nad dowodem ja kopii eferentnych panie Schopenhauer i sparaliżowany od zarania dziejów promieniowania jądrowego panie Schopenhauer widzę to w dźwięku harfy i zastygam w oceanie bredni panie Schopenhauer.

split01

© Noil Branc
Zwykły wpis
kitsch, obyczaje, sport

plakat „Cisza”

Banalne

mniemanie iż w czasach Ptolemeusza V-go sensowne piśmiennictwo wymagało kapkę większego wysiłku jak dzisiaj. Plakat „Cisza” jest zapisem fragmentarycznym wymiany zdań z zachowaniem anonimowości „dyskutantów” na forum Facebooka pomiędzy zwolennikami  prawicy ( tej skrajnej również ) a tak zwanymi przez nich „lemingami”.

cisza

plakat "Cisza", detal

detal

http://u-bik.co.uk/portfolio/posters-noil-branc/

Zwykły wpis

budowa_cyrku_2

kitsch, obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Budowa cyrku (fragment)

Obrazek

ad infinitum

ad infinitum

kitsch

ad infinitum

Obrazek

Demiurg

kitsch

Demiurg

Obrazek

kitsch, sport
Obrazek

Scelsi II

kitsch

Scelsi II

Obrazek