Judith Bernstein "Rising", fot. Melissa Budasz - Studio Voltaire London
obyczaje, Publikacje

Praprzyczyna rozmaitości

Oprócz spodziewanej widowni na wernisażu pojawia się rodzina, matka i ojciec z dwójką nastoletnich dzieci. Na twarzy chłopaka maluje się ledwo widoczny uśmiech, jakby wyćwiczony dobrą manierą gdy słyszy odpowiedź matki na pytanie młodszej siostry „co to jest mamo?”. „To są penisy” odpowiada mama.

Kobieta na świecie …

umiera co dwie minuty w trakcie ciąży lub porodu.*

Raz kolejny rzecz dzieje się w adoptowanej na przestrzeń wystawienniczą galerii Studio Voltaire kaplicy wiktoriańskiej w dzielnicy Londynu Clapham. Miejsce dawniej zajęte przez ołtarz zdobione jest płótnem zawierającym ekspresywne wyobrażenie przyczyny Wielkiego Wybuchu, rozszerzającego się Wszechświata malowane fluorescencyjną farbą – „Active Cunt”. Wagina, praprzyczyna rozmaitości, różnicowania w czasie i przestrzeni. Ścierania się przeciwieństw, wojny. Jest atakowana fallusami. Boczne ściany kaplicy zdobi seria sześciu płócien z rysowanymi węglem gwintowanymi wkręto – fallusami, wielkich rozmiarów penisami ukształtowanymi na wzór śrub których serię autorka Judith Bernstein, nowojorska malarka – aktywistka feministyczna, dawna członkini Guerilla Girls, reformującej przestrzeń sztuki lat 70-tych Art Workers’ Coalition czy Fight Censorship Group, kontynuuje od końca lat 60-tych.

Ogółem jedno procentowo partycypuje we własności ziemskiej.

Jakkolwiek rozumieć konserwatywny punkt widzenia, sposób interpretacji, można rościć pretensje o granice sztuki. Gdzie zaczyna się kicz, semantyczne niechlujstwo ufundowane po części przez postmodernistyczne próby opisu rzeczywistości niejako „szyte na miarę” pod emancypacyjną reformę społecznopolityczną niektórych odłamów feminizmu, czy w reszcie przestrzeń aktualna w jakiej pojawia się dzieło. W przypadku Bernstein która w latach 70-tych odważnie krytykuje skrajne nierówności płciowe, tytułem przykładu obstawianie stanowisk profesorskich wyłącznie przez mężczyzn na ówczesnych uniwersytetach amerykańskich, jej twórczość wydaje się być całkowicie usprawiedliwiona. Jak sama stwierdza po moim dość niezręcznym komentarzu w dyskusji, że ten rodzaj komunikatu ma wartość historyczną ripostuje, że to jest forma dowcipu, ujęcie żartobliwe ponieważ ułatwia to wejście w relację z krytykowanym sposobem myślenia. I co najważniejsze będąc przyzwyczajonym do znacznej zmiany w świecie Zachodnim zapominamy o tym, co jest jeszcze do zrobienia w ogólnoświatowej perspektywie.

39 tysięcy nieletnich dziewcząt wchodzi w stan narzeczeństwa każdego dnia.

W wernisażu Judith Bernstein uczestniczę za namową Beaty Kozłowskiej, artystki młodego pokolenia rezydującej aktualnie w Studio Voltaire. Zaszczycony obecnością w pracowni niejako odnajduję na nowo rzeczy znalezione. Kozłowska deklarująca zaczepienie w dyskursie feministycznym magazynuje znaleziska jako tworzywo nowych kreacji. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że wykopaliska uwikłane są w porządek geometryczny, już niejako w samym procesie ich pozyskiwania daje się we znaki nieokreślony „ukryty porządek”. To bryły geometryczne, przeważnie drewniane elementy zużytych mebli, przedmioty dotychczas użytkowe. Już sam sposób ich składowania jest naznaczony dającą się zauważyć regularnością.

Jedna na trzy jest wykorzystywana seksualnie lub bita w swoim życiu.

Artystka niejako odwraca readymades w akcie twórczym porównując go do dziecięcej intuicji. „Nie wiem co z tego wyjdzie” mówi wskazując szkice geometryczne na papierze, intuicje wyjęte ze świata platońskich idei. W dyskusji ujawnia się sprzeczność – to co było punktem zaczepienia, dekonstrukcja, stopniowo ulega wydaje się nieuświadomionej wcześniej potrzebie poszukiwania niezmienników, „matematyki”. Rzeźba quasi-architektoniczna zaczyna zdradzać rodowód modernistyczny a „szkice intuicyjne” które zapowiadają nowe dzieła są już niejako uwikłane w jakąś nazwijmy to „przestrzeń unormowaną” którą artystka chce badać formalnie.

875 milionów jest analfabetkami.

To co uległo pozornej fragmentacji w procesie poszukiwania tożsamości za pomocą języka postmodernizmu niejako prosi się o świadomą aktualizację …

Beata Kozłowska, Asking- somnambulism (homage to Plato)

Beata Kozłowska, Asking- somnambulism (homage to Plato)

* Statystyka Oxfamu

Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 9 (3/2014) lipiec/wrzesień

Reklamy
Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s