Je Suis Charlie

Reklamy
obyczaje

Je Suis Charlie

Obrazek
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

No to robimy te demokracje

Lorneta (krowa) z meduzą, musztardówka i zwierciadło.

I. Kieliszek pierwszy

Polej Mości Dobrodzieju. Na pohybel dziadostwu, powiedział bajkopisarz do zwierciadła. Bo my jesteśmy klasa. Polityczna.

A ty po drugiej stronie jesteś spoko. No to siup!

 II. Kieliszek drugi

Cusik za sucho. A mnie proszę pana bardzo spieszno. Więc?

Nie nie, ja nie zakąszam. Nie zakanszam. Ty widzę też. No to siup w ten głupi dziób. Już dawno wódy w mordzie nie mielim Mości Dobrodzieju. Czas na relaks. Tak. Jak tu cicho i spokojnie. Zasadniczo przyznać muszę, i zapewne podzielisz moje skromne, że nawet muzyki nie trzeba po zewnętrznej. Bo my, Mości Dobrodzieju Sercozłoty muzykę mamy w głowie. A jakże! Nieważne. Czas na połajankę. Tak tak, siup! Eh …  niedobra. Niedobra taka.

III. Kieliszek trzeci

Eh. Polej.

Polewam.

Siup! Uff … rozgrzewa. A pamiętasz jak to było w tym hotelu? Oj wlało się. Delegacja udana. Głupi z rozpędu kupiłem melonową. Te kolorowe wynalazki, mało się towarzystwo nie potruło. Nieważne. Ważne, że się zrobili wszyscy jak należy. A później rano ten radny z SLD narzekał przy obiedzie, że żeśmy go nie wpuścili. No bo niby czemu? A ten , jak mu było? Prototyp Adasia co się rano przykrył na hotelowym korytarzu wykładziną. Zrobił się że nie ma to tamto. Jako członek z ramienia koordynator do spraw młodzieży miałem ja, proszę ja ciebie sporo do roboty. Młode, nieokrzesane, i kleiły się do ciebie. Jedna nawet w trakcie popijawy z pokoju hotelowego wylazła w pidżamie. Siedziałem przy stole a ona zaszła od tyłu, dłonie położyła mi na ramiona. Tulasek. Ale coś mnie powstrzymało. Wierny jestem. Mam tak. Nawet wóda nie pomogła. Uff … polej.

IV. Kieliszek czwarty

No to siup kurwancka! Uff … coraz lepszsza. Ambrozja. Uff …

O czym to ja mówiłem? No tak. I poszliśmy po odczytach o tej demokracji bujać się w nadmorskim kurorcie. Dyskoteka, tekanadyski. Gibamy się a później kręgle. Ty się nie, nie śmiej. Tak siię, się przekształcało Unię Wolności. Szkoda? Jesteś pasożytem. Tak nie wolno myśleć. Tak, wieczorem odwiedził nas Sebastian. Kurwancka parę lat później rozwalił się w Smoleńsku. Nie zapomnę tego. U koleż … ups, sorry. U koleżanki byłem wtedy. Jak w telewizorni pokazywali. Że rządu nie ma. Polej Mości Dobrodzieju.

V. Kieliszek piąty

Siup! No i ten. No. Jak siee samolot rozwalił, to wierzyć się nie chsiało. Bez senssu. A tam zaraz, duperele takie, wyrzuciki sumieniątka …

 VI. Szklaneczka pierwsza

Zasadniszo to byś … polał do szlaneszki. Pół, pół nalej. Prosze.

Siupp.

Ahoj!

A tego posła pamientaszsz? … Ale to było, so? Ha ha! Jak się mis, mizdrzył się na prawyborach. Proszę! Powiedział, za poły złapał mnie od gajera. Proszę, gdzie są autobusy? Ale to zły człowiech był. Nie , nie dotrzymywał słowa. Nihdy. No tu mu nie dałem autobusów. Głosowaś nie miał, nie miał hto i sie topimyy.

VII. Szklaneczka druga

Siuup … O Jesu … Pszepraszaam. Szumi może, morze szumi. Co tak szemie? To młeże szemie … idziemy? Nie. Niee. Nihźie nie iźiemy. Uff …

Co ja naro … narobiłem. A teho symbała pamiętasz? S młodzieszófhi. S młozieżófchi mówie … no ten z ludofsów. Że niby znalasł w posiągu hajet … hajet zz telefonamy teho , no … kurde … Rohity, Mariii. Ale mie rosbawił huwniarz. Fajac ze słomą f … iźiemy! Isiemy bo jusz suchaś sie nie da siebie … I że so?! Że nadzoni mu i powie mu jahi to on wielhi bo ma hajet?! Rosumiesz ho? Ho?

VIII. Szklaneczka trzecia

Uff … soś miałe.m mów.mówiśś …

Zwykły wpis
zamet niewrzeda
obyczaje, Publikacje

Zamęt

W poszukiwaniu większej całości zautomatyzowały się czynności. Kolejność po przebudzeniu: odpalanie laptopa, woda na kawę i, zanim się zagotuje, jako trzydziestoparolatek przebijam się przez drzwi wynajętego mieszkania jak przez jumacką bramkę, żeby pooddychać papierosem, zastanawiając się, czy te pieprzone wiatraki prądotwórcze mielą nie zawsze cwaną populację ptaków. Być może się dowiem po powrocie z podróży, po przejściu ponownym przez bramkę, zalaniu smolistego depresanta i zalogowaniu się do Facebooka na mój postmodernistyczny generator bredni, moje konto.  Jest też szansa, że dzisiaj spotkam kolegę w Realu, który wie, jak zgrzyta piasek plażowy między palcami, który nie dostosował się do wymogów „dającego” mu chleb powszedni zarobasa, ponieważ obnosił się na fejsie w profilowym z maską Fawkesa. Ten jednak spotkał się z Laurą, koleżanką z czatu. Udało się w realu.

Czy warto o tym płodzić niemal dwieście stron tekstu w atrakcyjnej kwadratowej papierowej formie? Nieskromnie cytując samego siebie, aktualizując treść wcześniejszych powieści, emigracyjnej czy syntetyzującej  jak „Second Life”? Jestem wdzięczny Niewrzędzie. Ucieszę się, jeśli będzie czytany przez znacznie młodszych ode mnie. Niewrzęda wprowadzając „zamęt”, z właściwą jemu ogromną humanistyczną wrażliwością w rzeczywistości daje możliwości wyboru, nie wymusza pesymistycznego zakończenia. Tak go czytam. Czyni to przez ironię, wikła groteskowe świato-obrazy codzienności. Swoją niebywałą kompetencją kulturową i językową umieszcza korporacyjnie zbędnego po fachu bohatera-socjologa w zdehumanizowanej rzeczywistości, który poszukując zaczepienia w niej staje się szczerym hochsztaplerem, znachorem człowieczeństwa. A jednak szczerym, niejasno przeczuwającym „o co w tym wszystkim chodzi”. Jednak „Zamęt” zaczynamy od słów Goethego „Nie wszędzie, gdzie jest woda, muszą być żaby; ale gdzie słychać żaby, tam jest woda”. Dla mojego nieco już stetryczałego umysłu intymne uzewnętrznienia bohatera i nieznajomej z czatu bywają męczące, ale tak to już jest z młodością, w kipieli poszukiwania. Odbiegając, wiecie, że rośliny mają system nerwowy? Że nasze ciała mogą ulec samozapłonowi i można się zająć nie podlewając się benzyną? Stanisław Lem wieszczył dawniej o latających robotach wywiadowczych wielkości komara, które mogą aplikować delikwentom chemikalia tudzież namierniki GPS i to się właśnie udało amerykanom? Że koper włoski stanie się własnością regulacji Unii Europejskiej? …


Nota recenzencka ukazała się w „sZAFie” nr 15/2013

Zwykły wpis