invaders
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

INVADERS

invaders

© U-bik Team

http://u-bik.co.uk/portfolio/invaders/

Reklamy
Zwykły wpis
obyczaje, zdrowie i uroda

Rozwój Osobisty

W zasadzie to jestem dumny z tego, że się zwijam osobiście. Nie mam pojęcia jaka może być moja „strategia rozwoju”. „Strategia zwijania” jak najbardziej, jestem świadomy zbliżania się do futerału. Samoświadomy staram się być, unikać utraty świadomości towarzyszącej intoksykacji alkoholowej na przykład, utrzymywać się jak najdłużej w nastroju semantycznym przytomności, itd. Nie bardzo wiem też jak jest z kontrolą postępów i motywacji. Wydaje mi się, że ciałem odpowiednim do jej realizacji jest np. Urząd Skarbowy. Na marginesie przypomniała mi się sytuacja doskonale obrazująca wydaje się skutecznie rozwiniętego osobiście. Otóż Jegomość stał przede mną w kolejce do okienka w Urzędzie Skarbowym. Wysportowany, wysoki. Gdy przyszła jego kolej powiedział pani w okienku wręczając jednocześnie któryś z malowniczych formularzy „weź mi pani wysmaruj te bzdety i ch..j”. Asertywność najwyższej miary, świadomość celów. W zasadzie mógłby być moim coachem, osobistym trenerem. Postawa otwartości na zmiany? Nie wydaje mi się, żeby były tutaj problemy. Wszyscy moi znajomi mogą potwierdzić, że jestem apodyktyczny, epatuję skłonnością do pouczania innych i nie mam problemu z obsługiwaniem zmieniarki do telewizora. A zasoby? Lemoniady już się kończą. A tych w normalnym sklepie się nie dostanie…

Zwykły wpis
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

… i wyją dalej.

O

tym się nie mówiło. „Babuszki” Przewodniczącego. Różowiały a czasem nawet tęgo śliwkowe tabu w Radzie Programowej mimo, że czytano w niej książki. A jednak dzisiaj były blade wyjątkowo, nieswojo. Spojrzał na mnie przed wejściem na salę przemówień. Z nadzieją w toni bladozielonych oczu. Miałem wrażenie, że mój dzień reportażowy coś przyniesie.

Otworzył drzwi i jął się wspinać na mównicę krokiem pewnym. Harmider sali nagle przerodził się w falowany, jednostajny aplauz. Uwielbiałem zawsze ten moment wielkiego wejścia i wielkiego aplauzu. Wielokrotnie robiłem wywiady z każdym członkiem nieodróżnialnym. Lubiłem je robić, zawsze takie same, jednostajne. Zdarzało mi się też robić zdjęcia do legitymacji każdemu z nich i przyznam szczerze, czasami udawałem. To znaczy kopiowałem je ponieważ mi się nie chciało robić nowych zdjęć. Nie istotne. A w momentach przemówień stawali się jednym wielkim ciałem.

Rytualnie sala zamarła gdy Przewodniczący uniósł rękę zapowiadając mowę. Długo zwlekał, to niecodzienne. Omiótł ślipiami salę wypełnioną po brzegi delegatami. Syn ulepiony na podobieństwo. Słuchali jednostajnie, słuchali całymi korpusami. Ciszę zaczęły wypełniać pierwsze słowa Przewodniczącego:

Murzynek Bambo w Afryce mieszka,

Czarną ma skórę ten nasz koleżka.

Twarze leniwie zaczęły grymasić dowodem poruszenia. Przewodniczący mówił dalej:

Uczy się pilnie przez całe ranki

Ze swej murzyńskiej Pierwszej czytanki.

A gdy do domu ze szkoły wraca,

Psoci, figluje – to jego praca.

Jeden z delegatów zaczął płakać. Zanosił się w zasadzie, jakby upust długo wstrzymywanego napięcia.

Aż mama krzyczy: „Bambo, łobuzie!”

A Bambo czarną nadyma buzię.

Wzbudzone uczuć gejzery. Krzyknął ktoś na sali przytłoczonej bólu ciężarem „O Boże! Boże ja tego dłużej nie zniosę!” a ktoś podobnie „Skandal! To jest skandal!”

Mama powiada: „Napij się mleka”,

A on na drzewo mamie ucieka.

Mama powiada: „Chodź do kąpieli”,

A on się boi, że się wybieli.

Lament, zawodzenia i na ramionach sąsiednich pokładania. Krzyki „To się nie godzi! Jak można tak traktować ludzi!” przemieszane z „rezygnuję ze stanowiska skarbnika! Nie mogę znieść swojej niekompetencji multikulturowej!” , „Boże zmiłuj się nad nami!”, „Roman! Kocham Cię!”,

Lecz mama kocha swojego synka,

Bo dobry chłopak z tego Murzynka.

„Dobry Jezu, a nasz Panie …”

Szkoda, że Bambo czarny, wesoły,

Nie chodzi razem z nami do szkoły.

Przewodniczący miał koszulę brunatną od płaczu. Sala wyła i wyła …

Zwykły wpis