Michal Heller
obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Schab dla szynki

Wcześnie rano, chcąc nie chcąc przysłuchuję się Połowicy rozmawiającej za pomocą telefonu z koleżanką. Dostępne w polu percepcji pozostają wyłącznie wypowiedzi Połowicy których zapis przyjmuje następującą postać:

„Hej. Słuchaj, mam schab dla szynki. Mówię, że mam schab dla szynki. Mam schab dla szynki. Mam schab i kaczkę dla szynki. Tak, mówię, że mam kaczkę i schab dla szynki. Pa.”

Może gdybym był bardziej epistemologicznie znaturalizowany to koniec roku byłby bardziej do zniesienia.

Zatem szukam desygnatu. Woof, Woof … w lodówce, Woof …

Michał Heller, „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?”

Copernicus Center for Interdisciplinary Studies
Zwykły wpis
yellow Tate Modern
kitsch, obyczaje, Publikacje, sport

Nieistotna żółta sprawa

Zobowiązany ostatnimi wydarzeniami rezygnuję z optymizmu na rzecz sprawy nie-istotnej.

Jej geneza dla wielu wydaje się być nie godna poświęcenia czasu, banalna, przebrzmiała na wielu frontach akademickiej dyskusji. L’art pour l’art, być może, biorę w nawias kilka tygodni wcześniej wybierając się na planowane spotkanie z nieskończonością. Padał deszcz na szczęście. Jest dla mnie rodzajem ciszy. Nagrany i odtwarzany w słuchawkach umożliwia odseparowanie się w przestrzeni galerii od komentatorów, z konieczności intruzów. Tego dnia było to uzasadnione. Wnoszę zapach deszczu na swoim ubraniu, jedyny w swoim rodzaju, nieistniejący nigdzie indziej, wcześniej mi nie znany. Przyda się do przypominania rzeczywistości. Bywało, że spotkania z nieskończonością kończyły się szaleństwem. Krople przypominają „Continuum” Ligetiego, kap , kap , alef zero , kap , alef jeden , rodzą się przejawy nieskończoności. Znałem kilka choćby z badań nad liczbami kardynalnymi, teraz jest inaczej. Podług wytycznych malarza, muszę zachować odpowiednią odległość by przejść przez bramę. Niemal wodzić nosem po muralu. Rozwarstwiam się, znikam. Gdyby nie współtowarzysze z aparatami fotograficznymi! W romantycznych bajaniach mnożymy legendy o lataniu , nieznane ptakom, oderwanie się od podłogi wywołujące lęk zasadny animal rationale. Tak, byłem wdzięczny historii za możliwość uczestnictwa w tej grze.

Wychodzę. Opuszczam. Nadmiernie wrażliwy snuję roszczenie o niemożliwości skrajnego nihilizmu w naszej post nowoczesności. Architektura nie pomaga mi w utrzymaniu tego mniemania. Z prostej przyczyny. Chowając się przed deszczem, pełen wrażeń z elektrowni zachodzę w sąsiadującym Southwark do małego sklepiku w kamienicy. Gdy krople nie biją już mocno dociera do świadomości pułapka sytuacyjna w jakiej się znalazłem. Wystarczy spojrzeć w górę, ta potężna iglica mieniąca się najwyższą w Europie. Sztylet który przeciął chmury, wywołał deszcz, moją ciszę. Nie pasuje tutaj , do tych wszystkich ledwo słyszalnych opowieści zamkniętych w starych murach. Przygniata tak mocno, że nie jesteśmy świadomi jego ogromu. Jest wyższy od muru floydów. Dowód czasu kryzysu w którego pobliżu w dobrym tonie jest być krawatologiem uśmiechniętym od ucha do ucha, zniesmaczonym nagabywaniem długowłosych rzeczników praw Mokrych od Deszczu, wolontariuszy Amnesty International dobierających się bezczelnie do zasobów ukrytych w karcie kredytowej. Zapędziłem się. Wstęp do nihilizmu już przerobiony.

Kilka dni później na jednym z murali serii „Black on Maroon” Rothki pojawia się napis: „Vladimir Umanets ’12, A potential piece of yellowism” (Vladimir Umanets ’12, Potencjalny przykład yellowizmu).

Istotę „yellowizmu”, koncepcji ufundowanej przez Włodzimierza Umańca i Marcina Łodygę można przedstawić w skrócie tak:

мYellowizm” nie jest sztuką i nie jest anty – sztuką. Wszystkie dzieła sztuki umieszczone w „komorze yellowistycznej” redukują się do koloru żółtego.

Dla fundatorów „(…) obecność yellowizmu w kulturze niszczy sztukę współczesną i stawią ją do góry nogami. Fakt, że istnieje yellowizm powoduje, że sztuka współczesna traci grunt pod nogami.”

Pozwolę sobie przeprowadzić wywiad z Włodzimierzem Umańcem w „komorze yellowistycznej” który nigdy nie miał miejsca w rzeczywistości. Prosi się czytelnika o uzupełnienie odpowiedzi rozmówcy podług uznania:

Noil Branc: Rozmawiamy w komorze yellowistycznej. Czy mogę pozwolić sobie na zredukowanie nas, naszej dyskusji , naszej pamięci do żółci?

Włodzimierz Umaniec:

NB: Czy żółć jest kolorem przypadkowym?

WU:

NB: Podobnie stwierdzenie „jest prawdą, że nie ma prawdy”, zgodzisz się?

WU:

NB: Nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem. Może mam złe wyobrażenie, żądałem zbyt wiele od sztuki obarczając odpowiedzialnością artystę. Czy mogę myśleć, że akt yellowistyczny unicestwia wszystkie możliwości?

WU:

NB: Na waszym blogu widnieje jeden z wyborów, czarny sportowy Mercedes

WU:

NB: W końcu to nie jest sikanie do pisuaru Duchampa

WU:

NB: Zasłyszałem złośliwe opinie, że „to hipokryzja z potwierdzoną copyrightem autentycznością pod manifestem” na waszym blogu i „daliście upust wyłącznie żądzy sławy, prostactwo które stać co najwyżej na doczytanie definicji futuryzmu w Wikipedii”

WU:

NB: Przyznaję, że udało wam się wyprowadzić mnie z równowagi. Na wieść o podpisaniu dzieła Rothki zareagowałem emocjonalnie pisząc na żółtym tle „Yellowism is bullshit”. Czy właśnie o to chodziło? Czy jutro rano mogę założyć ociekający krwią krawat z wieprzowego ozora?

WU:

NB: Kusi eksperyment myślowy przy okazji przyznając się do pewnej sprawy. Kilka lat wcześniej, kiedy zapędy anarchistyczne miały jeszcze jakąś moc, wspólnie z przyjacielem opracowywaliśmy koncepcję wirtualnej galerii dzieł konceptualnych. Zmyślone nazwiska artystów, zmyślone dzieła. Ich konstrukcja zabierała niewiele czasu, po kilka sztuk dziennie z dorabianiem odpowiedniej, płaskiej ideologii. Kusiło zaproszenie znakomitości ze świata artystów i kuratorów na otwarcie, oczywiście zakrapiane winem. Zaproszenie na trawiastą polanę. Ostatecznie nie doprowadziliśmy do jej realizacji.

WU:

NB: Zgoda, nietrafne porównanie, zbiliście z tropu. Co dalej? Macie jakiś konkretny plan?

WU:

NB: Dziękuję za rozmowę.

WU:

Nic się nie wydarza, nic się nie wydarzyło …

yellowism


Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 2 (2/2012) październik/grudzień

Zwykły wpis
riots in hackney
obyczaje, Publikacje, sport

Artyści Ulicy w Teatrze Telewizji

W izolowanej przestrzeni Saatchi Gallery mijam owinięte wokół słupów samochody, niepogodzone ze swoją cielesnością manekiny wijące się w seksualnym tańcu i ucho Beethovena. Przedmioty nieme geometrycznie zmuszają mnie do odwiedzin ulubionego pomieszczenia. Wchodzę w zmienne wymiary sprawnego architekta, Richarda Wilsona. Przestrzeń w której mieszkam przestaje być oczywista. Zaniepokojony brakiem podłogi, kuszony do skoku przygotowaną rampą, zapominam na chwilę o nieoczekiwanym przedstawieniu na które wszyscy czekamy, akt pierwszy artystów ulicy. Dyskomfort wzmocniony zapachem oleju z pomieszczenia utrzyma się długo, w drodze powrotnej gdy będę mijał na Sloan Street pamięć kolonialną, angielskie i włoskie dzieła inżynierii motoryzacyjnej okraszone gdzieniegdzie ptasimi niespodziankami oraz pokojówki z Bond Street.

… wiedziony miłością kłaniam się przed krzyżem świętego Jerzego.

Na szczęście jestem uprawniony do osądu z pozycji chłodnego obserwatora. Wychowało mnie miasto usypiających trzynastu muz w którym autor „Eine kleine” może z najwyżej położonej restauracji ukazać przyjezdnym morze Bałtyckie. Konglomerat naleciałości dzięki któremu mogę wybierać sposoby istnienia potrzebne do solidnego zaczepienia w rzeczywistości nieudanego eksperymentu multikulturowego, „nieunikniona modalność widzialnego”.

… na twoje podobieństwo, ulepiony z gliny, wesz , upodli się jak Dedalus w Paryżu.

Dzisiaj teraz stanie się tutaj. Spotkam wieczorem polskich przyjaciół, przy kolacji oglądając wiadomości i podziwiać będziemy przedstawienie Teatru Telewizji. Natchniony pokojem Wilsona wielopoziomuję z konieczności. Od buntu przeciw XIX wiecznej poprawności podróży romantycznych artysta wybiera swój sposób postrzegania jako obiekt analizy i kpiny. Robi to świadomie, z uprzedzenia przed minionym. Powstaje kpina dadaistyczna, surrealizm , doświadczenia wojny z kubizmem , teatr Grotowskiego, Fluxus wreszcie zgnilizna Hirsta niemal zawsze w opozycji do ładunku emocjonalnego sztuki masowej.

… pijany Angus Barnett pamięta opowieści o dywizjonie 303. Opowieść w kołyszącym się autobusie. Udaję, że śpię. Uzurpacja.

Kolega, przy kolacji, z pasją komentuje widziane na ekranie telewizora płonące kamienice na Tottenhamie twierdząc, że „riots nie uradzili by kibicom Legii Warszawa”. Z szacunkiem do czasów „kwiatów nie mających mocy” ruszenie społeczne możliwe było na wielu poziomach aktywności, rzucano kamieniami w uniwersytet burząc dotychczasowy porządek wykładu. Napięcie i konsternacja, szyby wystawowe i kraty pękają pod naporem poprawności politycznej, płoną następne budynki, sklepikarze liczą straty – Croydon, Enfield, po kolei. Przed nami jawi się szokujący w pierwszej chwili spektakl samo-stwarzających się artystów ulicy, teatr finansowany publicznie. Aktorzy są pseudo anonimowi, podług umowy społecznej są systematycznie portretowani tak, by jutro w porannej gazecie można było ich podziwiać.

… chodnik przy Gloucester Place nieopodal świętego Cypriana, wyżłobione od łez piwnicznych prostytutek znaki.

Burmistrz mistrzowsko spóźnia się na przedstawienie stając się jednym z aktorów. Musi uprzątnąć scenę przed igrzyskami olimpijskimi. Ogród sztuk współczesnych przez swoją semantykę w klasycznym sensie nic nie znaczy, odziera sferę psychiczną z właściwych jej sposobów przeżywania. Zamiast udoskonalonych pejzaży zaglądamy bezczelnie w matematyczne wzory, modele opisowe, teorie koloru i dźwięku. Młody artysta ulicy staje po przeciwnej stronie, buntuje się przeciw treści i cenie dzieła sztuki współczesnej, zaczyna wygrywać statystycznie. Wreszcie sam staje się dziełem sztuki. Jako aktor nowego teatru nie musi martwić się o jakość pytań sztuk konkurencyjnych a ja jako drugi pomocniczy młody reżyser hipokryta, już zsekularyzowany i pretendujący do dojrzałego cynizmu, o jej koszta społeczne.

… to on legetai pollahos, kołysany wyciągam dwa pensy z kieszeni, tańczy moneta między palcami. Nieopodal bramy China Town, nie warto było fotografować tej sceny, pęka szyba w restauracji od miłosnego uścisku transwestytów.

Moja faktyczna partycypacja w życiu kulturalnym mieści się w granicach błędu statystycznego, modus operandi w świecie obiektów banalnych mierzone licznością pustych puszek po piwie np. browarów poznańskich w okolicznych parkach .

Cień „How it is” nadal się utrzymuje w Hali Turbin i na szczęście tam pozostanie, a tym bardziej rozmowy przy Finchley Road …

P.S.

Na łamach brytyjskiego „Dziennika Polskiego” jawi się zdanie „Jak tłumaczy kurator wystawy ważne jest, by w tym wielkim mieście nie zatracić siebie, bo bycie londyńczykiem to przede wszystkim przywilej bycia sobą. Nikt nie zwraca tu uwagi na kolor skóry, narodowość, pochodzenie, bo błądząc w labiryncie monarchii brytyjskiej wszyscy mamy takie same szanse.” opisujące wystawę zbiorową „Londoners” Zrzeszenia Polskich Artystów Plastyków w Wielkiej Brytanii (APA).

… ważne jest, by nie zatracić siebie obcując z tą wspaniałą, porażającą swoim malowniczym charakterem panną lekkich obyczajów. Bywa tak, że kocha się ją bezgranicznie. Bycie jej kochankiem to przywilej walki o siebie, nieskończony dialog z jej humorami, tym bardziej, że jest wybredna. Błądząca ladacznica w odmętach resentymentów postkolonialnych. Niemal każdy, bez względu na kolor skóry i uposażony w odpowiedni potencjał wytwórczy może nabyć pampersy w Union Jacka.

Noil Branc / Londyn


Tekst ukazał się na łamach „eleWatora” nr 1 (1/2012) lipiec/wrzesień

Zwykły wpis
Dekompozycja nr 2 - Noil Branc
obyczaje, Publikacje

Rozszczepianie

2.30pm

Mile End Station. Cel podróży – spektakl bazujący na tekstach Osieckiej „Wariatka jeszcze tańczy” w POSK-u na Hammersmith. Umówieni w osobliwym miejscu na rozmowę, dysponujemy zaledwie czterdziestoma minutami. Papieros, zanim wąż pochłonie. Margot* komentuje pozytywnie mój kapelusz, parasol identyfikacyjny. Kilka performatywów dyskursu.

… cisza. Biuro znajduje się pół kilometra od meczetu. Na zewnątrz komentatorów loża. Loża papierośników, Serbów, Polaków, Rumunów, cholera wie kogo jeszcze. Zawsze na straży. Raz w tygodniu przynajmniej gwardziści Elżbiety tędy gonią swoje rumaki, czasem w pełnym rynsztunku. Telewizyjny niegdyś niepokój 9/11 nabiera smaku, opium. Tego nikt nie komentuje, gdzieniegdzie flesz, biuro zamiera. Skandują żałobnie, ugrzecznieni kordonem policji jak pielgrzymi w palmową niedzielę, „Bush morderca!”, „Ustąp zbrodniarzu!”. Znikają powoli. Słońce zalewa ulicę jakby ponownie. Już można komentować, choć jakoś nikomu nie przychodzi nic do głowy …

2.35pm

Wikłanie aktorów do polskiego projektu teatralnego okazało się obarczone odmowami. Stanęło na angażu zasadnym Kantorowi. Planowany przez Margot spektakl z założenia ma wychodzić również do anglojęzycznego odbiorcy. Role przeplatane polskimi wtrętami, budowanie mostu porozumienia. Padło to niepokojące pytanie o wkładany wysiłek w ‚promowanie’ polskości jakkolwiek to rozumieć, przez sztukę, Podkarpacie, wino i śpiew. Czy faktycznie oferta np. egzotycznych Chilijczyków, których mijamy bezwiednie, jest dla nas atrakcyjna.

… agora Leicester Square, jak zawsze wypełniona po brzegi. Kobieta prosi o portretowanie jej z koleżanką , jak wycieczkowicze, lokalsi opici herbatą. Dziwaczne, biorą mnie po akcencie za Walijczyka. Strzelam. W tle zabawiają mimowie z otwartymi kuferkami, ewangelista głosi Słowo, obserwatorzy przy wejściu do National Gallery, jest też grupa zaczepnych odmieńców. Niektórzy w maskach Guya Fawkesa rozdają jakieś niezrozumiałe ulotki, „STOP ACTA” …

Broomfield_Park2.45pm

Naprzeciw kilku obojętnych anglików, my rozmawiamy po polsku. Jawi się kontrast na mocy konieczności. Na twarzy Margot widnieje przeciw – grymas, jakieś chwilowe oderwanie od podłogi. Wspomina przyjaciół, uczestników londyńskiej imprezy Wielkiej Orkiestry Owsiaka, ich ucieczkę od rozkapryszonych, niekontaktowych młodych pod wpływem alkoholu. Wywyższanie się jakiegoś gościa – jegomościa majtającego przed oczami współuczestnikom legitymacją rządową.

… odwiedziny, ukochana Ojczyzna. Poszukiwanie całości. „Co wytrzymane w długim wahaniu, tu zostaje w zarysie zatrzymane jako wyznacznik rozbudowy.”* Za krótko, by nazywać siebie emigrantem. Popijaliśmy gównianą szkocką przy irlandzkich dźwiękach, jakby na siłę, gdzieś w Szczecińskiej piwnicy. Miał w klapie maskę Fawkesa. Wszechobecny, wszechogarniający spokój …

2.50pm

Ciągiem skojarzeń brniemy w gloria victis i fundowanie historyczne resentymentów narodowych. Dlaczego nie jesteśmy zainteresowani współistnieniem? Skłonnością do przesady, powodowany emocjami, obciążam historię brakiem presji cesarstwa wycieńczonego Kartaginą. Trochę za daleko, któż to wie? Niewygodna teza, zapominamy. Pada nazwisko Tani Bruguery i partycypacji w projektach dla „bezdomnych” w pojęciu kubańskiej artystki. Większość wyjechała po godność, ale raczej bez względu na ład, prawy, lewy czy środkowy, popadną w niełaskę i niepamięć …

… „Anonymous” grzebali mu w laptopie, jego myśli są wykradane od jakiegoś czasu przez towarzyszy podróży codziennych na pokładzie czerwonego piętrowca. Gapie. Tego wieczoru przegiął popijając piwem ćwiartkę The Famous Grouse. Nie powinien. Tak jak by to była jakaś powinność. Truty systematycznie przez najbliższą wylewa agresję, roszczenia pompowanego, rozszczepionego ego. Przekonuje glinę o konieczności zbadania laptopa , ten jednak wygłasza kazanie do najbliższej, że w zasadzie „po co on tutaj przyjechał?” Noc w izolatce Central Middlesex Hospital. Gest spokoju gdzieś nad ranem, wręczono herbatę, angielską z mlekiem. Choć przyjaciel nie gustuje, tym razem podobno była smaczna …

przypisy:

* Margot Przymierska, reżyserka i aktorka teatralna, inicjatorka oraz dyrektor PAiL „Polish Artist in London”, interdyscyplinarnej organizacji non-profit promującej polskich artystów w UK.

** Martin Heidegger, Przyczynki do filozofii.


Tekst ukazał się na łamach „eleWatora” nr 3 (1/2013) styczeń/marzec

Zwykły wpis
karp luksusowy
obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Idą Święta

Powodowany nastrojem świątecznym odgrzewam stary pomysł na biznes i program odzwyczajania konserwatywnych biesiadników wigilijnych od morderczego obżarstwa.

Karp Tradycyjny”, mielonka soczewicowo – sojowa oraz

Karp Luksusowy”, mielonka sojowo – wieprzowa

uformowane w klasycznego karpia.

Poniższy film potwierdza słuszność koncepcji. Przedstawia badanie rynkowe w jednej z księgarni, promocję kilku pozycji klasyków i związane z nią tradycyjne zachowanie klientów – cztelników.

Spokojnej Soboty.

Zwykły wpis
Uncategorized

O odkrywaniu

Małgorzata Południak

Pisywałyśmy dla siebie historyjki, wstrzymując oddech,
tu i teraz, w przeszłości, ze smakiem cynamonu
z mlekiem. Pisałyśmy smutkiem, który wkrada się pod powieki
i nieodwołalnie ginie, kiedy zamykasz na głucho okna.

Bajki biorą się z życia, odklejam je od snów.
Zaprzeczasz, że o nich można pisać i mówić
do nieskończonego odtworzenia każdego szczegółu.

Deformujemy pory roku, usuwamy pióra z podjazdu,
przelewamy się wiernością, heroizmem. Krzyczysz z ogrodu,
że drzewo traci liście, jakby miało ich nie tracić.

Coś tam się czai, przyzywa gestami. Wypełnia uszy
i raz na jakiś czas pozostawia samą. Niczego nie czuję.
Umysł wciąga mnie w kolejną alegorię.

View original post

Zwykły wpis
Uncategorized

Znowu sięgamy do gwiazd

nic prostszego

Po raz piąty z rzędu wraz z magazynem Science przyglądamy się odkryciom naukowym dobiegającego końca roku. Jakie dokonanie zrobiło na redaktorach tego pisma największe wrażenie? Jakie odkrycie odmieni świat? Jakie badania zrewolucjonizują nauką (przynajmniej we własnym polu)? Jak co roku także w nadchodzących tygodniach postaram się przybliżyć w osobnych wpisach przynajmniej niektóre z tematów pojawiających się w tym rankingu.

Przełom Roku 2014

Przez ostatnie tygodnie wielu wieszczyło o wywieszczyło. Przełom Roku jest prawdopodobnie największym osiągnięciem technologicznym Europejskiej Agencji Kosmicznej: chodzi oczywiście o lądowanie próbnika Philae na komecie 67P/Churyumov-Gerasimenko. Lądowanie miało miejsce w połowie ubiegłego miesiąca, a miliony ludzi śledziło je w mediach społecznościowych. Dane, które próbnik zbierze na komecie, pomogą badaczom studiującym ewolucję Układu Słonecznego.

źródło: xkcd źródło: xkcd

Największe odkrycia wynikające z obecności próbnika Philae na komecie, a także orbitera Rosetta wciąż krążącego wokół niej, wciąż jeszcze przed nami. Możemy mieć cichą nadzieję, że przysłuży się im polski wkład…

View original post 742 słowa więcej

Zwykły wpis
photo by Noil Branc
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Ogłoszenie

Pozwoliłem sobie zamieścić ogłoszenie w serwisie Londynek.net którego treść dostępna jest na poniższym zrzucie ekranu. Dowartościowany odpowiedzi dostaję, co poniektóre zgrabne jak ta (personalia absztyfikanta zmieniłem nie chcąc Jegomościa światu objawić):

Hello
I am 186cm tall. I am slim. I am 42 I am Considered attractive. I am looking to meet a nice Polish lady 32+ for a relationship.I want to find love. I live in Crawley and am single. I am a very nice man. I am white and English. I would love to meet you. I go to the gym and i like swimming. I have my own house and car. I do not drink alcohol. I am easy to get along with.I go to Church. Phone me or leave me a text.

John  🙂

Ogłoszenie:

ogłoszenie

Ach … dom,  samochód i John … X

Zwykły wpis
Gardze plebsem
obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Powiadają, że wybory sfałszowano

Wydaje się, że czynność oznaczania kandydatów na kartach wyborczych w wyborach powszechnych wymaga podstawowej kompetencji interpretacji tekstu na poziomie szkoły podstawowej. Niestety jeżeli karty wyborcze przybierają formę „książeczki”, to spora część elektoratu doznaje zaburzeń wolicjonalnych pod wpływem presji stanu emocjonalnego porównywalnego z tym, jaki towarzyszy amatorom „promocji” na telewizory w dużych domach handlowych. W takich okolicznościach dochodzi do generowania świata możliwego „fałszowanych wyborów”, co wydaje się być możliwe za sprawą naturalnej presji selekcyjnej która ma uchronić przed cofnięciem się w genotyp i fenotyp porównywalny do naczelnych orangutanów, i generowania sądów tożsamościowych z nim z indeksem realności. Dla tej części elektoratu to wyjątkowo niebezpieczna sytuacja grożąca zapaścią definicji. Proszę zauważyć, że znaczenie niemałe ma również sposób odżywiania się polegający na pompowaniu mózgu wątpliwej jakości pożywieniem niedostępnym w znanych programach kulinarnych, takich jak „Co słychać w restauracji Sowa i Przyjaciele” którego świadomość istnienia wywołuje silny ślinotok a nawet generuje pianę w ilościach dostępnych w standardowych gaśnicach, wyręczając tym samym zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej.

Zatem jak uchronić przed zapaścią definicji i zmniejszeniem przeżywalności?

Moje kompetencje nie pozwalają mi odpowiedzieć sensownie. Niestety, powiem skromnie. Każdy pomysł wydaje się być niedorzeczny. Na przykład poprawa kształcenia już na poziomie szkoły gimnazjalnej nie wspominając o zapaści szkolnictwa zawodowego, umożliwiająca adeptom pisanie odręczne prostych opowiadań w trzeciej osobie i biegłości w posługiwaniu się klasycznym rachunkiem zdań, wymaga woli zmian w systemie edukacyjnym właściwej „elitom” odchowanym pod parasolem katolickich spółek prawa kanonicznego bez względu na koloryt partyjny, będących w większości. Również stosowanie przemocy fizycznej polegające na doprowadzaniu wyborcy na dwa lata przed wyborami do izb wychowania kulturalnego godzi w podstawowe wolności wywalczone wraz z demokracją. Zapewniam, że pisząc ten tekst nie piłem alkoholu. Jestem tylko trochę przeziębiony, mam gorączkę i zamierzam czytać w środkach komunikacji miejskiej słoje zadrzewne.

Zwykły wpis