obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Nietypowy Janusz

Rzeczony Janusz nie jest typowy. Typowo wszyscy (i wszystko) go zdradzali – idee, system, system totolotka, sąsiedzi i przyjaciele. Żona wiadomo, przepraszam trzy. On nie zdradzał, gdzież by. Nie, nie że hipokryta, no gdzie tam, Janusz? Wierny; niezłomnie w ryzach trzymał kłębiące się pod czapką przekonania, i kuśkę też, i wszystko tamże.

I nagle Januszowi myśl przez czaszkę przeleciała – zdradzę się sam.

Nie bądź k…sem / k….ówą, Wspomóż „lubikami” akcję budowy pomnika alkoholika.

Zwykły wpis
Lorenzo Costa, Statek Argo z załogą
obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Argonauta i kapkę Malinowski

Poza gabinetowo, zawsze w podróży. Tym razem Trobriandy, właściwie Trochę Trobriandia na podobieństwo, malowniczy archipelag wysp kataleptycznych na mocy wędrówki ludów czasów wielkiego Iosifa Wissarionowicza wielką wodą nie otoczona. Obrosła od tego czasu w legendy pisane troszkę na kolanie jak choćby lubuskie „Złote dzidy Bolesława” imć Janusza Koniusza.

Wychodzę z chatki, kłaniam się. Argonauta, sąsiad Matki mojej i Ojca mojego idzie tylko po „swoim” chodniku. Nie może wejść na chodnik Matki mojej i Ojca mojego ponieważ dostąpi działania sympatycznego. Stopy, mimo oddzielenia od ziemi obuwiem, nabiorą nieprzyjemnego dla całego organizmu braku poczucia własności. Kontakt wzrokowy jest utrudniony przez zawiłe, być może z natury, spazmatyczne wyładowania elektryczne w oczodołach. To może być działanie nekrofilnej wody. Kiedy brakuje w kranie pierwsze co Argonauta czyni , jest zaopatrzenie. A woda jest na pobliskim cmentarzu, w tamtejszym kranie. Nie zaszkodzi zupy na niej nagotować, herbatkę zaparzyć. Alkohol popić również, spożywany systematycznie w środy i w soboty. Czasem w niedzielę. W wachlarzu czynności magicznych mamy cały szereg ekspresji resentymentów. Na przykład ‚ołtarzyki’. Robi się je z kilku zużytych podpasek znalezionych w śmietniku. Niechęć i jednocześnie tęsknota do waginy? Oraz z puszek po piwie w ilości dwie najczęściej. Pojawia się też świeca czasami. Nadpalona. Ołtarzyk formowany jest sympatycznie na chodniku podwórza Matki mojej i Ojca mojego. Podpaski natomiast chaotycznie rozrzuca się tu i ówdzie tworząc skomplikowaną mozaikę złośliwości. Czasami wlewa się w ziemię naftę by plonów sąsiad zebrać nie mógł bo i po co? Ale za to się nawozi. Coś za coś. Sympatycznie odbierając pracę śmieciarzom i śmieciarce. Śmieci wywozi się na cmentarz, a najlepiej jeszcze dalej. A własny śmietnik zamknięty na kłódkę. Taką małą kłódeczkę. Jak wszystko.

Czy Argonauci chorują psychicznie? W liczbie mnogiej wypytuję, bo to zestaw czynności magicznych jak się okazuje dość osobliwy, ale popularny w Trobriandii. Ten autyzm , nie tyle społeczny co świato-zewnętrzny w ogóle. Te chmury złowieszcze, otarcia się o półki w Kauflandzie. Te wiecznie zajęte przystanki autobusowe kimkolwiek, czymkolwiek. I spadające liście z drzew które trzeba zbierać pojedynczo, dla zabicia czasu. Dla mordowania czasu. Dla nie pójścia na wybory powszechne.

Z podróży
kapkę Malinowski (a cyto, a pise, a taki głąb)

Zwykły wpis
Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Golgota wariatów

Śmierdzi dłoń od podniesionego pensa w rynsztoku przy świętego Pawła. I gniją wargi już niezdolne do pocałunków. Gniją na mocy anonimowej słabości do niedopałków, słabości do przyjemności. Przyjemność za pieniądze, cudze. Kurwienie, zawsze kurwienie. Nie mam prawa do pasji a jednak kilka nocy wcześniej byłem tam, na Golgocie umysłowo chorych. Nawet nie miałem krzyża. Wystarczyło gnijące ciało i spękane. Krwawiące. Rzucali kamieniami i w pewnym momencie pękło mi serce. Z piersi wylała się ogromna ilość białych robaków, jak z rozkładającego się ciała. To były moje atomy, tylko moje; metamatematyczne formikacje. 

Zwykły wpis