Przymiarka u krawca
obyczaje, Słowo na Niedzielę

Słowo na Niedzielę – Sobieraj

(…)

W tym śnie
przemówił do mnie On
(bynajmniej nikt dzisiaj specjalnie znany,
chyba był to Bóg,
albo archanioł Gabriel;
głos w każdym razie miał tubalny)
i rzekł:

– Już czas,
napisać wiersz nowoczesny,
żywym, chropawym językiem,
ignorując zasady ortografii
i odpowiednio wulgarny,
żeby złamać złamać wszelkie tabu.
Bo na tym dzisiaj wielkość
i łamanie tabu polega,
by nieudolnie opisywać prawdziwe życie,
do tego w sposób niezrozumiały,
a nie pleść w natchnieniu
filozoficzne dyrdymały
jak jakiś starodawny pedał,
esteta albo mędrzec
czy inny Platon.
Już czas, by „z żywymi naprzód iść
po życie sięgać nowe
a nie w uwiędłych laurów liść
z uporem stroić głowę”.

– To z Asnyka – dodał.

(…)

Fragment poematu dygresyjnego „Krawiec” Tomasza Sobieraja

Zwykły wpis
obyczaje, Słowo na Niedzielę

Słowo na Niedzielę – Chwin

„(…) A domy – porzucone przez tych, którzy odeszli, spłonęli, potonęli – jezdnie, podwórka, placyki z wielkim kasztanem pośrodku, gdzie śnieg był czysty, nienaruszony czyimkolwiek śladem – wszystko to drzemało w ciszy mroźnego przedpołudnia. Dzielnica odsłaniała niespiesznie swoje sekrety ukryte za grabowymi żywopłotami i szpalerami tui. W śródmieściu, przy dworcowej hali, z której nie zniknęły jeszcze tablice z czarnym napisem „Danzig”, zielone ciężarówki przebijały sięprzez ośnieżone gruzowisko płosząc stada wron zajętych wydziobywaniem mięsa z zabitych koni, mężczyźni w sukiennych płaszczach i wojskowych kurtkach, z płóciennymi workami na ramieniu, z drewnianymi walizkami, z paczkami owiniętymi brezentem, snuli się wśród ocalałych domów, ale tu, na samym obrzeżu miasta (bo po drugiej stronie Pelonker-Strasse ciągnął się już tylko las, sięgający  Żukowa, Migowa i Kokoszek), tu, poza głównym nurtem ulicy Grunwaldzkiej, którą co kilka minut przetaczały się w stronę Gdyni ciężkie wozy powiewające wyblakłą plandeką, konne zaprzęgi z kuchniami polowymi, czołgi z wieżyczką obróconą do tyłu i pancerzem zbryzganym wapnem, tu było wciąż jeszcze miejsce omijane przez potok ludzi ciągnących na zachód i Mama z Ojcem mogli wybierać dom, w którym miałem się urodzić. (…)”

Fragment powieści „Hanemann” Stefana Chwina

Zwykły wpis
obyczaje, Publikacje

Błąd von Neumanna

Bohm_trajektorie

Czy można pozwolić sobie na ocenę obecnej rzeczywistości jako procesu permanentnej dehumanizacji, procesu wieszczonego co najmniej od początku XX wieku? Przejawiającego się w odejściu od człowieka w stronę przedmiotu w sztuce. W czasach nowego typu komunikacji, systematycznie krytykowanej za wirtualizację kontaktu międzyludzkiego, generowania protezy naturalnie pojętej bliskości drugiego człowieka w mediach nowoczesnych takich jak portale społecznościowe. W czasach wojny nowego typu gdzie siły ścierają się dyplomacją wirtualną, cyfrową, gdzie tragedia gazowanych ludzi ze statusu zbrodni przeciwko ludzkości schodzi na poziom swoistego regulatora sił o zasięgu globalnym a w świecie zachodnim już jest niemal programem telewizyjnym. W czasach wyjątkowego statystycznie, zauważalnego milczenia intelektualistów. W czasach postępującej sekularyzacji kultury zachodniej, odrywanej stopniowo od tradycji chrześcijańskiej. Sądzę, że takiej pewności mieć nie można kierując uwagę w mechanizmy o których wspomniałem wyżej jako ukrytych, maskowanych jakościowo szansach dla humanizmu. Zdając sprawę z moich ograniczonych kompetencji oraz ogromu możliwości przekraczających ramy tego tekstu chcę skupić uwagę na wybranym trendzie myślowym właściwym miejscu w jakim przyszło mi żyć. Trendzie, który wydaje się być coraz bardziej widoczny w swoim wpływie na wszelkiego typu środowiska twórcze, od akademickich po artystyczne.

Posłużę się przykładem. W roku 2011 Mieszkająca i pracująca w Londynie artystka multidyscyplinarna, performerka Kasia Molga wraz z Brendanem Oliverem generuje widowisko interaktywne „THE . . .” będące próbą odpowiedzi na pytanie, czy generując najczęściej powierzchowne treści w postaci postów na Facebooku i Twitterze społeczność użytkowników ma wzajemną możliwość generowania nowych jakościowo treści myślowych. Czy nasz „strumień świadomości” w interakcji z portalami społecznościowymi powstaje wyłącznie pod presją zastanych postów użytkowników? Pytania dyskusyjne biorąc pod uwagę różne szkoły epistemologiczne, ale autorzy starają się eksperymentować przekraczając granicę przestrzeni odpowiedniej dla portali społecznościowych dopuszczając widzów do interakcji z „postami” wyświetlanymi na ekranie włącznie z możliwością ich rozmieszczenia w przestrzeni. Interesującą nas tutaj osią myślową jest inspiracja Kasi Molgi koncepcją Davida Bohma o „początkach myśli”.

Trochę inny początek

Od czasów Nielsa Bohra, przelewającej się na wszystkie dziedziny życia człowieka rewolucji myślowej, dogmatyzuje się teza o zaprzeczeniu realnego istnienia rzeczywistości fizycznej niejako z konieczności samej natury mechaniki kwantowej. Rzecz w pojęciu superpozycji stanu kwantowego, fundamencie teoretycznych i empirycznych odkryć po dzień dzisiejszy. Superpozycja stanu, ten nieznośny chochlik którego status ontologiczny jest dyskusyjny po dziś dzień. Nie chcąc wbijać się w szczegół teorii fizycznej wspominam tylko o nieintuicyjnej konsekwencji. Traktowaniu prawdopodobieństwa jako podstawy istnienia rzeczywistości fizycznej. Bronię stwierdzenia, że ten niepokój ontologiczny miał prawo eksponować niemal na każdą dziedzinę życia decydując choćby o takich sprawach jak zabezpieczenie energetyczne ludzkości.

Ale gdzieś po drodze pojawia się wyłom w dogmacie interpretacji kopenhaskiej mechaniki kwantowej o którym mowa wyżej.

W roku 1961 w Londyńskim Birkbeck College otrzymuje posadę David Bohm. Wygnany z Princeton University za sprawą oskarżenia o kolaborację z komunistami. Oskarżał kolega po fachu, „ojciec bomby atomowej” Robert Oppenheimer. Mimo oczyszczenia z zarzutów pozostaje w Londynie do swojej śmierci w roku 1991 (umiera w taksówce zmęczony pogłębiającą się depresją, dostaje ataku serca).

Powstaje teoria odmienna, nieprobabilistyczna, w pełni deterministyczna. Kartezjańskie marzenie które kłóci się ze stwierdzeniem Johna von Neumanna, że każda deterministyczna teoria kwantów jest niemożliwa. Poprawna w teorii i zweryfikowana empirycznie mechanika kwantów Davida Bohma niesie ze sobą nowe konsekwencje. Podstawową jest nielokalność objawiająca się uznaniem faktu, że nie istnieje przypadek w interakcjach cząstek elementarnych i wszystko we Wszechświecie ma na siebie wpływ bezpośredni bez względu na odległość. Moja myśl rozumiana jako układ kwantowych cząstek ma wpływ bezpośredni na twoją Czytelniku, i wzajemnie. Teoria nielubiana, ponieważ konsekwentnie zakłada jako zasadę fizyczną „niewiedzę”, parametry ukryte przed badaczem – obserwatorem. Nie mogę przewidzieć swojej, społeczeństwa, Słońca czy Drogi Mlecznej interakcji ze sobą wzajemnie. Jestem skazany na niewiedzę całkowicie deterministycznie. Dla tego ciężka do przyjęcia została niemal na 20 lat zapomniana w środowisku fizyków. Tymczasem Bohm działając z takimi postaciami jak Jiddu Krishnamurti czy Martin Buber zaczyna oddziaływać poza interpretacjami fizycznymi. Pod jego wpływem pozostają różne postacie kultury jak choćby Charles Biederman z którym intensywnie koresponduje.

Człowiek Bohma wraca do świata niemal tak jak chciał tego Nietzsche u boku Dionizosa i Apollina. Jest jego częścią w sposób starożytnego greka, uwikłany w ciągły proces stawania się i śmierci bez możliwości poznania wszystkich mieszkańców Olimpu. Bohm zaczyna naiwnie żądać miłości bliźniego przez zmianę sposobu myślenia w pełnym dialogu, dywergencji. Miało by powstać społeczeństwo Światowe bliskie ideom socjalistycznym, „nowy porządek” dotychczas ukryty …

… no cóż. Słabością do teorii sformalizowanych być może naiwnie, sen odrobinę spokojniejszy.

Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 6 (4/2013) październik/grudzień

Zwykły wpis
Jan Drzeżdżon
obyczaje, Słowo na Niedzielę

Słowo na Niedzielę – Drzeżdżon

„(…) Antoni stal już blisko nas. W tej samej chwili wyciągnął z wiadra rybę, która mu w rękach zaczęła trzepotać. Dziwnym zbiegiem okoliczności każdy z dąbrowian trzymał w prawej ręce nóż. Położono wiec rybę na środek drogi i każdy zadał jej śmiertelny cios w głowę. Tymczasem ryba nic sobie z tego nie robiąc, wskoczyła z powrotem do wiadra Abrahama. Zaśmieli się mieszkańcy Dąbrowy, a Abraham pogroził im pięścią i znów udał się z wiadrem do środka wsi , gdzie już były nowe horyzonty. Dziwne nam się wydawały brzęki łańcucha, aż wreszcie Antoni pojawił się , wlokąc rybę na łańcuchu. Wszyscy ogromnie się dziwili, niemniej zadaliśmy jej ponownie śmiertelny cios w głowę. (…)”

Z Leśnej Dąbrowy, Jan Drzeżdżon

Jan Drzeżdżon – najwybitniejszy z kaszubskich pisarzy – Radio Kaszebe:

Zwykły wpis
"Party Time" Shaun Attwood, fot. Noil Branc - Soho Square, Londyn
obyczaje, Publikacje

Tysiąc książek

american_cockroach

Mała kawiarnia w centrum londyńskiego Soho. Shaun z pokaźnej teczki wypchanej po brzegi dokumentami wyciąga kartkę białego papieru i rysuje plan. To będzie następna książka odbiegająca tematycznie od poprzednich. Na kartce powstaje struktura powiązań której elementy już są lub będą rozdziałami. W pewnym momencie mam ochotę uszczypnąć się w nos, zrobić cokolwiek, co sprowadzi mnie na ziemię. Narasta wrażenie, że dryfujemy w jedną z modnych teorii spiskowych dotyczących globalnych powiązań finansowych. Shaun z godną sobie precyzją wyćwiczoną zapewne w czasach gdy był zarabiającym miliony dolarów maklerem giełdowym w Stanach Zjednoczonych ukazuje sposoby finansowania wojny. Z minuty na minutę czuję się coraz bardziej nieswojo, zawieszony w jakiejś przerażającej próżni. Pompaż środków finansowych między innymi za pomocą derywatów – instrumentów pochodnych od linii lotniczych przez przemysł zbrojeniowy aż do Afganistanu i innych punktów zapalnych. Powstaje pajęczyna powiązań sięgających jeszcze dwudziestolecia między wojennego. Nawiązujemy w dyskusji do sytuacji Polski dziejowo umieszczonej pomiędzy dwoma światami. Rozmówca zaczepiony w kulturze zachodniej pyta, czy wierzę w jakąś mądrość moich wschodnich sąsiadów która powstrzyma w przyszłości zdolność do naciśnięcia tego ostatniego, czerwonego guzika. Wdziera się milczenie. W półtora godzinnej dyskusji nie można sobie pozwolić na uproszczenia.american_cockroachW Anglii Shaun skutecznie odbudowuje zaufanie. Maksymalna kara dwustu lat więzienia zamieniona na sześć i pół roku na mocy umowy z prokuratorem którą odbywa w więzieniu hrabstwa Maricopa w Arizonie. Czytelnia wyposażona między innymi w takie atrakcje, jak wdzierające się we wszystkie otwory ciała karaluchy amerykańskie celowo hodowane przez personel. To okazuje się wystarczający czas by pochłonąć około tysiąca książek od klasyki filozofii starożytnej po powieść współczesną. Czas spotkania z bohaterami Dostojewskiego i Sołżenicyna, z etyką Kanta teoretyków historii nie wspominając. Czas wielkiej determinacji, zastanawiania się nad własnym postępowaniem, poszukiwanie sposobu istnienia byłego króla Ecstasy mającego pod sobą niemal stu dealerów zaopatrujących w MDMA roztańczonych w narkotycznym transie yappies techno sceny RAVE lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Persona non grata w Stanach Zjednoczonych w więzieniu walczył o prawo do elementarnej ludzkiej godności dla więźniów między innymi z kontrowersyjnym szeryfem Joe Arpaio. W tamtym czasie powstaje też słynny blog „Jon’s Jail Journal” – http://www.jonsjailjournal.blogspot.co.uk , pierwotnie anonimowy przeciek do świata zewnętrznego.american_cockroach

Znakomity mówca Shaun Attwood, dziś antynarkotykowy aktywista którego można spotkać na wykładach w szkołach średnich po powrocie do Anglii łatwym piórem pisze bestseller „Hard Time”, pierwszą cześć trylogii z „Party Time” i „Prison Time” oraz podręcznik motywacyjny „Lessons From a Drug Lord” w których odsłania szczegóły swojej drogi. Współpracuje między innymi z czasopismem „Not Shut Up” pod redakcją Marka Kazmierskiego skierowanym na twórczość literacką i artystyczną więźniów w Wielkiej Brytanii.american_cockroach

Struktura powiązań finansowych rozrysowana. Już na dwóch kartkach. Shaun skrzętnie chowa je do opasłej teczki delikatnie sugerując, że nie powinienem wejść w ich posiadanie. Idziemy na wykład z serii „Interesujące rozmowy” do kościoła św. Jakuba nieopodal Piccadilly Circus. Wstając od stolika wspomina, że w więzieniu był słabej miary agnostykiem. Wierzył w istnienie Boga w około jednym procencie, ale teraz jest inaczej …

Shaun Attwood, fot. Noil Branc - Londyn, Soho

Shaun Attwood, fot. Noil Branc – Londyn, Soho

Link do witryny Shauna – http://www.shaunattwood.com/

Historia Shauna w odcinku „Raving Arizona” serialu dokumentalnego  „Locked Up Abroad”

Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 10 (4/2014) październik/grudzień

Zwykły wpis
Judith Bernstein "Rising", fot. Melissa Budasz - Studio Voltaire London
obyczaje, Publikacje

Praprzyczyna rozmaitości

Oprócz spodziewanej widowni na wernisażu pojawia się rodzina, matka i ojciec z dwójką nastoletnich dzieci. Na twarzy chłopaka maluje się ledwo widoczny uśmiech, jakby wyćwiczony dobrą manierą gdy słyszy odpowiedź matki na pytanie młodszej siostry „co to jest mamo?”. „To są penisy” odpowiada mama.

Kobieta na świecie …

umiera co dwie minuty w trakcie ciąży lub porodu.*

Raz kolejny rzecz dzieje się w adoptowanej na przestrzeń wystawienniczą galerii Studio Voltaire kaplicy wiktoriańskiej w dzielnicy Londynu Clapham. Miejsce dawniej zajęte przez ołtarz zdobione jest płótnem zawierającym ekspresywne wyobrażenie przyczyny Wielkiego Wybuchu, rozszerzającego się Wszechświata malowane fluorescencyjną farbą – „Active Cunt”. Wagina, praprzyczyna rozmaitości, różnicowania w czasie i przestrzeni. Ścierania się przeciwieństw, wojny. Jest atakowana fallusami. Boczne ściany kaplicy zdobi seria sześciu płócien z rysowanymi węglem gwintowanymi wkręto – fallusami, wielkich rozmiarów penisami ukształtowanymi na wzór śrub których serię autorka Judith Bernstein, nowojorska malarka – aktywistka feministyczna, dawna członkini Guerilla Girls, reformującej przestrzeń sztuki lat 70-tych Art Workers’ Coalition czy Fight Censorship Group, kontynuuje od końca lat 60-tych.

Ogółem jedno procentowo partycypuje we własności ziemskiej.

Jakkolwiek rozumieć konserwatywny punkt widzenia, sposób interpretacji, można rościć pretensje o granice sztuki. Gdzie zaczyna się kicz, semantyczne niechlujstwo ufundowane po części przez postmodernistyczne próby opisu rzeczywistości niejako „szyte na miarę” pod emancypacyjną reformę społecznopolityczną niektórych odłamów feminizmu, czy w reszcie przestrzeń aktualna w jakiej pojawia się dzieło. W przypadku Bernstein która w latach 70-tych odważnie krytykuje skrajne nierówności płciowe, tytułem przykładu obstawianie stanowisk profesorskich wyłącznie przez mężczyzn na ówczesnych uniwersytetach amerykańskich, jej twórczość wydaje się być całkowicie usprawiedliwiona. Jak sama stwierdza po moim dość niezręcznym komentarzu w dyskusji, że ten rodzaj komunikatu ma wartość historyczną ripostuje, że to jest forma dowcipu, ujęcie żartobliwe ponieważ ułatwia to wejście w relację z krytykowanym sposobem myślenia. I co najważniejsze będąc przyzwyczajonym do znacznej zmiany w świecie Zachodnim zapominamy o tym, co jest jeszcze do zrobienia w ogólnoświatowej perspektywie.

39 tysięcy nieletnich dziewcząt wchodzi w stan narzeczeństwa każdego dnia.

W wernisażu Judith Bernstein uczestniczę za namową Beaty Kozłowskiej, artystki młodego pokolenia rezydującej aktualnie w Studio Voltaire. Zaszczycony obecnością w pracowni niejako odnajduję na nowo rzeczy znalezione. Kozłowska deklarująca zaczepienie w dyskursie feministycznym magazynuje znaleziska jako tworzywo nowych kreacji. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że wykopaliska uwikłane są w porządek geometryczny, już niejako w samym procesie ich pozyskiwania daje się we znaki nieokreślony „ukryty porządek”. To bryły geometryczne, przeważnie drewniane elementy zużytych mebli, przedmioty dotychczas użytkowe. Już sam sposób ich składowania jest naznaczony dającą się zauważyć regularnością.

Jedna na trzy jest wykorzystywana seksualnie lub bita w swoim życiu.

Artystka niejako odwraca readymades w akcie twórczym porównując go do dziecięcej intuicji. „Nie wiem co z tego wyjdzie” mówi wskazując szkice geometryczne na papierze, intuicje wyjęte ze świata platońskich idei. W dyskusji ujawnia się sprzeczność – to co było punktem zaczepienia, dekonstrukcja, stopniowo ulega wydaje się nieuświadomionej wcześniej potrzebie poszukiwania niezmienników, „matematyki”. Rzeźba quasi-architektoniczna zaczyna zdradzać rodowód modernistyczny a „szkice intuicyjne” które zapowiadają nowe dzieła są już niejako uwikłane w jakąś nazwijmy to „przestrzeń unormowaną” którą artystka chce badać formalnie.

875 milionów jest analfabetkami.

To co uległo pozornej fragmentacji w procesie poszukiwania tożsamości za pomocą języka postmodernizmu niejako prosi się o świadomą aktualizację …

Beata Kozłowska, Asking- somnambulism (homage to Plato)

Beata Kozłowska, Asking- somnambulism (homage to Plato)

* Statystyka Oxfamu

Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 9 (3/2014) lipiec/wrzesień

Zwykły wpis
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Gorączka

Dzisiaj kolejna eutanazja. Nie pamiętam która w tym tygodniu. Metro chcąc nie chcąc z dnia na dzień jeździ coraz szybciej na południe. To męczące. Tym bardziej, że prognozy pogody na kolejne tygodnie coraz bardziej tragiczne. Doba się podwoiła; to już 48 godzin i przybywa. Nie wysypiamy się drodzy sąsiedzi z wagonu Victoria line nr 11017; lekarze, prawnicy, filozofowie, poeci, młynarze, pomocnicy budowlani. Oprócz socjologów, tutaj ich nie ma. Przysięgałem Apollinowi lekarzowi i Asklepiosowi, i Hygei, i Panakei oraz wszystkim bogom jak też boginiom, biorąc ich za świadków że czyste i prawe zachowam życie swoje i sztukę swoją. I tobie Dionizosie w kieszeni 3 x 50ml szkockiej jedna opróżniona ponieważ jest 10:10am w dawnej dobie a ja ciągle mam szum w głowie po wczorajszym nawiedzeniu pańskim. Bo oto kolejną wizytę mam dzisiaj u chorego zadenuncjowanego przez wytrwałe służby porządkowe. Będę tam o 11:11am jak znam życie. Pary liczb. Zegar biologiczny jest bardzo precyzyjny więc łatwo o atrakcyjne dla paranoi wyobrażenia ksobne o ciężarze mistycznym, intencjonalne wejrzenie w absolut. 11017. 3 jedynki i siódemka.

Samobójca nie pamiętam który w tym tygodniu, może eutanazja, opóźnia pociąg o 6 minut. A może 12? Ponoć to źle wpływa na stan psychiczny maszynisty. I to podwojenie doby. Na pojutrze zapowiadali potrojenie.

Soho nieusypiającej Carnaby Street pukam do drzwi, numer tajemnica lekarska. Pacjent w wieku 50 lat, mężczyzna. Cierpi na znaczną otyłość. Chirurgiczne zmniejszenie żołądka nie pomogło. Jest nadczłowiekiem i gardzi moim chrześcijańskim miłosierdziem. W imię Ojca i Syna na klatce schodowej druga z trzech 50ml. Mijam sąsiadkę pacjenta, pamiętam ją z ostatniej wizyty. Polka. W jej domu prof. Białynicki Birula walczy o czas antenowy z Izabelą Trojanowską. Jej małżonek opóźnił pociąg Victoria line dzisiaj o 6 minut. Podałam jemu łyżeczkę materii neutronowej dzisiaj rano – mówi zmęczona. Pytam komu. Odpowiada – przybył na wadze niemiłosiernie, Boże jak można tak się zapuścić. Antychryst. Podawanie materii neutronowej jest nielegalne droga pani – chłodno uprzedziłem lecz ona ciągnęła dalej – Ubzdurał sobie, że wchłonie Proximę Centauri najprzód by potem sięgnąć Alfy. Napuszony idiota. Przemienienie Pańskie.

Zwykły wpis