coaching
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Coach Einsteinów przyszłości

Marzę o tym, by zostać coachem Einsteinów przyszłości. Centralnie tak bym gadał niemal unosząc się nad ziemią wybałuszając oczęta:

Albercik. Albercik posłuchaj teraz o co chodzi. Zasadniczo małymi kroczkami. Po każdym nagradzaj, na przykład snickersem. Jutro rano po basenie siadasz do biurka i lecisz tak – od przekształceń ortogonalnych w układach kartezjańskich abstrahuj przez wektory do tensorów. Nie jaraj się za bardzo niezmiennikami, tensorami rzędu 0. Trust me, pojutrze zajarzysz, że równania Maxwella-Lorentza nie są kowariantne względem transformacji Galileusza. Czaisz?

Zwykły wpis
erotyk Noil Branc
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Erotyk

OPOWIADANIE EROTYCZNE

***

fragment

(…)

Siedziała naga na krześle, odwrócona, z dłońmi przywiązanymi do oparcia. Oczy zamknięte, pod czarną opaską, oczekujące obrazów z opowiadania które przyniesie kochanek. Uwielbiała słuchać, dotyk wydawał się być zbędny. Oczekiwała tak, zapraszając wonią niepowtarzalną, otwarty kwiat od samych przygotowań. Wiedziała że jest w pokoju, że po jej szyi i ramionach lekko przebiegnie wargami i koniuszkami palców. On zwlekał, zawsze w tym upojnym uzależnieniu, z trudem wypowiadał słowa odrętwiałym językiem w nadmiarowym oddechu. Do ucha. Lekko muskając. Mówił – będę teraz niegrzeczna próbował definiować.  Prawdy kochanie której się nie da, ale najpierw musisz być spełniona, moja słodka. Och tak, szepcze ona, proszę, już będę grzeczna. I w drugie uszko wpada pocałunek i słowa,  dla dowolnej klasy formuł arytmetycznych ukochana K zawierającej 1 oraz domkniętej na konstrukcję pierwszego rzędu, w tym na negację, nie istnieje formuła 3 z jedną zmienną wolną x taka, że dla dowolnego zdania 4 zachodzi 5. Ale zanim udowodnię, pojęcie spełniania moja słodka a ona, zniecierpliwiona niemal krzyczy – lemat przekątniowy, błagam!

(…)

***

Ciąg dalszy na życzenie czytelników.

Zwykły wpis
Szczecin
obyczaje

Generatory lumpen-inteligencji

Rozmowa z logikiem i filozofem Wojciechem Krysztofiakiem

autorem prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; uczestnika Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia POLSKI do Unii Europejskiej; stypendysty: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute, od 2014 członka Honorary Associates Rationalist International.

***

NB: Zaryzykuję stwierdzenie, że nie tyle sympatyzowanie z głoszonymi przez Ciebie poglądami co nawet dyskusja wymaga nie małej odwagi cywilnej. To może oznaczać wyrok skazujący na banicję w przestrzeni publicznej w której przyszło funkcjonować tobie i twojemu rozmówcy. Wyrok przynajmniej tymczasowy. Zapędzam się za daleko?

WK: Procesy banicji z przestrzeni publicznej mają miejsce jedynie w krajach totalitarnych, czyli takich w których pozycje generowania dyskursu są monitorowane przez kapłanów (w sensie Leszka Nowaka) – właścicieli środków indoktrynacji. Doświadczam jedynie częściowej banicji, mającej charakter ideologiczny. Zdarza mi się często, że jestem wykluczany z grup Facebooka tylko dlatego, że wyrażam odmienne poglądy niż dominujące w danej grupie. Zdarza mi się to zarówno w grupach lewicowych jak i prawicowych – ale tylko takich, których celem nie jest walka o racje, lecz zniszczenie adwersarza. W swojej prywatnej przestrzeni toczę ciekawe polemiki zarówno z intelektualistami lewicowymi jak i prawicowymi – nie skaczemy sobie do gardeł.

W społeczeństwach o dominującej mentalności plemiennej, a takim jest społeczeństwo polskie,  uczestnicy dyskursu publicznego w swojej aktywności są nastawieni na konserwowanie swoich wizji świata społecznego. W związku z tym każdy kto wkracza w ten dyskurs z propozycją modyfikacji takich zastanych wizji jest a priori wykluczany. Jest „onym” w sensie Torańskiej. Skąd to się bierze? Myślę, że  jest to efektem zaprogramowanych praktyk indoktrynacji.

Na szczęście w naszej przestrzeni publicznej funkcjonują mechanizmy tworzenia sobie własnych pozycji eksponowania prefabrykowanych wizji życia publicznego. Można więc bronić się przed praktykami „banowania społecznego”. Nie narzekam, moje blogi są dosyć poczytne. W ciągu trzech lat doczekały się łącznie miliona odsłon. Przy czym piszę trudnym językiem; moim odbiorcą ma być czytelnik o wyrafinowanych gustach intelektualnych. Okazuje się, że tacy czytelnicy w przestrzeni publicznej, organizowanej procesami komunikowania się w języku polskim, chętnie słuchają tego, co mam do powiedzenia.

Nie sadzę, że trzeba mieć jakąś odwagę, żeby konstruować nowe punkty widzenia na rzeczywistość społeczną. Raczej, trzeba być kreatywnym. Większość ludzi niezbyt wiele mówi, gdyż najzwyczajniej nie mają nic ciekawego i nowego do powiedzenia.

Oczywiście, spotkałem się z praktykami banowania mnie w przestrzeni instytucjonalnej; spotykam się również często z praktykami doceniania tego, co robię w tej przestrzeni (moje badania naukowe nawet zostały trzy lata temu docenione przez Narodowe Centrum Nauki, instytucje rządowa, kwotą prawie 80 tysięcy złotych; jestem czasami zapraszany przez redakcje wiodących polskich czasopism humanistycznych do recenzowania nadsyłanych tekstów; NCN również kilka razy poprosił mnie o ocenę projektu konkursowego; niektóre z moich prac filozoficznych są cytowane przez badaczy zarówno zachodnich jak i polskich).

Mówiąc wprost – nadzwyczaj trudno mnie skutecznie „zbanować”. Jeszcze się taki nie znalazł na tym padole🙂

To pocieszające. A więc można powiedzieć uogólniając, że brak odwagi o którym mówiłem można zrzucić na karb wybrakowanej kompetencji, uwikłanej mniej lub bardziej w mentalność plemienną. Jakby nie było twoja pozycja jest uprzywilejowana, stać ciebie na to, by bronić takiej przestrzeni. Tytułem przykładu, merytorycznie polemizujesz z feminizmem jednocześnie głośno protestując przeciwko próbom „banowania” przedstawicielek tej przestrzeni dyskursu, tak było w przypadku awantury narosłej wokół osoby Ingi Iwasiów.

Idąc dalej czy uważasz, że są zagrożone zabezpieczenia wypracowane w demokracji nazwijmy to – społecznej przestrzeni gry w której można swobodnie dokonywać zderzania i falsyfikacji różnych projektów? Pisałeś ostatnio (Weronika Rosati wygrywa z Andrzejem Żuławskim. Polskie sądy przekraczają uprawnienia) o ustanowieniu precedensu przez sąd w dyskursie fikcjonalnym, a więc na reżysera Andrzeja Żóławskiego jest nałożona kara grzywny. Otwiera się furtka penalizacji aktów mowy cytujących wypowiedzi innych osób. Wybiegam sarkastycznie – zatem zdroworozsądkowo można sobie pozwolić na dopuszczenie teoretycznej możliwości osadzania w przyszłości, przy pomyślnych wiatrach dla zainteresowanych, takich znakomitych pisarzy jak Inga Iwasiów, Krzysztof  Niewrzęda czy Tomasz Sobieraj.

Użyłbym lepszego przykładu, atakuję dosyć ostro socjalizm (jestem anty-socjalistą), ale nie wyobrażam sobie przestrzeni publicznej bez zrewoltowanej, anarchizującej lewicy. Przykład z feminizmem jest dosyć niefortunny.

Z Ingą Iwasiów zgadzamy się w wielu sprawach, co pokazała nasza debata w Szczecinie w 2014 roku. Przeciwstawiam się imperialnemu, antydżenderowemu feminizmowi. Jest to taka wersja feminizmu, która akcentuje tzw. naturalne, wrodzone różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną.  Rdzeniem tego feminizmu jest natywizm płciowy. Wiele lat temu za czymś takim opowiadała się Magdalena Środa, twierdząc podczas jednego z wykładów w Szczecinie, iż kobiety charakteryzują się osobliwą logiką myślenia. Jeśli do tego stanowiska doda się normę, iż z racji historycznych kobietom należy się więcej praw, to wówczas otrzymujemy konsekwencję posiadającą kształt totalitarnego schematu: pewne naturalne atrybuty „są równiejsze”; w tym wypadku – kobiece (np. logika kobieca).

Wolność przestrzeni publicznej jest zawsze zagrożona. Moim zdaniem, warunkiem tego, co odczuwamy jako wolność debaty, jest wolność umysłu, którą rozumiem jako kompetencję hermeneutyczną, czyli zdolność do kreacji światów możliwych (miedzy innymi fikcjonalnych), ich przekształcania, modyfikowania i wiązania w rozmaite struktury interpretacyjne. Sparafrazowałbym kategorie Herberta Marcusego – wolność umysłu to jego wielowymiarowość interpretacyjna pozwalająca spojrzeć na to, co jest rdzeniem naszego doświadczenia, w różnych perspektywach pojęciowych.  W swojej filozofii nazywam to kompetencja światotwórczą. Im więcej jej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni.

Zagrożeniem wolności debaty publicznej jest przede wszystkim prostactwo intelektualne (czyli jednowymiarowość naszych umysłów). Ona jest generowana przez system edukacyjny i programy nauczania. W Polsce w głównej mierze rozprzestrzenianie się tej jednowymiarowości dokonuje się w „wyższych szkołach ściemniania” generujących nową grupę społeczną, mianowicie – lumpen-inteligencję. Zagrożeniem dla wolności debaty jest lumpen-inteligent, a nie sąd. Sąd ukarał Żuławskiego, nie z powodów systemowych, lecz z powodu prostactwa, jednowymiarowości, ignorancji (jednym słowem: klapek na oczach) sędziego.

Jeśli nie zmienimy systemu edukacji, który będzie promował elity intelektualne kraju, czyli grupę rywalizujących i konkurujących ze sobą producentów możliwych światów, wówczas sytuacja, w której Inga Iwasiów znajdzie się w więzieniu, będzie całkiem prawdopodobna.

Wysoka kompetencja hermeneutyczna wyklucza skłonność penalizowania aktów mowy. W Kantowskiej filozofii społecznej można znaleźć taki koncept, zgodnie z którym istotą wolności politycznej jest prawo do interpelacji władzy, czyli wzywania jej do generowania szerokiego wachlarza aktów illokucyjnych (tłumaczenia się, informowania, przepraszania, obiecywania, przysięgania, zarzekania się, itd.).  Jedynie umysł ideologiczny (a więc o niskiej kompetencji hermeneutycznej) ma skłonność do banowania innych, czyli przede wszystkim zamykania im ust, czyli wyrażania określonych illokucji.

Odchodząc nieco od pytania, jednym ze składników kompetencji hermeneutycznej jest nasza zdolność do generowania rozmaitych typów aktów illokucyjnych. Deficyty w tym zakresie definiują zjawisko autyzmu społecznego. Zatem, możliwość osadzenia Ingi Iwasiów w więzieniu może zrealizować się w społeczeństwie autystycznym.

Polska jest poważnie zagrożona autyzmem społecznym. Przejawia się on w niskich wartościach wskaźnika zaufania społecznego. Ludzie nie ufają sobie, gdyż nie umieją identyfikować mocy illokucyjnych aktów mowy składających się na procesy komunikowania się w przestrzeni publicznej.

Perspektywa dość pesymistyczna, tym bardziej po niedawno przeprowadzonym przez CBOS badaniu zaufania społecznego w którym Paweł Kukiz uzyskuje wynik na poziomie 58%.

A więc kryzys nie tylko uniwersytetu, ale już nauczania wczesnoszkolnego. Na przykład Jan Hartman będzie narzekać na wybrakowanie elit które były nośnikami jeszcze przedwojennych tradycji uniwersyteckich. Jaka jest twoim zdaniem realna możliwość reformowania systemu edukacji choćby w najbliższym dziesięcioleciu? Ruch Racjonalny?

Warunkiem przeprowadzenia reformy programów nauczania w szkołach jest wola polityczna. Sam system organizacyjny procesu edukacji jest dobry moim zdaniem. Jeśli jesienią wybory wygra Kukiz z Kaczyńskim tej woli nie będzie. Z punktu widzenia lobby katolickiego, obecny system dobrze funkcjonuje.

W każdym większym mieście (od 50 tys. mieszkańców w górę) mamy katolickie szkoły: podstawowe, gimnazja i średnie. Analizując wyniki na testach kompetencyjnych i na maturze  młodzieży uczącej się w tych szkołach, należy wysnuć wniosek: szkoły katolickie są dobre lub bardzo dobre. Przyszła elita społeczna jest poddawana formacyjnemu systemowi kształcenia; a reszta, czyli przysłowiowy „motłoch szkolny” niech uczęszcza do słabych szkół powszechnych. Taka struktura edukacji (czyli rozwarstwienie poziomu) w przyszłości pozwoli Kościołowi totalnie zniewolić sobie obywateli. Mówię o zniewoleniu w sensie obniżenia ich kompetencji hermeneutycznych. jednowymiarowy semantycznie podmiot jest łatwy do obróbki marketingowej. A kto go będzie obrabiał? Ten kto będzie miał władzę. A kto będzie miał władzę? Ten kto będzie miał wyższe kompetencje hermeneutyczne? A kto je będzie miał? Absolwent szkoły katolickiej.

Po co więc reformować system skoro on jest funkcjonalny względem Kościoła Katolickiego i jego produktu memetycznego?

***

„Prof. Wojciech Krysztofiak o wolności” dla Racjonalisty.tv :

http://racjonalista.tv/prof-wojciech-krysztofiak-mowi-o-wolnosci/

***

Wojciech Krysztofiak w serwisie newsowym Blasting News:
http://pl.blastingnews.com/staff/wojciech-krysztofiak/

blogi:

http://blogi.newsweek.pl/Autor/krysztofiak/

http://krysztofiak.blog.pl/

http://krysztofiak-wojciech.blogspot.co.uk/

Zwykły wpis
rower
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

No to jedziemy …

Proszę sobie wyobrazić, że jechałem rowerem z górki i nagle uderzył mnie meteoryt w głowę! Mało tego, urwał mi się łańcuch poprawności politycznej i straciłem hamulce. W torbie wiozłem całkiem niezły projekt społeczeństwa otwartego Karla Poppera. I tak sobie będąc otwartym, wesół dalej jadąc snułem to i owo …

… że na przykład islam jest zacofany jakieś 600 lat na oko w stosunku do chrześcijaństwa (Zanussi). Widocznie z tego powodu z kwiatami w moją stronę biegła grupa faszystów par excellence zgrabnie nazywanych dzisiaj „narodowcami”. Niestety nadal za szybko jechałem i nie miałem hamulców więc kwiatów nie przyjąłem. Zdążyłem uniknąć przez tą zawrotną prędkość lecących w moją stronę kamieni ponieważ wykrzyczałem radośnie, że i owszem, zacofany, ale przy dodatkowym założeniu, że chrześcijaństwo z kolei o jakieś 600 zgoła w stosunku do Alfreda Tarskiego. Ichmościowie w sprzęt „pedalski” jakim jest choćby jeden rower uposażeni nie byli na szczęście. I coś tam też mamrotałem do nich, że przyjaciół mam wyznań różnych, muzułmanów, chrześcijan, no i ba, żydów też olaboga! Tak jednostkowo, zwyczajnie.

Tak na marginesie z tymi kamieniami – ongiś udało mi się dotrzeć jeszcze jako uczeń już nieistniejącego Katolickiego Liceum na pielgrzymkę do Częstochowy. Pociągiem. Już na miejscu dostałem kamieniem ponieważ nosiłem czapkę „leninówkę” i najwyraźniej spacerującemu nieopodal starszemu Panu się skojarzyło z identyfikacją komunistyczną. Mniejsza o to, w resentyment nie wpadłem tylko się upiłem z niedoszłym księdzem w Warsie w drodze powrotnej, ahoj! Mało tego, jak już wspominałem wcześniej o przyjaciołach, bodaj największym po dziś dzień ksiądz prefekt Katolickiego LO a ja tu tak bezczelnie nawet nie potrafię falsyfikować zdań religii ponieważ są nonsensowne. Można się szanować?

… coś tam jeszcze snułem o cenie wolności słowa którą, to głupie, udało mi się poznać praktycznie na przekór wielu komentatorom z buziami pełnymi frazesów, ale to na później. Jadę jeszcze. Nie wiem co tam na dole, mur jakiś chyba …

Zwykły wpis
serce i strzała
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Zakochałem się

Byłem pewien, że w dziadowskich okresach życia dla takich zjawisk miejsca brakuje naturalnie. Jakiś niedojrzałości objaw dla kogoś, kto o rodzinę się postarał. Nie poważne, nie przystoi.

A jednak zakochałem się.

Pamiętam objawy tego zaburzenia umysłowego z czasu nastoletniego. To ślęczenie przy oknie oczekując ukochanej*, żałosny stan ciała zalanego adrenaliną. Dysfunkcjonalny egoistyczny hipokryta oczekujący obiektu pożądania, kobiety w fazie ekonomicznie przed-roszczeniowej, pod płaszczykiem tanich wyobrażeń o wiecznym oddaniu, epatujący nieuświadomioną ewolucyjną potrzebą zaludniania świata Papkinami. Dzisiaj na szczęście młodość leczona skutecznie, objawowo. Czasu nie ma na malinowe chruśniaki zajęta PlayStation i innymi Facebookami.

Zakochałem się w gwieździe.

Motyle w brzuchu, świat kolorowy się zdaje, obsesyjnie myślę wciąż o Tobie. Co robisz teraz, Gwiazdo moja? Ściekają neutrony, mój kochany zdegenerowany gaz fermionowy. Serce pełne pionów i kaonów, mrugasz do mnie po 1012 Gaussa …

… Moja Kochana, Gwiazdo Neutronowa**.

* straszy brat wyśmiał, naówczas niewybaczalne!

** ściślej – Teorio Gwiazd Neutronowych

Zwykły wpis
"Party Time" Shaun Attwood, fot. Noil Branc - Soho Square, Londyn
obyczaje, Publikacje

Tysiąc książek

american_cockroach

Mała kawiarnia w centrum londyńskiego Soho. Shaun z pokaźnej teczki wypchanej po brzegi dokumentami wyciąga kartkę białego papieru i rysuje plan. To będzie następna książka odbiegająca tematycznie od poprzednich. Na kartce powstaje struktura powiązań której elementy już są lub będą rozdziałami. W pewnym momencie mam ochotę uszczypnąć się w nos, zrobić cokolwiek, co sprowadzi mnie na ziemię. Narasta wrażenie, że dryfujemy w jedną z modnych teorii spiskowych dotyczących globalnych powiązań finansowych. Shaun z godną sobie precyzją wyćwiczoną zapewne w czasach gdy był zarabiającym miliony dolarów maklerem giełdowym w Stanach Zjednoczonych ukazuje sposoby finansowania wojny. Z minuty na minutę czuję się coraz bardziej nieswojo, zawieszony w jakiejś przerażającej próżni. Pompaż środków finansowych między innymi za pomocą derywatów – instrumentów pochodnych od linii lotniczych przez przemysł zbrojeniowy aż do Afganistanu i innych punktów zapalnych. Powstaje pajęczyna powiązań sięgających jeszcze dwudziestolecia między wojennego. Nawiązujemy w dyskusji do sytuacji Polski dziejowo umieszczonej pomiędzy dwoma światami. Rozmówca zaczepiony w kulturze zachodniej pyta, czy wierzę w jakąś mądrość moich wschodnich sąsiadów która powstrzyma w przyszłości zdolność do naciśnięcia tego ostatniego, czerwonego guzika. Wdziera się milczenie. W półtora godzinnej dyskusji nie można sobie pozwolić na uproszczenia.american_cockroachW Anglii Shaun skutecznie odbudowuje zaufanie. Maksymalna kara dwustu lat więzienia zamieniona na sześć i pół roku na mocy umowy z prokuratorem którą odbywa w więzieniu hrabstwa Maricopa w Arizonie. Czytelnia wyposażona między innymi w takie atrakcje, jak wdzierające się we wszystkie otwory ciała karaluchy amerykańskie celowo hodowane przez personel. To okazuje się wystarczający czas by pochłonąć około tysiąca książek od klasyki filozofii starożytnej po powieść współczesną. Czas spotkania z bohaterami Dostojewskiego i Sołżenicyna, z etyką Kanta teoretyków historii nie wspominając. Czas wielkiej determinacji, zastanawiania się nad własnym postępowaniem, poszukiwanie sposobu istnienia byłego króla Ecstasy mającego pod sobą niemal stu dealerów zaopatrujących w MDMA roztańczonych w narkotycznym transie yappies techno sceny RAVE lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Persona non grata w Stanach Zjednoczonych w więzieniu walczył o prawo do elementarnej ludzkiej godności dla więźniów między innymi z kontrowersyjnym szeryfem Joe Arpaio. W tamtym czasie powstaje też słynny blog „Jon’s Jail Journal” – http://www.jonsjailjournal.blogspot.co.uk , pierwotnie anonimowy przeciek do świata zewnętrznego.american_cockroach

Znakomity mówca Shaun Attwood, dziś antynarkotykowy aktywista którego można spotkać na wykładach w szkołach średnich po powrocie do Anglii łatwym piórem pisze bestseller „Hard Time”, pierwszą cześć trylogii z „Party Time” i „Prison Time” oraz podręcznik motywacyjny „Lessons From a Drug Lord” w których odsłania szczegóły swojej drogi. Współpracuje między innymi z czasopismem „Not Shut Up” pod redakcją Marka Kazmierskiego skierowanym na twórczość literacką i artystyczną więźniów w Wielkiej Brytanii.american_cockroach

Struktura powiązań finansowych rozrysowana. Już na dwóch kartkach. Shaun skrzętnie chowa je do opasłej teczki delikatnie sugerując, że nie powinienem wejść w ich posiadanie. Idziemy na wykład z serii „Interesujące rozmowy” do kościoła św. Jakuba nieopodal Piccadilly Circus. Wstając od stolika wspomina, że w więzieniu był słabej miary agnostykiem. Wierzył w istnienie Boga w około jednym procencie, ale teraz jest inaczej …

Shaun Attwood, fot. Noil Branc - Londyn, Soho

Shaun Attwood, fot. Noil Branc – Londyn, Soho

Link do witryny Shauna – http://www.shaunattwood.com/

Historia Shauna w odcinku „Raving Arizona” serialu dokumentalnego  „Locked Up Abroad”

Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 10 (4/2014) październik/grudzień

Zwykły wpis
Judith Bernstein "Rising", fot. Melissa Budasz - Studio Voltaire London
obyczaje, Publikacje

Praprzyczyna rozmaitości

Oprócz spodziewanej widowni na wernisażu pojawia się rodzina, matka i ojciec z dwójką nastoletnich dzieci. Na twarzy chłopaka maluje się ledwo widoczny uśmiech, jakby wyćwiczony dobrą manierą gdy słyszy odpowiedź matki na pytanie młodszej siostry „co to jest mamo?”. „To są penisy” odpowiada mama.

Kobieta na świecie …

umiera co dwie minuty w trakcie ciąży lub porodu.*

Raz kolejny rzecz dzieje się w adoptowanej na przestrzeń wystawienniczą galerii Studio Voltaire kaplicy wiktoriańskiej w dzielnicy Londynu Clapham. Miejsce dawniej zajęte przez ołtarz zdobione jest płótnem zawierającym ekspresywne wyobrażenie przyczyny Wielkiego Wybuchu, rozszerzającego się Wszechświata malowane fluorescencyjną farbą – „Active Cunt”. Wagina, praprzyczyna rozmaitości, różnicowania w czasie i przestrzeni. Ścierania się przeciwieństw, wojny. Jest atakowana fallusami. Boczne ściany kaplicy zdobi seria sześciu płócien z rysowanymi węglem gwintowanymi wkręto – fallusami, wielkich rozmiarów penisami ukształtowanymi na wzór śrub których serię autorka Judith Bernstein, nowojorska malarka – aktywistka feministyczna, dawna członkini Guerilla Girls, reformującej przestrzeń sztuki lat 70-tych Art Workers’ Coalition czy Fight Censorship Group, kontynuuje od końca lat 60-tych.

Ogółem jedno procentowo partycypuje we własności ziemskiej.

Jakkolwiek rozumieć konserwatywny punkt widzenia, sposób interpretacji, można rościć pretensje o granice sztuki. Gdzie zaczyna się kicz, semantyczne niechlujstwo ufundowane po części przez postmodernistyczne próby opisu rzeczywistości niejako „szyte na miarę” pod emancypacyjną reformę społecznopolityczną niektórych odłamów feminizmu, czy w reszcie przestrzeń aktualna w jakiej pojawia się dzieło. W przypadku Bernstein która w latach 70-tych odważnie krytykuje skrajne nierówności płciowe, tytułem przykładu obstawianie stanowisk profesorskich wyłącznie przez mężczyzn na ówczesnych uniwersytetach amerykańskich, jej twórczość wydaje się być całkowicie usprawiedliwiona. Jak sama stwierdza po moim dość niezręcznym komentarzu w dyskusji, że ten rodzaj komunikatu ma wartość historyczną ripostuje, że to jest forma dowcipu, ujęcie żartobliwe ponieważ ułatwia to wejście w relację z krytykowanym sposobem myślenia. I co najważniejsze będąc przyzwyczajonym do znacznej zmiany w świecie Zachodnim zapominamy o tym, co jest jeszcze do zrobienia w ogólnoświatowej perspektywie.

39 tysięcy nieletnich dziewcząt wchodzi w stan narzeczeństwa każdego dnia.

W wernisażu Judith Bernstein uczestniczę za namową Beaty Kozłowskiej, artystki młodego pokolenia rezydującej aktualnie w Studio Voltaire. Zaszczycony obecnością w pracowni niejako odnajduję na nowo rzeczy znalezione. Kozłowska deklarująca zaczepienie w dyskursie feministycznym magazynuje znaleziska jako tworzywo nowych kreacji. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że wykopaliska uwikłane są w porządek geometryczny, już niejako w samym procesie ich pozyskiwania daje się we znaki nieokreślony „ukryty porządek”. To bryły geometryczne, przeważnie drewniane elementy zużytych mebli, przedmioty dotychczas użytkowe. Już sam sposób ich składowania jest naznaczony dającą się zauważyć regularnością.

Jedna na trzy jest wykorzystywana seksualnie lub bita w swoim życiu.

Artystka niejako odwraca readymades w akcie twórczym porównując go do dziecięcej intuicji. „Nie wiem co z tego wyjdzie” mówi wskazując szkice geometryczne na papierze, intuicje wyjęte ze świata platońskich idei. W dyskusji ujawnia się sprzeczność – to co było punktem zaczepienia, dekonstrukcja, stopniowo ulega wydaje się nieuświadomionej wcześniej potrzebie poszukiwania niezmienników, „matematyki”. Rzeźba quasi-architektoniczna zaczyna zdradzać rodowód modernistyczny a „szkice intuicyjne” które zapowiadają nowe dzieła są już niejako uwikłane w jakąś nazwijmy to „przestrzeń unormowaną” którą artystka chce badać formalnie.

875 milionów jest analfabetkami.

To co uległo pozornej fragmentacji w procesie poszukiwania tożsamości za pomocą języka postmodernizmu niejako prosi się o świadomą aktualizację …

Beata Kozłowska, Asking- somnambulism (homage to Plato)

Beata Kozłowska, Asking- somnambulism (homage to Plato)

* Statystyka Oxfamu

Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 9 (3/2014) lipiec/wrzesień

Zwykły wpis
Southgate
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Gorączka

Dzisiaj kolejna eutanazja. Nie pamiętam która w tym tygodniu. Metro chcąc nie chcąc z dnia na dzień jeździ coraz szybciej na południe. To męczące. Tym bardziej, że prognozy pogody na kolejne tygodnie coraz bardziej tragiczne. Doba się podwoiła; to już 48 godzin i przybywa. Nie wysypiamy się drodzy sąsiedzi z wagonu Victoria line nr 11017; lekarze, prawnicy, filozofowie, poeci, młynarze, pomocnicy budowlani. Oprócz socjologów, tutaj ich nie ma. Przysięgałem Apollinowi lekarzowi i Asklepiosowi, i Hygei, i Panakei oraz wszystkim bogom jak też boginiom, biorąc ich za świadków że czyste i prawe zachowam życie swoje i sztukę swoją. I tobie Dionizosie w kieszeni 3 x 50ml szkockiej jedna opróżniona ponieważ jest 10:10am w dawnej dobie a ja ciągle mam szum w głowie po wczorajszym nawiedzeniu pańskim. Bo oto kolejną wizytę mam dzisiaj u chorego zadenuncjowanego przez wytrwałe służby porządkowe. Będę tam o 11:11am jak znam życie. Pary liczb. Zegar biologiczny jest bardzo precyzyjny więc łatwo o atrakcyjne dla paranoi wyobrażenia ksobne o ciężarze mistycznym, intencjonalne wejrzenie w absolut. 11017. 3 jedynki i siódemka.

Samobójca nie pamiętam który w tym tygodniu, może eutanazja, opóźnia pociąg o 6 minut. A może 12? Ponoć to źle wpływa na stan psychiczny maszynisty. I to podwojenie doby. Na pojutrze zapowiadali potrojenie.

Soho nieusypiającej Carnaby Street pukam do drzwi, numer tajemnica lekarska. Pacjent w wieku 50 lat, mężczyzna. Cierpi na znaczną otyłość. Chirurgiczne zmniejszenie żołądka nie pomogło. Jest nadczłowiekiem i gardzi moim chrześcijańskim miłosierdziem. W imię Ojca i Syna na klatce schodowej druga z trzech 50ml. Mijam sąsiadkę pacjenta, pamiętam ją z ostatniej wizyty. Polka. W jej domu prof. Białynicki Birula walczy o czas antenowy z Izabelą Trojanowską. Jej małżonek opóźnił pociąg Victoria line dzisiaj o 6 minut. Podałam jemu łyżeczkę materii neutronowej dzisiaj rano – mówi zmęczona. Pytam komu. Odpowiada – przybył na wadze niemiłosiernie, Boże jak można tak się zapuścić. Antychryst. Podawanie materii neutronowej jest nielegalne droga pani – chłodno uprzedziłem lecz ona ciągnęła dalej – Ubzdurał sobie, że wchłonie Proximę Centauri najprzód by potem sięgnąć Alfy. Napuszony idiota. Przemienienie Pańskie.

Zwykły wpis
wodeczka
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

No to robimy te demokracje

Lorneta (krowa) z meduzą, musztardówka i zwierciadło.

I. Kieliszek pierwszy

Polej Mości Dobrodzieju. Na pohybel dziadostwu, powiedział bajkopisarz do zwierciadła. Bo my jesteśmy klasa. Polityczna.

A ty po drugiej stronie jesteś spoko. No to siup!

 II. Kieliszek drugi

Cusik za sucho. A mnie proszę pana bardzo spieszno. Więc?

Nie nie, ja nie zakąszam. Nie zakanszam. Ty widzę też. No to siup w ten głupi dziób. Już dawno wódy w mordzie nie mielim Mości Dobrodzieju. Czas na relaks. Tak. Jak tu cicho i spokojnie. Zasadniczo przyznać muszę, i zapewne podzielisz moje skromne, że nawet muzyki nie trzeba po zewnętrznej. Bo my, Mości Dobrodzieju Sercozłoty muzykę mamy w głowie. A jakże! Nieważne. Czas na połajankę. Tak tak, siup! Eh …  niedobra. Niedobra taka.

III. Kieliszek trzeci

Eh. Polej.

Polewam.

Siup! Uff … rozgrzewa. A pamiętasz jak to było w tym hotelu? Oj wlało się. Delegacja udana. Głupi z rozpędu kupiłem melonową. Te kolorowe wynalazki, mało się towarzystwo nie potruło. Nieważne. Ważne, że się zrobili wszyscy jak należy. A później rano ten radny z SLD narzekał przy obiedzie, że żeśmy go nie wpuścili. No bo niby czemu? A ten , jak mu było? Prototyp Adasia co się rano przykrył na hotelowym korytarzu wykładziną. Zrobił się że nie ma to tamto. Jako członek z ramienia koordynator do spraw młodzieży miałem ja, proszę ja ciebie sporo do roboty. Młode, nieokrzesane, i kleiły się do ciebie. Jedna nawet w trakcie popijawy z pokoju hotelowego wylazła w pidżamie. Siedziałem przy stole a ona zaszła od tyłu, dłonie położyła mi na ramiona. Tulasek. Ale coś mnie powstrzymało. Wierny jestem. Mam tak. Nawet wóda nie pomogła. Uff … polej.

IV. Kieliszek czwarty

No to siup kurwancka! Uff … coraz lepszsza. Ambrozja. Uff …

O czym to ja mówiłem? No tak. I poszliśmy po odczytach o tej demokracji bujać się w nadmorskim kurorcie. Dyskoteka, tekanadyski. Gibamy się a później kręgle. Ty się nie, nie śmiej. Tak siię, się przekształcało Unię Wolności. Szkoda? Jesteś pasożytem. Tak nie wolno myśleć. Tak, wieczorem odwiedził nas Sebastian. Kurwancka parę lat później rozwalił się w Smoleńsku. Nie zapomnę tego. U koleż … ups, sorry. U koleżanki byłem wtedy. Jak w telewizorni pokazywali. Że rządu nie ma. Polej Mości Dobrodzieju.

V. Kieliszek piąty

Siup! No i ten. No. Jak siee samolot rozwalił, to wierzyć się nie chsiało. Bez senssu. A tam zaraz, duperele takie, wyrzuciki sumieniątka …

 VI. Szklaneczka pierwsza

Zasadniszo to byś … polał do szlaneszki. Pół, pół nalej. Prosze.

Siupp.

Ahoj!

A tego posła pamientaszsz? … Ale to było, so? Ha ha! Jak się mis, mizdrzył się na prawyborach. Proszę! Powiedział, za poły złapał mnie od gajera. Proszę, gdzie są autobusy? Ale to zły człowiech był. Nie , nie dotrzymywał słowa. Nihdy. No tu mu nie dałem autobusów. Głosowaś nie miał, nie miał hto i sie topimyy.

VII. Szklaneczka druga

Siuup … O Jesu … Pszepraszaam. Szumi może, morze szumi. Co tak szemie? To młeże szemie … idziemy? Nie. Niee. Nihźie nie iźiemy. Uff …

Co ja naro … narobiłem. A teho symbała pamiętasz? S młodzieszófhi. S młozieżófchi mówie … no ten z ludofsów. Że niby znalasł w posiągu hajet … hajet zz telefonamy teho , no … kurde … Rohity, Mariii. Ale mie rosbawił huwniarz. Fajac ze słomą f … iźiemy! Isiemy bo jusz suchaś sie nie da siebie … I że so?! Że nadzoni mu i powie mu jahi to on wielhi bo ma hajet?! Rosumiesz ho? Ho?

VIII. Szklaneczka trzecia

Uff … soś miałe.m mów.mówiśś …

Zwykły wpis
zamet niewrzeda
obyczaje, Publikacje

Zamęt

W poszukiwaniu większej całości zautomatyzowały się czynności. Kolejność po przebudzeniu: odpalanie laptopa, woda na kawę i, zanim się zagotuje, jako trzydziestoparolatek przebijam się przez drzwi wynajętego mieszkania jak przez jumacką bramkę, żeby pooddychać papierosem, zastanawiając się, czy te pieprzone wiatraki prądotwórcze mielą nie zawsze cwaną populację ptaków. Być może się dowiem po powrocie z podróży, po przejściu ponownym przez bramkę, zalaniu smolistego depresanta i zalogowaniu się do Facebooka na mój postmodernistyczny generator bredni, moje konto.  Jest też szansa, że dzisiaj spotkam kolegę w Realu, który wie, jak zgrzyta piasek plażowy między palcami, który nie dostosował się do wymogów „dającego” mu chleb powszedni zarobasa, ponieważ obnosił się na fejsie w profilowym z maską Fawkesa. Ten jednak spotkał się z Laurą, koleżanką z czatu. Udało się w realu.

Czy warto o tym płodzić niemal dwieście stron tekstu w atrakcyjnej kwadratowej papierowej formie? Nieskromnie cytując samego siebie, aktualizując treść wcześniejszych powieści, emigracyjnej czy syntetyzującej  jak „Second Life”? Jestem wdzięczny Niewrzędzie. Ucieszę się, jeśli będzie czytany przez znacznie młodszych ode mnie. Niewrzęda wprowadzając „zamęt”, z właściwą jemu ogromną humanistyczną wrażliwością w rzeczywistości daje możliwości wyboru, nie wymusza pesymistycznego zakończenia. Tak go czytam. Czyni to przez ironię, wikła groteskowe świato-obrazy codzienności. Swoją niebywałą kompetencją kulturową i językową umieszcza korporacyjnie zbędnego po fachu bohatera-socjologa w zdehumanizowanej rzeczywistości, który poszukując zaczepienia w niej staje się szczerym hochsztaplerem, znachorem człowieczeństwa. A jednak szczerym, niejasno przeczuwającym „o co w tym wszystkim chodzi”. Jednak „Zamęt” zaczynamy od słów Goethego „Nie wszędzie, gdzie jest woda, muszą być żaby; ale gdzie słychać żaby, tam jest woda”. Dla mojego nieco już stetryczałego umysłu intymne uzewnętrznienia bohatera i nieznajomej z czatu bywają męczące, ale tak to już jest z młodością, w kipieli poszukiwania. Odbiegając, wiecie, że rośliny mają system nerwowy? Że nasze ciała mogą ulec samozapłonowi i można się zająć nie podlewając się benzyną? Stanisław Lem wieszczył dawniej o latających robotach wywiadowczych wielkości komara, które mogą aplikować delikwentom chemikalia tudzież namierniki GPS i to się właśnie udało amerykanom? Że koper włoski stanie się własnością regulacji Unii Europejskiej? …


Nota recenzencka ukazała się w „sZAFie” nr 15/2013

Zwykły wpis
riots in hackney
obyczaje, Publikacje, sport

Artyści Ulicy w Teatrze Telewizji

W izolowanej przestrzeni Saatchi Gallery mijam owinięte wokół słupów samochody, niepogodzone ze swoją cielesnością manekiny wijące się w seksualnym tańcu i ucho Beethovena. Przedmioty nieme geometrycznie zmuszają mnie do odwiedzin ulubionego pomieszczenia. Wchodzę w zmienne wymiary sprawnego architekta, Richarda Wilsona. Przestrzeń w której mieszkam przestaje być oczywista. Zaniepokojony brakiem podłogi, kuszony do skoku przygotowaną rampą, zapominam na chwilę o nieoczekiwanym przedstawieniu na które wszyscy czekamy, akt pierwszy artystów ulicy. Dyskomfort wzmocniony zapachem oleju z pomieszczenia utrzyma się długo, w drodze powrotnej gdy będę mijał na Sloan Street pamięć kolonialną, angielskie i włoskie dzieła inżynierii motoryzacyjnej okraszone gdzieniegdzie ptasimi niespodziankami oraz pokojówki z Bond Street.

… wiedziony miłością kłaniam się przed krzyżem świętego Jerzego.

Na szczęście jestem uprawniony do osądu z pozycji chłodnego obserwatora. Wychowało mnie miasto usypiających trzynastu muz w którym autor „Eine kleine” może z najwyżej położonej restauracji ukazać przyjezdnym morze Bałtyckie. Konglomerat naleciałości dzięki któremu mogę wybierać sposoby istnienia potrzebne do solidnego zaczepienia w rzeczywistości nieudanego eksperymentu multikulturowego, „nieunikniona modalność widzialnego”.

… na twoje podobieństwo, ulepiony z gliny, wesz , upodli się jak Dedalus w Paryżu.

Dzisiaj teraz stanie się tutaj. Spotkam wieczorem polskich przyjaciół, przy kolacji oglądając wiadomości i podziwiać będziemy przedstawienie Teatru Telewizji. Natchniony pokojem Wilsona wielopoziomuję z konieczności. Od buntu przeciw XIX wiecznej poprawności podróży romantycznych artysta wybiera swój sposób postrzegania jako obiekt analizy i kpiny. Robi to świadomie, z uprzedzenia przed minionym. Powstaje kpina dadaistyczna, surrealizm , doświadczenia wojny z kubizmem , teatr Grotowskiego, Fluxus wreszcie zgnilizna Hirsta niemal zawsze w opozycji do ładunku emocjonalnego sztuki masowej.

… pijany Angus Barnett pamięta opowieści o dywizjonie 303. Opowieść w kołyszącym się autobusie. Udaję, że śpię. Uzurpacja.

Kolega, przy kolacji, z pasją komentuje widziane na ekranie telewizora płonące kamienice na Tottenhamie twierdząc, że „riots nie uradzili by kibicom Legii Warszawa”. Z szacunkiem do czasów „kwiatów nie mających mocy” ruszenie społeczne możliwe było na wielu poziomach aktywności, rzucano kamieniami w uniwersytet burząc dotychczasowy porządek wykładu. Napięcie i konsternacja, szyby wystawowe i kraty pękają pod naporem poprawności politycznej, płoną następne budynki, sklepikarze liczą straty – Croydon, Enfield, po kolei. Przed nami jawi się szokujący w pierwszej chwili spektakl samo-stwarzających się artystów ulicy, teatr finansowany publicznie. Aktorzy są pseudo anonimowi, podług umowy społecznej są systematycznie portretowani tak, by jutro w porannej gazecie można było ich podziwiać.

… chodnik przy Gloucester Place nieopodal świętego Cypriana, wyżłobione od łez piwnicznych prostytutek znaki.

Burmistrz mistrzowsko spóźnia się na przedstawienie stając się jednym z aktorów. Musi uprzątnąć scenę przed igrzyskami olimpijskimi. Ogród sztuk współczesnych przez swoją semantykę w klasycznym sensie nic nie znaczy, odziera sferę psychiczną z właściwych jej sposobów przeżywania. Zamiast udoskonalonych pejzaży zaglądamy bezczelnie w matematyczne wzory, modele opisowe, teorie koloru i dźwięku. Młody artysta ulicy staje po przeciwnej stronie, buntuje się przeciw treści i cenie dzieła sztuki współczesnej, zaczyna wygrywać statystycznie. Wreszcie sam staje się dziełem sztuki. Jako aktor nowego teatru nie musi martwić się o jakość pytań sztuk konkurencyjnych a ja jako drugi pomocniczy młody reżyser hipokryta, już zsekularyzowany i pretendujący do dojrzałego cynizmu, o jej koszta społeczne.

… to on legetai pollahos, kołysany wyciągam dwa pensy z kieszeni, tańczy moneta między palcami. Nieopodal bramy China Town, nie warto było fotografować tej sceny, pęka szyba w restauracji od miłosnego uścisku transwestytów.

Moja faktyczna partycypacja w życiu kulturalnym mieści się w granicach błędu statystycznego, modus operandi w świecie obiektów banalnych mierzone licznością pustych puszek po piwie np. browarów poznańskich w okolicznych parkach .

Cień „How it is” nadal się utrzymuje w Hali Turbin i na szczęście tam pozostanie, a tym bardziej rozmowy przy Finchley Road …

P.S.

Na łamach brytyjskiego „Dziennika Polskiego” jawi się zdanie „Jak tłumaczy kurator wystawy ważne jest, by w tym wielkim mieście nie zatracić siebie, bo bycie londyńczykiem to przede wszystkim przywilej bycia sobą. Nikt nie zwraca tu uwagi na kolor skóry, narodowość, pochodzenie, bo błądząc w labiryncie monarchii brytyjskiej wszyscy mamy takie same szanse.” opisujące wystawę zbiorową „Londoners” Zrzeszenia Polskich Artystów Plastyków w Wielkiej Brytanii (APA).

… ważne jest, by nie zatracić siebie obcując z tą wspaniałą, porażającą swoim malowniczym charakterem panną lekkich obyczajów. Bywa tak, że kocha się ją bezgranicznie. Bycie jej kochankiem to przywilej walki o siebie, nieskończony dialog z jej humorami, tym bardziej, że jest wybredna. Błądząca ladacznica w odmętach resentymentów postkolonialnych. Niemal każdy, bez względu na kolor skóry i uposażony w odpowiedni potencjał wytwórczy może nabyć pampersy w Union Jacka.

Noil Branc / Londyn


Tekst ukazał się na łamach „eleWatora” nr 1 (1/2012) lipiec/wrzesień

Zwykły wpis
Dekompozycja nr 2 - Noil Branc
obyczaje, Publikacje

Rozszczepianie

2.30pm

Mile End Station. Cel podróży – spektakl bazujący na tekstach Osieckiej „Wariatka jeszcze tańczy” w POSK-u na Hammersmith. Umówieni w osobliwym miejscu na rozmowę, dysponujemy zaledwie czterdziestoma minutami. Papieros, zanim wąż pochłonie. Margot* komentuje pozytywnie mój kapelusz, parasol identyfikacyjny. Kilka performatywów dyskursu.

… cisza. Biuro znajduje się pół kilometra od meczetu. Na zewnątrz komentatorów loża. Loża papierośników, Serbów, Polaków, Rumunów, cholera wie kogo jeszcze. Zawsze na straży. Raz w tygodniu przynajmniej gwardziści Elżbiety tędy gonią swoje rumaki, czasem w pełnym rynsztunku. Telewizyjny niegdyś niepokój 9/11 nabiera smaku, opium. Tego nikt nie komentuje, gdzieniegdzie flesz, biuro zamiera. Skandują żałobnie, ugrzecznieni kordonem policji jak pielgrzymi w palmową niedzielę, „Bush morderca!”, „Ustąp zbrodniarzu!”. Znikają powoli. Słońce zalewa ulicę jakby ponownie. Już można komentować, choć jakoś nikomu nie przychodzi nic do głowy …

2.35pm

Wikłanie aktorów do polskiego projektu teatralnego okazało się obarczone odmowami. Stanęło na angażu zasadnym Kantorowi. Planowany przez Margot spektakl z założenia ma wychodzić również do anglojęzycznego odbiorcy. Role przeplatane polskimi wtrętami, budowanie mostu porozumienia. Padło to niepokojące pytanie o wkładany wysiłek w ‚promowanie’ polskości jakkolwiek to rozumieć, przez sztukę, Podkarpacie, wino i śpiew. Czy faktycznie oferta np. egzotycznych Chilijczyków, których mijamy bezwiednie, jest dla nas atrakcyjna.

… agora Leicester Square, jak zawsze wypełniona po brzegi. Kobieta prosi o portretowanie jej z koleżanką , jak wycieczkowicze, lokalsi opici herbatą. Dziwaczne, biorą mnie po akcencie za Walijczyka. Strzelam. W tle zabawiają mimowie z otwartymi kuferkami, ewangelista głosi Słowo, obserwatorzy przy wejściu do National Gallery, jest też grupa zaczepnych odmieńców. Niektórzy w maskach Guya Fawkesa rozdają jakieś niezrozumiałe ulotki, „STOP ACTA” …

Broomfield_Park2.45pm

Naprzeciw kilku obojętnych anglików, my rozmawiamy po polsku. Jawi się kontrast na mocy konieczności. Na twarzy Margot widnieje przeciw – grymas, jakieś chwilowe oderwanie od podłogi. Wspomina przyjaciół, uczestników londyńskiej imprezy Wielkiej Orkiestry Owsiaka, ich ucieczkę od rozkapryszonych, niekontaktowych młodych pod wpływem alkoholu. Wywyższanie się jakiegoś gościa – jegomościa majtającego przed oczami współuczestnikom legitymacją rządową.

… odwiedziny, ukochana Ojczyzna. Poszukiwanie całości. „Co wytrzymane w długim wahaniu, tu zostaje w zarysie zatrzymane jako wyznacznik rozbudowy.”* Za krótko, by nazywać siebie emigrantem. Popijaliśmy gównianą szkocką przy irlandzkich dźwiękach, jakby na siłę, gdzieś w Szczecińskiej piwnicy. Miał w klapie maskę Fawkesa. Wszechobecny, wszechogarniający spokój …

2.50pm

Ciągiem skojarzeń brniemy w gloria victis i fundowanie historyczne resentymentów narodowych. Dlaczego nie jesteśmy zainteresowani współistnieniem? Skłonnością do przesady, powodowany emocjami, obciążam historię brakiem presji cesarstwa wycieńczonego Kartaginą. Trochę za daleko, któż to wie? Niewygodna teza, zapominamy. Pada nazwisko Tani Bruguery i partycypacji w projektach dla „bezdomnych” w pojęciu kubańskiej artystki. Większość wyjechała po godność, ale raczej bez względu na ład, prawy, lewy czy środkowy, popadną w niełaskę i niepamięć …

… „Anonymous” grzebali mu w laptopie, jego myśli są wykradane od jakiegoś czasu przez towarzyszy podróży codziennych na pokładzie czerwonego piętrowca. Gapie. Tego wieczoru przegiął popijając piwem ćwiartkę The Famous Grouse. Nie powinien. Tak jak by to była jakaś powinność. Truty systematycznie przez najbliższą wylewa agresję, roszczenia pompowanego, rozszczepionego ego. Przekonuje glinę o konieczności zbadania laptopa , ten jednak wygłasza kazanie do najbliższej, że w zasadzie „po co on tutaj przyjechał?” Noc w izolatce Central Middlesex Hospital. Gest spokoju gdzieś nad ranem, wręczono herbatę, angielską z mlekiem. Choć przyjaciel nie gustuje, tym razem podobno była smaczna …

przypisy:

* Margot Przymierska, reżyserka i aktorka teatralna, inicjatorka oraz dyrektor PAiL „Polish Artist in London”, interdyscyplinarnej organizacji non-profit promującej polskich artystów w UK.

** Martin Heidegger, Przyczynki do filozofii.


Tekst ukazał się na łamach „eleWatora” nr 3 (1/2013) styczeń/marzec

Zwykły wpis
Uncategorized

O odkrywaniu

Małgorzata Południak

Pisywałyśmy dla siebie historyjki, wstrzymując oddech,
tu i teraz, w przeszłości, ze smakiem cynamonu
z mlekiem. Pisałyśmy smutkiem, który wkrada się pod powieki
i nieodwołalnie ginie, kiedy zamykasz na głucho okna.

Bajki biorą się z życia, odklejam je od snów.
Zaprzeczasz, że o nich można pisać i mówić
do nieskończonego odtworzenia każdego szczegółu.

Deformujemy pory roku, usuwamy pióra z podjazdu,
przelewamy się wiernością, heroizmem. Krzyczysz z ogrodu,
że drzewo traci liście, jakby miało ich nie tracić.

Coś tam się czai, przyzywa gestami. Wypełnia uszy
i raz na jakiś czas pozostawia samą. Niczego nie czuję.
Umysł wciąga mnie w kolejną alegorię.

View original post

Zwykły wpis
telefon
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Z Londynu do Białegostoku Miłce Malzahn

Pisałem do Ciebie z telefonu bez polskich znaków. Alexander Graham Bell nie miał możliwości pisania z telefonu bez polskich znaków z Londynu do Białegostoku. Tracę pewność. Nie wiem czy ten utalentowany jegomość który był Szkotem bywał w Londynie i Białymstoku choć wydaje się jednak, że telefony w jego czasach były znacznie większych rozmiarów jak dzisiaj i być może istniała możliwość pisania z nich również bez polskich znaków.

Z Londynu do Białegostoku,

Jakub

Zwykły wpis
lemoniada cover
obyczaje, zdrowie i uroda

Rozwój Osobisty

W zasadzie to jestem dumny z tego, że się zwijam osobiście. Nie mam pojęcia jaka może być moja „strategia rozwoju”. „Strategia zwijania” jak najbardziej, jestem świadomy zbliżania się do futerału. Samoświadomy staram się być, unikać utraty świadomości towarzyszącej intoksykacji alkoholowej na przykład, utrzymywać się jak najdłużej w nastroju semantycznym przytomności, itd. Nie bardzo wiem też jak jest z kontrolą postępów i motywacji. Wydaje mi się, że ciałem odpowiednim do jej realizacji jest np. Urząd Skarbowy. Na marginesie przypomniała mi się sytuacja doskonale obrazująca wydaje się skutecznie rozwiniętego osobiście. Otóż Jegomość stał przede mną w kolejce do okienka w Urzędzie Skarbowym. Wysportowany, wysoki. Gdy przyszła jego kolej powiedział pani w okienku wręczając jednocześnie któryś z malowniczych formularzy „weź mi pani wysmaruj te bzdety i ch..j”. Asertywność najwyższej miary, świadomość celów. W zasadzie mógłby być moim coachem, osobistym trenerem. Postawa otwartości na zmiany? Nie wydaje mi się, żeby były tutaj problemy. Wszyscy moi znajomi mogą potwierdzić, że jestem apodyktyczny, epatuję skłonnością do pouczania innych i nie mam problemu z obsługiwaniem zmieniarki do telewizora. A zasoby? Lemoniady już się kończą. A tych w normalnym sklepie się nie dostanie…

Zwykły wpis
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

… i wyją dalej.

O

tym się nie mówiło. „Babuszki” Przewodniczącego. Różowiały a czasem nawet tęgo śliwkowe tabu w Radzie Programowej mimo, że czytano w niej książki. A jednak dzisiaj były blade wyjątkowo, nieswojo. Spojrzał na mnie przed wejściem na salę przemówień. Z nadzieją w toni bladozielonych oczu. Miałem wrażenie, że mój dzień reportażowy coś przyniesie.

Otworzył drzwi i jął się wspinać na mównicę krokiem pewnym. Harmider sali nagle przerodził się w falowany, jednostajny aplauz. Uwielbiałem zawsze ten moment wielkiego wejścia i wielkiego aplauzu. Wielokrotnie robiłem wywiady z każdym członkiem nieodróżnialnym. Lubiłem je robić, zawsze takie same, jednostajne. Zdarzało mi się też robić zdjęcia do legitymacji każdemu z nich i przyznam szczerze, czasami udawałem. To znaczy kopiowałem je ponieważ mi się nie chciało robić nowych zdjęć. Nie istotne. A w momentach przemówień stawali się jednym wielkim ciałem.

Rytualnie sala zamarła gdy Przewodniczący uniósł rękę zapowiadając mowę. Długo zwlekał, to niecodzienne. Omiótł ślipiami salę wypełnioną po brzegi delegatami. Syn ulepiony na podobieństwo. Słuchali jednostajnie, słuchali całymi korpusami. Ciszę zaczęły wypełniać pierwsze słowa Przewodniczącego:

Murzynek Bambo w Afryce mieszka,

Czarną ma skórę ten nasz koleżka.

Twarze leniwie zaczęły grymasić dowodem poruszenia. Przewodniczący mówił dalej:

Uczy się pilnie przez całe ranki

Ze swej murzyńskiej Pierwszej czytanki.

A gdy do domu ze szkoły wraca,

Psoci, figluje – to jego praca.

Jeden z delegatów zaczął płakać. Zanosił się w zasadzie, jakby upust długo wstrzymywanego napięcia.

Aż mama krzyczy: „Bambo, łobuzie!”

A Bambo czarną nadyma buzię.

Wzbudzone uczuć gejzery. Krzyknął ktoś na sali przytłoczonej bólu ciężarem „O Boże! Boże ja tego dłużej nie zniosę!” a ktoś podobnie „Skandal! To jest skandal!”

Mama powiada: „Napij się mleka”,

A on na drzewo mamie ucieka.

Mama powiada: „Chodź do kąpieli”,

A on się boi, że się wybieli.

Lament, zawodzenia i na ramionach sąsiednich pokładania. Krzyki „To się nie godzi! Jak można tak traktować ludzi!” przemieszane z „rezygnuję ze stanowiska skarbnika! Nie mogę znieść swojej niekompetencji multikulturowej!” , „Boże zmiłuj się nad nami!”, „Roman! Kocham Cię!”,

Lecz mama kocha swojego synka,

Bo dobry chłopak z tego Murzynka.

„Dobry Jezu, a nasz Panie …”

Szkoda, że Bambo czarny, wesoły,

Nie chodzi razem z nami do szkoły.

Przewodniczący miał koszulę brunatną od płaczu. Sala wyła i wyła …

Zwykły wpis
GF
obyczaje, Przepisy kulinarne, Uncategorized, zdrowie i uroda

Pierwszy był prototyp kury

Znoszący prototypowe jajka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ukryte za słowem „prototyp” założenie o istnieniu rozumnej praprzyczyny causa efficiens ; sprawstwa przemyślanego. Wikłanie się w teorię kury konsekwentnie prowadzi do fundowania przyczyny celowej causa finalis, a jak wiemy z doświadczenia, końcem teleologicznej podróży naszej biednej kury jest rosół. Zdaję sprawę z ciężaru odpowiedzialności za tak niepoprawne politycznie traktowanie ptaszyny i bronię się aktualnie niemożnością natychmiastowego odrzucenia tradycji myślowej jaką w bodaj najbardziej rozwiniętej postaci zostawił nam Kartezjusz. „Technika”, rzemiosło antropocentryczne wymaga od tej pory atomizacji niemal każdej dziedziny życia tak, by elementy mogły ze sobą współgrać. Zazębione tryby. Naturalnie to zaokrąglenie, ale wydaje się, że ta skłonność od tej pory przeważa w myśli zachodniej.

Jak każde narzędzia i te muszą ulec zużyciu. Nic nowego. Jak od Anaksymandra i jego Apeironu, od całości do części przez myśl Parmenidesa poruszonej siłami Empedoklesa aż do atomu Demokryta, wierzchołka historycznej sinusoidy która ze swej natury osiąga maksimum prawdy; górne czy dolne kwestia umowy. Wiemy co było dalej. A dzisiaj? Być może blisko wierzchołka. Tytułem przykładu powstają ze znużenia sukcesami w technikach budowy odkurzaczy i innych czajników elektrycznych dziwolągi jak „etyka matematyczna” Bennetta (1) ufundowana probabilistyką dziurawego jak sito modelu kwantowego i binarnymi ciągami. Wszystko staje się policzalne. Prawie. A „prawie” jednak robi różnicę. W tym atomowym bałaganie jednak nie brakuje romantyków burzycieli. W historii aż się roi, na przykład Cardano (2) którego liczby zespolone z urojoną jakby nie patrzeć jednostką i zyskują z czasem między innymi nie gdzie indziej, jak w mechanice kwantowej, naiwnej realności fizycznej. Czasu i miejsca nie starczy na przykłady. Ale jeden wybieram jako przypadek szczególny, bliski naszym czasom. Choć wydaje się dość naiwny dla profesjonalnego filozofa, to pozostawia niepokój poznawczy, wyznacza drogę od ogółu do szczegółu. Apeiron Anaksymandra daje się we znaki z niedostępną poznaniu, naznaczoną nieskończonością arche, zasadą nadrzędną. Mowa o dziele Davida Bohma (3), konsekwencji nie-lokalności zjawisk fizycznych w swojej, niedocenionej przez dogmatyków interpretacji kopenhaskiej, alternatywnej mechanice kwantowej. Niedocenionej raczej ze strachu przed koniecznością uznania, że nie wszystko leży w możliwości poznania. To rdzeń teorii Bohma która na przekór niemal wszystkim podręcznikom mechaniki kwantowej łączy determinizm z parametrami ukrytymi przed eksperymentatorem. Opis ruchu cząstek elementarnych staje się elegancki a one same są li tylko przejawem poziomu poznawczego na którym z konieczności się znajdujemy. Nasz rosół staje się bardziej klarowną postacią kury, nierozerwalną od kuchni i aktualizacji celu kucharza, od niego samego w końcu, itd. Naturalnie to jeden tylko wybrany z dostępnych aktualnie ciekawszych przepisów na rosół.

Temat rzeka, grzechem ciężkim było by pozostawić. Szkoda, że czasu mało …

Bartnik grafy Feynmana

Dr hab. E. A. Bartnik (ITF UW) „drażni próżnię prądem” na wykładzie o grafach Feynmana, Seminarium Zastosowania kwantowej teorii pola w fizyce materii skondensowanej, Instytut Fizyki PAN (Wykład linkuję: https://www.youtube.com/watch?v=VsR5LXn1w6o)

P.S.

Schodząc na ziemię, to dobry pomysł na dziś. Nóżki kuraka się rozmrażają, a wiadomo – rosół na zdrowie dobrze robi. Mniam, jak na razie, twierdzenie Johna Stewarta Bella ma się dobrze, czas ugotować makaron …

  1. Szkic pomysłu Charlesa H. Bennetta w artykule Karola Jałochowskiego w „POLITYCE”: „Czy matematyka pomoże nam w wyborach etycznych?
    Brzytwa Bennetta”

  2. W romantycznym determinizmie Girolamo Cardano popełnia samobójstwo ponieważ przewidziana przez niego data śmierci się nie sprawdziła

  3. Parę słów pozwoliłem sobie skreślić na temat oddziaływania kulturowego spuścizny Davida Bohma dla kwartalnika „eleWator” nr 6 (4/2013) w artykule „Błąd von Neumanna” 

Zwykły wpis
Jan Paweł II
obyczaje, sport

„Nie lękajcie się”

 

Słówko o eksploatacji cudu.

Niezły bigos. A z bigosowego elementarza wynika, że mieszać można składniki które na co dzień nie posądzili byśmy o spowinowacenie uzyskując tym samym jakość nową, dialektyka opieńka, żywieckiej pętka, kapusty i litościwy Bóg wie czego jeszcze. By nie wikłać za bardzo a i niewielka kompetencja mi też nie pozwala co widać zresztą na przykładzie mizernej mojej wiedzy w dziedzinie sztuki kulinarnej, rzecz dotyczy zdrowego rozsądku w mieszaniu. A pomieszało się i to zdrowo! Ponoć jest tak, że polak w statystykach coraz bardziej sekularyzowany (Wincenty Elsner słówko skreślił w temacie ciekawie tutaj : Papież na głowie ). Od Kościoła umyka zrażony np. tuszowaniem pedofilii i innymi występkami. Z tym deklarowanym ateizmem to też bigos jestem przekonany, bo często wynikiem li tylko obrażenia i pod poduchą do litościwego się odzywamy, ale to zostawmy na inną połajankę*. Tak i mnie osobiście bodzie to na przykład, że idąc za głosem św. Tomasza w czasach gdy np. superkomputery weryfikują przewidywania chromodynamiki kwantowej obliczając na kracie** odmawia się człowieczeństwa powołanym do życia metodą in vitro. I jak tu rękę podać dziecku bez duszy i rodzicom co katusze przechodzili walcząc o nie. Prawda? Ach Giovanni mój Gentile! Ach! Ach, przepraszam, nieco się zapowietrzyłem. Zostawmy dzieci bez duszy. Te dotykane przez tymczasowo zagubionych pasterzy też. Bo mamy ważniejsze sprawy teraz na głowie. Otóż CBOS  zbadał (Polacy przypisują ogromne znaczenie kanonizacji Jana Pawła II [SONDAŻ]) , że przytłaczającej większości polaków ponoć nie w to i graj kanonizacja Papieża Polaka, aż 98% z premierem na czele! Człowieka, który zaprosił / obudził ducha w narodzie gdy trwoga. Bigos się klaruje. Polski, niepowtarzalny. Zdrowy rozsądek coś tam majaczy, że np. nasi bracia Czesi z dobrodziejstwa nie skorzystali gremialnie, paskudnie odchodząc od pasterzy mimo że też się pozbyli milicji. I żeby nie było, mężów zaufania mają swoich, np. ks. Tomáš Halík, jegomość raczej w Polsce nie znany co to wiarę z nauką godzi jak nasz ks. Michał Heller, na marginesie obydwaj od księcia Edynburga nagrodę Templetona*** odebrali. Albo że na chłopski rozum gdzie byłeś Boże jak dzieci mordowano albo łaską nowotworów obdarowujesz mikrusy? Nie zbadane wyroki Boskie. Wizja polskiego katolika w statystyce zaczyna się jawić niemal jak u św. Augustyna, bez reszty oddany Bogu bez względu na Jego zamiary, choćbyś się tarzał w nekrofilnych bałwanach – zwłokach fenomenologa Karola Wojtyły rozprowadzanych po świecie nie masz wpływu na swój los, prawda? A może się mylę jednak. Tak mylę się, to nie tak. W tysiącach ton kremówek i nieczytanych encyklik jednak myśli się inaczej, wstawiennictwo smakuje lepiej. Zmartwień mniej. O gospodarstwo i inne sprawy. Bigos w zasadzie robi się sam. Taka jest natura cudu, niemal jak ten Kopernik Mikołaj co to wstrzymał słońce, przepraszam już wszystko się miesza. Nie lękajmy się. Na pewno Ziemia planeta po elipsach Keplera jednak krąży. To pewne jak parę zer po przecinku.

* * *

Tak na marginesie myśl się zawieruszyła, że kremówki mają dużo cukru a cukier to energia i pobudza coś takiego jak pamięć. Mimo że młody, szczyl w zasadzie rocznik 78 coś tam pamiętam bezpośrednio, z opowieści no i z książek o zgrozo że byli też inni jegomoście o których ciężko pamiętać. Na przykład Jacek Kuroń albo Józef Tischner. Albo ten Kołakowski Leszek niedobry co to przecież tylko gawędził …

P.S.

Żeby nie było należę do tych, co nie wpadają w histerię jak ktoś wierzy w Trójcę Świętą. I w histerię też nie wpadam jak „racjonalista” przywołuje pamięć o Łyszczyńskim Kazimierzu, o Matko Kozłowska, jakby racjonalni byli wyłącznie, co za bigos.

* raczej ze samym sobą, bo wiadomo blog ten dowcipami ocieka raczej zabawnymi tylko dla autora.

** takie tam dziurawe dyrdymały

*** finansowo zbliżona do nagrody Nobla przyznawana mniej więcej za Jezus Maria eksplanację zdań empirycznych języka nauki zdaniami języka religii.

 

Zwykły wpis
Blondi
obyczaje, zdrowie i uroda

Dobry piesek, dobry …

W

świecie zamętu aksjologicznego atrakcyjną formą przeżycia staje się stopniowe, kroczek po kroczku schodzenie na prawo. Zaletą jest oszczędzanie energii poprzez  eliminowanie różnej maści wymagających wysiłku elementów np. pamięci, aż będzie bardziej prawo niż w prawo. Chiralna preferencja piłeczki. O czymś miałem mówić miast tych banałów. Nieważne, bo

teraz Bardzo Cię Kocham Blondi w naszych trzydziestu sekundach drgawek.

Zwykły wpis
memento mori
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Memento mori

Chodziliśmy

na „doły”. Nasz plac zabaw przed cmentarzem. To droga wozów pancernych, nitka dziecięcej radości rozciągnięta między koszarami a poligonem. Nasze domostwa dzieliło od cmentarza i „dołów” zaledwie kilkadziesiąt metrów. Wyczekiwało się dochodzącego z oddali dźwięku wszystko żrących dieslów; zawsze przygotowani na bieg, na spotkanie. By pomachać radośnie haubicy samobieżnej Goździka, jakiemuś T55 tudzież SKOT-owi. Po każdorazowym przejeździe budowano prowizoryczne mosty z kartonów, desek, czegokolwiek co wpadło w ręce by móc dotrzeć do cmentarza przedzierając się przez bagno o specyficznym, po dziś dzień przyjemnym zapachu. Nasze bagno, mieszanina ziemi i smaru, gąsienicami mielonych treści. Często mosty były budowane przez leciwe kobiety. My też je budowaliśmy razem z dziewczynami by dotrzeć do jednej z najciekawszych atrakcji – zaniedbanej części cmentarza, prawdziwego buszu, gaju małpiego. Tam strzelaliśmy do siebie z drewnianych karabinów, łuków i nie daj boziu z kuszy. Bóg też miał w tym udział przypominający o sobie z nieopodal wznoszącej się wieży kościoła ciężarem sumienia za przewiny, te wszystkie złe myśli. Małpiego gaju już tam nie ma tak jak granitowych płyt niemieckich grobów po których obrastał. Płyt na których siadaliśmy, grobów w których przed wrogiem się chowaliśmy…

***

A jednak trochę brakuje mi tych leciwych kobiet w autobusie. W autobusie przeznaczonym dla nich którego trasa wiodła zawsze do cmentarza. Był nimi niemal całkowicie opanowany, tymi dyskusjami o sprawach najważniejszych, unoszącymi się w autobusowej atmosferze obcesowymi pytaniami w stylu „gdzie jedzie?”, „gdzie kupiła?”, itd. Tutaj ich nie ma ponieważ autobusy są zawsze czerwone, często piętrowe i jeszcze nigdy nie przejechały obok cmentarza. To ma swoje wady, w świecie śmierci wypartej przez odkurzacze psujące się co miesiąc, już niemożliwe do naprawy …

Zwykły wpis
obyczaje

Choroba mózgu

To
ciągłe pretendowanie do czegoś. Nabyta drogą presji środowiska choroba mózgu. Parę lat temu udało mi się przez przypadek obrazić jegomościa opiniotwórczego w świecie lokalnej mi wówczas kultury stwierdzeniem, że choćbyśmy nie wiem jak bardzo się starali uświatowić, zawsze ta malusieńka , małomiasteczkowa słomka będzie z trzewika wystawać. I błyszczeć będzie po futerał.

Amen.

Zwykły wpis

budowa_cyrku_2

kitsch, obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Budowa cyrku (fragment)

Obrazek

ad infinitum

ad infinitum

kitsch

ad infinitum

Obrazek
obyczaje

Rakieta przed-androgyniczna

Celem naszego

biura konstrukcyjnego jest opracowanie rakiety nośnej androgynicznej nacechowanej waginalnie w 50%. Zdajemy sprawę z wielu trudności. Na przykład jawi się konieczność falsyfikacji mechaniki płynów która w aktualnej postaci wymusza falliczny kształt rakiety nośnej i konieczność nadbudowania nowej teorii; rewizja ejakulujących ideologicznie równań siły ciągu silnika rakietowego, itd. Zdjęcie poniżej przedstawia typową rakietę przed-androgyniczną.

Sojuz

Zwykły wpis
obyczaje

Misja kosmiczna anglosaskich filozofów analitycznych

Straciliśmy łączność

ze statkiem orbitalnym misji anglosaskich filozofów analitycznych. Agencja Lotów Filozoficznych wyraziła na ostatnim Kongresie ALF zaniepokojenie o kondycję moralną załogi. Przypominamy zdarzenie. Po siódmym okrążeniu Ziemi nawigator usłyszał inwektywy pod swoim adresem ze strony lewej półkuli mózgu pierwszego pilota. Wniósł pozew do sądu jednocześnie z już przygotowaną apelacją półkuli prawej mózgu pierwszego pilota, w której czytamy między innymi: „Czy świnia w chlewie obrzucona inwektywami może się zarumienić ze złości? Otóż nic podobnego! Stąd mój spokój i przekonanie, że nie jestem w stanie ciebie poruszyć barbarzyńco”. Apelacja półkuli prawej przygotowana została na wypadek pozwu półkuli lewej pilota pierwszego. Stwierdzenie to wywołało gorączkową dyskusję na pokładzie przebiegającą przez zakres zagadnienia tożsamości osobowej wymaganej przy nawigacji statkiem kosmicznym. Pojawiły się też pytania , czy pilot pierwszy jest prawo, czy lewo ręczny…

Zwykły wpis
obyczaje

Dożynki

Zżęte ostatki.

Jaśko jeszcze na ściernisku. W snopy wiąże co maszyna nie zdjęła, myślał Julek rosół chłepcząc niedbale. Zasłużony. Z sieni głosy dochodziły małżonki z nową sąsiadką.

– O τ-θ wywiedzieć się pójdziesz jutro. Słyszy mnie? Zwraca się do żony zaniepokojony nadmiarowym mamrotaniem, bo może jeszcze co powie za wiele. Nie wiadomo skąd to przyszło. Czarownice, myślał Julek chłepcząc dalej.

– Słyszę, słyszę, odpowiedziała zdawkowo i zwracając się do gościa ciszej, Bóg pokarał mnie tym. Jak by sam nie mógł pójść. Też mi co.

Po niemłodej brodzie, fugowanej i porośniętej od rana strużka wywaru z kury ostatniej spływała Julkowi, pierwej leniwie , teraz nerwowo.

– A żeby cię pierun! Wydusił w niemocy rozlewając już niemiłosiernie.

– Stary jedz. Jedz bo nalewki nie dostaniesz, kontynuując do rozmówczyni, jak się nie napije to bredzi po robocie pół nocy. Wczoraj o monopolach mamrotał skaranie boskie żeby w tym wieku równania Maxwella przekształcać z ładunkiem magnetycznym! A puknij ty się! Zaraz zacznie sklejać modele.

– Zamilcz kobieto! Ty i te twoje pola z cechowaniem. Żeby was piorun modernistyczne cymbały leniwe! Jaśka romantycznymi bredniami zarażasz do tego. Grupami z gradacją! Jak za wiatrem w polu ugania się za fotinami srotinami osioł.

– O nalewce i kwantowaniu kanonicznym dzisiaj możesz zapomnieć, …

Zwykły wpis

Scelsi II

kitsch

Scelsi II

Obrazek
obyczaje, Przepisy kulinarne, zdrowie i uroda

Jabłka Pink Lady®

Zadano mi

pytanie, „czy lubię prof. Krysztofiaka”. Na tak postawione pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć. Mój prosty umysł nie generuje sądów smaku w przypadku niektórych bytów, które być może mają walory estetyczne ale nie są one dostępne w polu mojej percepcji. Na przykład takim bytem jest abstrakcyjny automat komórkowy albo wektor stanu układu złożony z wektora w przestrzeni Hilberta ( stan sprzężony do niego hermitowsko również). ‚Lubię’ natomiast jabłka marki Pink Lady®.

Zwykły wpis
obyczaje

Bóg urojony

Czy u Dawkinsa
w domu można odnaleźć mem lub grupę memów składających się na ideę choinki bożonarodzeniowej? Umieściłem ostatnio w lodówce ( powodowała mną chęć dokonania obserwacji spowolnionej reakcji w niskiej temperaturze ) dwa egzemplarze „Boga urojonego”. Po krzyżowaniu powstał egzemplarz, być może letalny, z tezami syntetycznymi rozmytymi typu „Jestem trochę agnostykiem teraz”…

Zwykły wpis
obyczaje

Katolicka fala prawdopodobieństwa

Katolicki

filozof przyrody , z powołania żyjący w celibacie, malowniczo informuje studentów filozofii o istnieniu cegiełek materii, kwarków (etymologicznie nazwa pochodząca od cytatu z „Finneganów trenu” naszego kurewskiego Joyce’a ) przedstawianych jako kolorowe ludziki trzymające się za rączki, zapewne zrodzone na mocy Wielkiego Projektu.
Rzecz oczywiście dotyczyła fal prawdopodobieństwa podlegających statystyce Fermiego-Diraca w oddziaływaniach silnych, obdarzonych kolorowym analogiem ładunku elektrycznego , uwikłanych w fundamentalną zasadę swobody asymptotycznej. Wspomnienie z czasów studenckich, przywołane pod wpływem lektury artykułu „Dlaczego polscy logicy mają być niewolnikami teologów katolickich?” ( który linkuję poniżej) autorstwa „chodzącego skandalu obyczajowego” , spadkobiercy Szkoły Lwowsko-Warszawskiej. Polecam do przemyślenia samemu mając wątpliwości, np. w kwestii zawierzania „wolnemu rynkowi idei”, boć presja selekcyjna na tzw. ‚wolnym rynku’ nie jest wolna od hochsztaplerstwa:

Dlaczego polscy logicy mają być niewolnikami teologów katolickich?

Zwykły wpis
Mania
obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Bom głupi, nie mądry.

„Źle rozumuje ten, kto sądzi, że sprzeciw jest aktem zerwania. Sprzeciw to w gruncie rzeczy także akt twórczej wzajemności. Ileż to razy historia Polski wyrażała wdzięczność tym, którzy się Polsce sprzeciwiali! (…) Kto się sprzeciwia aktualnej Polsce, czyni to w imię polskiej nadziei i zawsze jakoś przygotowuje grunt pod Polskę jutra”

Ks. Józef Tischner

Jakaż to łatwość dla mnie pływać w oceanie namiętności. Dać się porwać. Pełen zaufania do siebie, że bieg wydarzeń można zmieniać, fundamenty ulepszać a jakże! Bom silny w słowie. Czelność miałem nie przebierać, że ‚oni’ uposażeni co najwyżej w ‚bydlęce maniery’. Że ‚umysłowość wieprzowa’ ma czelność to i owo, że ‚chama’ wpuszczono na salony. A i wiary przy tym było niemało, że kompetencje w ‚elitach’ wybronią się same.
I tak wespół odpowiadam za malowidło mierne, słabe, spod pędzla pysznego malarza, pełnego pogardy do rzeczy wartych ciężkiej pracy, wysiłku. Używałem sobie nadto językiem sąsiada co mnie winien, tak ja jemu. Bom głupi, nie mądry.

​*

Co czynić dalej? Jak rozmawiać, jaki ustalić słownik? Da się w ogóle ustalić słownik?
Podejmę próbę … Niech mnie Bogi kochają, pójdę pogadać z sąsiadem. Może się wódki napijemy …

​*

Wasz „spedalony cyklista” (choć natenczas roweru nie posiadam po prawdzie) w „futrze z norek”, z „ukrytą opcją niemiecką” (bo się Kanta i Hölderlina naczytał cymbał za młodu), „antypolski pseudopatriota”
Kuba
Zwykły wpis
Grafika „Kwiaty w ogrodzie”, Anonim 01, 2013
obyczaje, Publikacje, sport

Hucpa?

Monika Małkowska na łamach „Rzeczpospolitej” czepia się pisząc, że kto na grząskim terenie sztuki „(…) jeszcze pozostał i ma jakiekolwiek kreacyjne potrzeby tudzież trzeźwą ocenę sytuacji, ucieka w ironię (…)” ponieważ najwyraźniej nie jest kompetentna w dziedzinie nowoczesnej alchemii.

Mimo mojego sceptycyzmu ufundowanego uwikłaniem w nauki ścisłe (Rosjanie na przykład są mistrzami w kreowaniu pierwiastków ciężkich rozszerzając tablice Mendelejewa, co prawda kreują nietrwałe „wyspy stabilności” no ale jednak starają się ) wiem, że istnieją ludzie na planecie Ziemia którzy mają zdolność przemiany w złoto („złoto” to pierwiastek chemiczny, metal przejściowy o liczbie atomowej 79 ) wszystkiego, czego się dotkną. Jednym z takich alchemików ekonomicznych jest jegomość imieniem Charles. Ma zwyczaj dotykać wybrane przez siebie dzieła wybranych przez siebie artystów. Przeważnie artyści, których dzieła są dotykane są zadowoleni ponieważ lubią „złoto” i cieszą się, jak coś skapnie z przemiany. Pozostali przeważnie płoną w zgryzotach, piszą paszkwile na portalach społecznościowych oraz komentują (nie obrażając znikomego udziału tych , którzy milczą i na przykład zwyczajnie malują obrazy). Komentują i komentują. Mniejsza. Rzecz w tym , że istnieją też alchemicy pretendujący. Jest na przykład Kuba, który u Charlesa może nie od razu w złoto (przed „złotem” jako metal przejściowy występuje „rtęć” z liczbą atomową 80 ) no ale. Chęci są i na pewno coś z tego wyniknie. Żeby nieco rozjaśnić tajniki nowoczesnej alchemii przeniesiemy się nieco w czasie …

Grafika „WF 02”, Anonim 02, GIMP G-Qbist plugin, 2013

Grafika „WF 02”, Anonim 02, GIMP G-Qbist plugin, 2013

*

Polish Artists Again!

Trwająca bezprecedensowa wystawa „Polish Artists Again!” dwunastu anonimowych artystów połączona z retrospektywą arcydzieł Andrzeja Cisowskiego, Agaty Kleczkowskiej czy Szymona Urbańskiego w Warszawskiej Galerii Saatchi już staje się legendarna. Jest nie tylko potwierdzeniem ciągłości polskiej sztuki w Polsce ale również dowodem słuszności. Wystawa odbyła się w wydzierżawionych salach Pałacu, który znaczy o łącznej powierzchni wystawienniczej które następnie zostały sprzedane zarządowi Pałacu, który znaczy dzięki czemu opłacane są miesięczne odsetki. Motywem przewodnim tutaj wykorzystanym na plakacie wystawy jest seria obrazów anonimowego artysty będąca kopią serii „Kolekcja” Marka Niemirskiego, przedstawiająca odciski palców nieobecnych z przyczyn naturalnych klasyków. Ta chwalebna kontynuacja „Fifteen Polish Painters” nowojorskiej Museum of Modern Art z 1961 roku oraz „Polish Art Now” londyńskiej Saatchi Gallery (przed przejęciem przez dom aukcyjny Abbey House) z 2013 roku możliwa była dzięki wydajnemu systemowi zarządzania zasobami ludzkimi które generują dzieła sztuki w tempie wykładniczym. Polega on na stymulowaniu artystów do twórczości przez zapewnienie im odpowiednich warunków żywieniowych w cyklu miesięcznym do momentu wyczerpania zasobu czyli tak zwanej „strategii kapitalnego lokowania”. Zasób ma pod pewnymi obostrzeniami strategicznymi zapewnione również pojawianie się w przestrzeni publicznej jako osoba sławna w kontekście sztuki. Niewyobrażalny sukces aktualnej wystawy był również możliwy dzięki zaangażowaniu znamienitych selekcjonerów klubów z Chelsea którzy przechodząc kilkugodzinne szkolenie metodą szybkiego czytania z historii sztuki Polskiej pod kuratelę biorą predestynowanych do sławy artystów.

Należy wspomnieć, że połączenie wszystkich elementów strategii dobrej inwestycji dwudziestokrotnie opisywane w periodykach ekonomicznych winduje znaczenie polskich zasobów na rynkach kapitałowych i wprowadza realne możliwości otwarcia na nowe spojrzenie na przykład z nowymi jakościowo derywatami, instrumentami pochodnymi i tak w kółko Macieju.

Grafika „Kwiaty w ogrodzie”, Anonim 01, 2013

Grafika „Kwiaty w ogrodzie”, Anonim 01, 2013

*

Krytyka krytyki

Oczywiście nie obeszło się bez incydentów. Jak zwykle siłą nacisku okazała się znana wszystkim grupa interesów która tym razem poddawała w wątpliwość jakość wystawianych dzieł oraz wytykała stosowanie rozmytych metod ich oceny przez selekcjonerów – kuratorów (podobne akty wandalizmu biznesowo – artystycznego miały miejsce przy okazji wystawy „Polish Art Now”w 2013 roku w formie artykułów na łamach „Obiegu” czy „Tygodnika Powszechnego”). Ciężko oprzeć się wrażeniu, że artykuły krytyczne były już przygotowane przed wystawą. Mimo zabezpieczeń przedprocesowych i rozbudowanego systemu cenzury doszło do przecieku. Tego typu zdarzenia mają fatalny wpływ na samopoczucie artystów i stało się przyczynkiem do odebrania im nazwisk przez zarząd. Po „Wielkim Kryzysie Światowym” z którego wyszliśmy obronną ręką opasając kraj wstawiennictwem Opatrzności, gdy naśmiewano się z nas nazywając nie tyle „kolosem na glinianych nogach” co …

Noir Blanc

Rzeczpospolita, 2058 r

Tekst ukazał się w numerze 5 (3/2013) „eleWatora”

Zwykły wpis
Ofelia z Czarnego Dunajca
obyczaje, Publikacje, sport

Dodekafonia

*

The Method / Studio Voltaire

Clapham. Nie można oprzeć się wrażeniu, że powstało na uboczu City by syntetyzować treści. Paulina Ołowska z godną sobie słabością do minionej awangardy syntetyzuje w lokalnym, opuszczonym przez kaznodzieję kościele metodystów adoptowanym przez Studio Voltaire. Komponuje w dwóch pomieszczeniach własne kolaże i instalację z dziełami Hasiora, Wieczorkiewicza, Schauflera oraz wierszem Pusłowskiego „Kabina kąpielowa”. Mistrzowsko zdecentralizowane rozmieszczenie w przestrzeni wymusza korespondencję wszystkich twórców. Uderzająca odmienność ich dzieł,  od cepelii po niedbałe kolaże włączając charakter pomieszczenia w którym się znajdują. Czym jest mise-en-scène w rękach sprawnej poszukiwaczki Ołowskiej? Londyn wita pierwszy raz „Damę z Łasiczką”, ale tą tatrzańską, bałaganiarską która patrzy tym razem po przekątnej galerii na  olej Schauflera „U.A. VI”, kipiel stwarzania, emanacji rozmytego tutaj pojęcia „energii”. Obcując z kolażami autorki powierzchownego bałaganu „metody”,  biorę w nawias swoje poczucie estetyki oddając jej uśmiech. Ta romantyczna chęć zmieniania świata kosztem miejsca i czasu, kosztem narzędzi, dyspozycji …

Studio Voltaire

Studio Voltaire

 *

Across Realities / Tate Modern

Odwracam chronologię. „Wiemy już obecnie, że sztuczne systemy są możliwe. Dowody w naszej erze dostarczyła choćby dodekafonia. Nie stworzyły jej przecież całe pokolenia, nie narastała anonimowo poprzez stulecia na wzór systemu tonalnego. Objawiła się Schönbergowi dość nagle i to w formie teoretycznego wymysłu o wszelkich znamionach absurdu.” Tą zwielokrotnioną montażem filmowym kwestię można było usłyszeć w filmie „Bezdech” Wojciecha Bruszewskiego, emitowanego w Tate Modern z inicjatywy Łukasza Mojsaka, kuratora Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Bruszewski, prekursor sztuki wideo w Polsce konfrontowany jest z twórcami brytyjskimi.

*

Synteza

Nie można oprzeć się wrażeniu, że Paulina Ołowska z godną sobie słabością do minionej awangardy syntetyzuje kipiel stwarzania, dowody w naszej erze opuszczenia przez kaznodzieję. Wiemy już obecnie, że sztuczne systemy są możliwe. Mistrzowsko zdecentralizowane rozmieszczenie w przestrzeni, metodyczny „bałagan” dostarcza choćby w formie teoretycznego wymysłu poczucie estetyki kosztem narzędzi. Ta romantyczna chęć wymuszania korespondencji o wszelkich znamionach absurdu  z kolażami autorki rozmywa tutaj pojęcie „energii”. Adoptowana kabina kąpielowa wita pierwszy raz, kosztem miejsca i czasu, teoretyczny wymysł o znamionach absurdu. „Dama z Łasiczką” Hasiora stwarzana anonimowo przez całe pokolenia niedbale włączając charakter  pokolenia objawia zwielokrotnienie Ołowskiej. Dowody dostarczyła choćby dodekafonia, emanacja rozmytej chęci zmieniania dyspozycji, zwielokrotniania kosztów emisji pokolenia. Z dziełami Mojsaka, włączając kolaże, koresponduje sprawnie bezdech Hasiora. Cepelia.

Na wzór systemu tonalnego, razem po przekątnej galerii biorę w nawias swoje poczucie sensu.

*

Tekst ukazał się w numerze 4 (2/2013) „eleWatora”

Zwykły wpis
muzycy
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Uśmiech nie musi być podejrzany

Proponuję Rosarium na dzisiaj. Żeby nie zwariować od wodzenia nosem po debilnym chodniku przez spadki na giełdzie, pogardę do demokracji i „drobne resentymenciki”. Uśmiech nie musi być podejrzany🙂.
Psałterz klawy jak następuje:
1. The Smiths – William, It Was Really Nothing
2. David Bowie – The Width of a Circle
3. The Clash – Rudie Can’t Fail
4. BWV 972 Bacha na trąbkę Alison Balsom
5. Black Sabbath – Iron Man ( mnie bawi )
6. Culture Club – It’s a Miracle
7. Queen – Stone Cold Crazy
8. The Cure – Just Like Heaven
9. …
Zwykły wpis
image
obyczaje, zdrowie i uroda

Aurora Borealis

Ta buta, bezczelność w przekonaniu, że świata się tyle rozumie. Ratio nieomylne, pyskate. Tymczasem dowiedziałem się że psy widzą w odcieniach szarości. Że łosie pomimo długich nóg nie zapadają się w śniegu (chyba o tym wspominałem). Poznałem kolor nadamarantny. Spotykam nieprzeliczalne, nadrzeczywiste i pozanieskończone.
I nadal nie potrafię wyjaśnić przedszkolakom co to jest zorza polarna. Najpewniej dlatego że jej nie rozumiem i jej nie widziełem …

Zwykły wpis
Liebster Award
obyczaje, zdrowie i uroda

Liebster Award

 

Serdecznie dziękuję Pani Annie Leszczyńskiej prowadzącej blog „fabryka czasu ulotna” za nominację Liebster Award.


Zapraszam do zabawy. Formalnie rzecz w tym jak następuje:

Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego Blogera,  w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Odpowiadam zatem na pytania Pani Anny:

1. czy podejmujesz czasami decyzje w 5 minut

Bardzo rzadko. Jestem typem górnika. Mój umysł pracuje zbyt wolno by pozwolić sobie na taki komfort nie mówiąc o tym, że wynik końcowy jest najczęściej błędny😀 Do tego kretyński upór. Dotyczy to również takich czynności jak przechodzenie po zebrze choć czas podejmowania decyzji nie przekracza w takich przypadkach pięciu minut.

2. książka warta przeczytania

Bardzo trudne pytanie. Jest ich wiele. Wyjątkową słabość mam do „Second Life” Krzysztofa Niewrzędy. Z nowości wydawniczych bardzo przyjemna „9 mgnień wiosny byłego cara” Miłki Malzahn. Polecam!

3. zwierzak, który Cię śmieszy

Zdecydowanie Tardigrada. Niesporczak wesołkowato fikający sobie po świecie. Pocieszne co widać na obrazku:

Intrygują mnie również Charnie z fauny ediakariańskiej ale ciężko stwierdzić jednoznacznie czy były pocieszne.

4. wymarzone miejsce do odwiedzenia

Zdecydowanie Umysł mojej największej Przyjaciółki, miejsce fascynujące, nie sposób nie pokochać;  Białowieża; Muzeum Solomona R. Guggenheima  oraz osobliwość czarnej dziury (zdając sprawę że to nieco kłopotliwe).

5. najdziwniejszy owoc

Banan. Jest bardzo dziwaczny.

6. czy wysyłasz jeszcze tradycyjne listy

Nie wykluczam. Tęsknię …

7. co Cię pociąga w pisaniu bloga

Miszmasz powodów.

Na pewno chęć dzielenia się spostrzeżeniami. Tym lepiej jeśli okazują się być cenne dla kogoś. Działa to zwrotnie – opinia innych jest bardzo ważna, również krytyczna.

Czasem też zwyczajna próżność😉

8. morze czy jezioro

Morze. Filozoficzne. „(…) Smarkozielone morze, mosznę kurczące morze (…)” …

9. jeden z ulubionych obrazów

Również Bardzo trudne pytanie. Jest ich wiele. Potrafię spędzić półtora godziny analizując dzieło w galerii. I jestem dość prosty w tej materii. Na przykład autoportret Elisabeth Louise Vigée Le Brun –  http://www.nationalgallery.org.uk/paintings/elisabeth-louise-vigee-le-brun-self-portrait-in-a-straw-hat

albo znikam na długo w pejzażach Canaletta mając ochotę w nie wskoczyć – ulubiony to http://www.nationalgallery.org.uk/paintings/canaletto-the-stonemasons-yard

10. jeden z piękniejszych utworów

Pasja według św. Mateusza (BWV 244) skromnego lipskiego kantora.

11. ulubiony film

Tutaj również kłopot natury ilościowej. Pozwolę sobie bezczelnie na trzy – „Proces” Orsona Wellesa, „8 i 1/2” Felliniego, „2001: Odyseja Kosmiczna” Kubricka, …


Mam przyjemność nominować następujące blogi

(żałuję że formalnie nie mogę nominować bloga Pani Anny Leszczyńskiej; kolejność przypadkowa) :

  1. Pierwszy milion nocy
  2. Skumbrie w tomacie
  3. FIKSACJE
  4. Warsztat badacza
  5. Moomugra
  6. NeuroBigos
  7. lemingi i inne żyjątka
  8. Dies-u-das
  9. Nie zawsze poprawne zapiski Dee
  10. zimawub, czyli zima w Ułan Bator
  11. nic prostszego

Moje Pytania:

 1. Przyznaję, z tym pytaniem walczę od kilkunastu lat. Nie jest moje, ale pozwolę sobie bezczelnie wykorzystać okoliczność wyróżnienia. Pytanie zostało zadane przez kierowcę autostopu, cytuję – „Zadać ci zagadkę z logiki? No to jest tak – Jedzie pociąg a w pociągu leci mucha. To ona w końcu k..wa leci czy nie leci?”

2. Czym według Ciebie zajmuje się coach?

3. Czy fitness robi z mózgu sieczkę?

4. Załóżmy że Paulo Coelho składa Tobie ofertę – za milion funtów szterlingów chce stworzyć postać fikcyjną do nowej powieści opartą o Twoje życie prywatne, Twój życiorys. Zgodzisz się?

5. Twoje dziecko dowiaduje się z podręcznika szkolnego że płatki śniegu są pięciokątne. Robisz awanturę / awanturkę w szkole?

6. Wszyscy wiemy że Pan Antoni Macierewicz jest mężem stanu, człowiekiem godnym zaufania. Zatem bez problemu zostawisz z nim swoje dziecko na 10 godzin. Prawda?

7. Wierzysz w Papieża? (To pytanie zadawał w wieku nastoletnim mój brat przechodniom. Spory odsetek respondentów na tak)

8. Załóżmy że Twoje dziecko w wieku nastoletnim oświadcza, że jest homoseksualne. Jak reagujesz?

9. Ja teraz kłamię. Zatem czy mówię teraz prawdę czy kłamię?

10. Czy w podstawówce miałaś / miałeś wyrzuty sumienia z powodu wyobrażeń aktów seksualnych ponieważ niewidzialne oko Boga patrzyło przez chmurki?

11. Książka godna polecenia?

i pytanie dodatkowe za pozwoleniem:

12. Gdzie są Twoje klucze?


Miłej Zabawy!

Zwykły wpis
ksiązki
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Nie czytaj książek!

Czytanie niszczy człowieka. Od środka. Wywołuje szereg dysfunkcji uniemożliwiających swobodne poruszanie się w rzeczywistości, wyklucza społecznie. W skrajnych przypadkach prowadzi do inwalidztwa psycho-fizycznego. Człowiek nadmiernie czytający płonie, spala się i jest toksyczny dla otoczenia. Często wymaga dozoru nadmiernie obciążając podejrzliwość, orbituje gałki oczne onych, tych, tamtych których tarmosi nieznośnie; wszystkim przeszkadza w sikaniu. Brudzi kolorami, wywołuje sztuczne tęcze. W końcu rozdwaja, dziesiątkuje, powiela krawężniki i sposoby istnienia. Unosi. Wywołuje żałosne wyglądy, takie jak ten na obrazku poniżej.

Przeczytałaś / Przeczytałeś ? Nie czytaj. Nie czytaj książek. Nie warto.

czytelnik

Zwykły wpis
seteczka
obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Nietypowy Janusz

Rzeczony Janusz nie jest typowy. Typowo wszyscy (i wszystko) go zdradzali – idee, system, system totolotka, sąsiedzi i przyjaciele. Żona wiadomo, przepraszam trzy. On nie zdradzał, gdzież by. Nie, nie że hipokryta, no gdzie tam, Janusz? Wierny; niezłomnie w ryzach trzymał kłębiące się pod czapką przekonania, i kuśkę też, i wszystko tamże.

I nagle Januszowi myśl przez czaszkę przeleciała – zdradzę się sam.

Nie bądź k…sem / k….ówą, Wspomóż „lubikami” akcję budowy pomnika alkoholika.

Zwykły wpis
Lorenzo Costa, Statek Argo z załogą
obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Argonauta i kapkę Malinowski

Poza gabinetowo, zawsze w podróży. Tym razem Trobriandy, właściwie Trochę Trobriandia na podobieństwo, malowniczy archipelag wysp kataleptycznych na mocy wędrówki ludów czasów wielkiego Iosifa Wissarionowicza wielką wodą nie otoczona. Obrosła od tego czasu w legendy pisane troszkę na kolanie jak choćby lubuskie „Złote dzidy Bolesława” imć Janusza Koniusza.

Wychodzę z chatki, kłaniam się. Argonauta, sąsiad Matki mojej i Ojca mojego idzie tylko po „swoim” chodniku. Nie może wejść na chodnik Matki mojej i Ojca mojego ponieważ dostąpi działania sympatycznego. Stopy, mimo oddzielenia od ziemi obuwiem, nabiorą nieprzyjemnego dla całego organizmu braku poczucia własności. Kontakt wzrokowy jest utrudniony przez zawiłe, być może z natury, spazmatyczne wyładowania elektryczne w oczodołach. To może być działanie nekrofilnej wody. Kiedy brakuje w kranie pierwsze co Argonauta czyni , jest zaopatrzenie. A woda jest na pobliskim cmentarzu, w tamtejszym kranie. Nie zaszkodzi zupy na niej nagotować, herbatkę zaparzyć. Alkohol popić również, spożywany systematycznie w środy i w soboty. Czasem w niedzielę. W wachlarzu czynności magicznych mamy cały szereg ekspresji resentymentów. Na przykład ‚ołtarzyki’. Robi się je z kilku zużytych podpasek znalezionych w śmietniku. Niechęć i jednocześnie tęsknota do waginy? Oraz z puszek po piwie w ilości dwie najczęściej. Pojawia się też świeca czasami. Nadpalona. Ołtarzyk formowany jest sympatycznie na chodniku podwórza Matki mojej i Ojca mojego. Podpaski natomiast chaotycznie rozrzuca się tu i ówdzie tworząc skomplikowaną mozaikę złośliwości. Czasami wlewa się w ziemię naftę by plonów sąsiad zebrać nie mógł bo i po co? Ale za to się nawozi. Coś za coś. Sympatycznie odbierając pracę śmieciarzom i śmieciarce. Śmieci wywozi się na cmentarz, a najlepiej jeszcze dalej. A własny śmietnik zamknięty na kłódkę. Taką małą kłódeczkę. Jak wszystko.

Czy Argonauci chorują psychicznie? W liczbie mnogiej wypytuję, bo to zestaw czynności magicznych jak się okazuje dość osobliwy, ale popularny w Trobriandii. Ten autyzm , nie tyle społeczny co świato-zewnętrzny w ogóle. Te chmury złowieszcze, otarcia się o półki w Kauflandzie. Te wiecznie zajęte przystanki autobusowe kimkolwiek, czymkolwiek. I spadające liście z drzew które trzeba zbierać pojedynczo, dla zabicia czasu. Dla mordowania czasu. Dla nie pójścia na wybory powszechne.

Z podróży
kapkę Malinowski (a cyto, a pise, a taki głąb)

Zwykły wpis
IMG_1232
Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Golgota wariatów

Śmierdzi dłoń od podniesionego pensa w rynsztoku przy świętego Pawła. I gniją wargi już niezdolne do pocałunków. Gniją na mocy anonimowej słabości do niedopałków, słabości do przyjemności. Przyjemność za pieniądze, cudze. Kurwienie, zawsze kurwienie. Nie mam prawa do pasji a jednak kilka nocy wcześniej byłem tam, na Golgocie umysłowo chorych. Nawet nie miałem krzyża. Wystarczyło gnijące ciało i spękane. Krwawiące. Rzucali kamieniami i w pewnym momencie pękło mi serce. Z piersi wylała się ogromna ilość białych robaków, jak z rozkładającego się ciała. To były moje atomy, tylko moje; metamatematyczne formikacje. 

Zwykły wpis
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Bóg prostaków


Wydaje się, że to wielkie zadanie jakie stanęło przed współczesnym chrześcijańskim kapłanem dobiega końca. Zadanie uśpienia ciekawości owieczek pytających o sens objawienia. Więc spory Jaspersa z Bultmannem dla już dobrze zadomowionych w Gaju Akademosa teologów. Nareszcie bóg posłuszny się staje, szczególnie prostakom.

Amen

Jan Paweł II

Zwykły wpis
Globus Londynu
obyczaje, Publikacje, sport

Koncert Życzeń z Dorotą

Helena Kaut-Howson w roli reżysera przed rozpoczęciem spektaklu „Między nami dobrze jest” usprawiedliwia jego formę. Reprezentując Scenę Poetycką POSK-u* wspólnie z Polish Artist in London zapowiada próbę czytaną która włącznie z nietypowym jam session-owym charakterem sali Jazz Cafe POSK sprzyja interakcji z publicznością. Wydarzenie dwuczęściowe z przewidzianą dyskusją. Widownia wypełnia salę po brzegi zapowiadając emocje każdego pokolenia; są tutaj wszyscy, od polonijnej powojennej historii Londynu po młodą dorabiającą „emigrację”.

Kaut-Howson przywołuje myśl wypowiedzią kierowaną do publiczności „nie bójmy się Masłowskiej” z Wejherowa do Hammersmith, około tysiąc mil. Odległość staje się istotna w dyskusji po spektaklu okraszonym salwami śmiechu przemieszanymi z grobową ciszą przez pytanie, co ze sobą przywieźliśmy.

Miałem obawy wychodząc z domu. Z tym całym bagażem pretensji, że flirtuję ze skłonnością Doroty do tandety, że rzeka mainstreamu zahaczyła o mój kubraczek i przez nieuwagę dałem się ponieść. Że w końcu legitymizuję jakąś bezsensowną chryję, ferment ponieważ POSK zaniechał jakiejkolwiek formy współpracy z Wielką Orkiestrą z powieszeniem plakatu finału włącznie. Poza tym w mieście, które nie jest w mocy usnąć choćby na chwilę, nie ma możliwości spotkania czegoś nie wartego komentarza. Tytułem przykładu odwiedziny październikowe jednego z ważniejszych architektów mapy PRL-u, Jerzego „Jurry” Zielińskiego w londyńskiej przestrzeni wystawienniczej galerii Luxembourg & Dayan, retrospektywa słusznie przypominanego przez Krakowski „Zderzak” „dekoratora”.

A jednak zatrzymałem się w Hammersmith. W jednym z wielu tutejszych miejsc zderzania się modeli tożsamości, kotła tylko powierzchownie nieodróżnialnych od siebie składników. Bo tutaj jest nasza polska „ściana płaczu” powstała po otwarciu granic europejskich, której nie da się traktować wyłącznie w kategoriach swobodnego przepływu kapitału. Jak na warunki panujące w zupie można traktować sztukę Masłowskiej jako dzieło już naznaczone czasem a jednak aktualne. „Dziennik Polski” na Wyspach Brytyjskich przygotowuje potencjalną publiczność przed spektaklem tytułem „Między nami dobrze nie jest” autorstwa Elżbiety Sobolewskiej, a w artykule czytamy „(…) Być może Masłowska po prostu nie chce być już instrumentem przepoczwarzania umysłu Polaków i rugowania z ich duszy bogoojczyźnianych sentymentów. Może doszła do wniosku, że Polak pozostanie sobą tylko wówczas, gdy przestanie się wstydzić bagażu wojen, ran niezabliźnionych, Boga i jego Matki Madonny. Bo jeśli nie przestanie i wstydem swym się naje to wówczas dopiero stanie się hermafrodytą, który rzeczywiście nie wie, kim jest, a może go w ogóle nie ma.” Zaczynam się czuć nieswojo, jak nadęty balon który „miał obawy wychodząc z domu”, generalizator uprawniony do produkcji treści uogólnionych. No bo przecież wiadomo, że hermafrodyta pozostaje w rodzaju męskim a Masłowska nie ma zamiaru skręcać w żadną stronę, szczera w „niezawinionym nihilizmie” jak być może wynika z ostatniego wywiadu dla „Polityki”**. Jedna z młodych aktorek pod koniec dyskusji po spektaklu jest atakowana głosem starszego pokolenia dobiegającym z publiczności za stwierdzenie, że „czuje się europejką”. Czas wymownie jak zwykle nie pozwala dokończyć dyskusji. Z paradoksami żadna miara nieuporządkowania układu raczej nie poradzi sobie tak jak lekkich obyczajów panna statystyka która powiada, że niemały procent polskich emigrantów zagłosuje na uszczelniającą granice Zjednoczonego Królestwa UK Independence Party ziarno od plew oddzielając.

Wiem, to nieprofesjonalne. W trakcie spektaklu wysączyłem podwójną Whiskey. Miesiąc później na prośbę publiczności „próbę” przeprowadzono raz jeszcze. Zostawiając nadzieję, że zostanie coś na później zamykam się i nie ma mnie dla nikogo ponieważ będę bardzo zajęty projektowaniem globusu Londynu. A wiadomo, że im globus większy, tym bardziej dokładny …

Globus Londynu

Globus Londynu ( „Polish Shop” – Polski sklep tymczasowo omijany z uwagi na tak zwane „podlizaczki”, czyli krechę w zeszycie.)

* POSK – Polish Social and Cultural Association (Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny) powstały w 1974 roku w dzielnicy Londynu Hammersmith
** Wywiad Jacka Żakowskiego z Dorotą Masłowską w tygodniku „Polityka”, nr 15/2014

Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 8 (2/2014)

Zwykły wpis
RATZ_04_2008
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Cosmism Porn

Część I

ratz_22_07_08

NB: Wierzysz w istnienie ‚uniwersalnej estetyki’?

Łukasz Ratz: Uniwersalność w przypadku 7 miliardów ludzi jest możliwa o tyle o ile jesteśmy jednym gatunkiem. Jakiś na przykład szympans bonobo ma uniwersalną etykę czy estetykę o ile preferuje pewne wybory, które preferują, podzielają z nim inne szympansy bonobo… Mniej lub bardziej świadomie. Pewnie mniej niż bardziej bo wtedy rzeczywiście używalibyśmy wszyscy określenia „Estetyka bonobo”, „Etyka bonobo” a takich określeń używam tylko ja na razie. Pewnie każdy gatunek ma swoją estetykę i etykę czyli swoje preferowane zachowania. Szympansy jeszcze nie zadają sobie pytań o uniwersalność swoich mentalnych uniesień ale walą się z pewnością po głowach z powodu jakichś samic, co może być jakąś rudymentarną formą uniwersalizmu…

Można sobie poczytać Semira Zeki i jego dochodzenia w tym zakresie. I coś na kształt uniwersalnych reakcji pewnie można z danych eksperymentalnych wyskrobać. Piękne, harmonijne, proste to odpowiednia reakcja określonych struktur mózgowych odpowiedzialnych za jakieś przyjemne odczucia, jakaś pewnie przednia część zakrętu obręczy i coś tam jeszcze… Nie wiem, nie znam się, nie jestem specjalistą, nie pamiętam… Z danych eksperymentalnych wynika, że preferujemy pewnie określone bodźce co jest uwarunkowane naszą ewolucją – środowisko o określonym wyglądzie, osobniki o określonych cechach – ze względu na utożsamianie pewnych cech z pewnymi korzyściami – zdrowiem czy bogactwem środowiska w jakieś zasoby, może świadczące na przykład o bezpieczeństwie, itd itp… Ramachandran opowiedziałby tu o hiperbodźcach i intensyfikowaniu tych naturalnie preferowanych bodźców, co ma być według niego tajemnicą tworzenia rzeczy pięknych…

Percepcja piękna prawdopodobnie bardziej nieświadomie się odbywa bo na płaszczyźnie deklaracji podejmiemy pewnie jakąś nową grę ukrywającą nasze prymitywne, proste, uwarunkowane zachowania… i to wszystko jest umaczane w nudnym sosie złożonych zależności genotyp – fenotyp… i pytań w rodzaju jak inni ludzie wpłynęli na moje zachowanie? jak strach przed odrzuceniem grupy wpłynie na wybór mojej „pięknej” fryzury? Jak te kosmiczne ilości informacji, memów wryły mi się w mózg i komu zawdzięczam to, że uległem pewnej mentalnej modzie?

Zeki próbuje przypisać też pewne znaczenie faktowi, że matematycy na pewne równania reagują tak jak na inne ładne, fajne rzeczy… Przypisywałbym to raczej wyuczonym reakcjom a nie jakiemuś głębszemu powiązaniu piękna i prawdy co Zeki wydaje się romantycznie sugerować chcąc jakby nadać głębsze znaczenie naszym prymitywnym przyjemnościowym reakcjom. W końcu szympansy rozpoznające gramatycznie poprawne słowa w języku angielskim, nagradzane przez nie sowicie przez eksperymentatorów też uznają je w końcu za co najmniej fajne🙂

Proste, harmonijne równania są zapewne łatwiejsze w obsłudze, bardziej intuicyjne, dopasowane do naszych zdolności poznawczych, pojemności pamięci krótkotrwałej, jest to pewnie również wynik długotrwałej praktyki gdzie proste, syntetyczne wyniki są nagradzane, przyjemne, chętniej używane itd… W każdym razie mam taką intuicję, może błędną, że im bardziej abstrakcyjny poziom, im bardziej coś jest odklejone od naturalnego, gatunkowego, powiedzmy, doświadczenia tym bardziej reakcje na te abstrakty są kwestią wyuczenia się, normatywnego przypisywania tym bytom jakichś wartości na zasadzie zapamiętywania a nie automatyzmu, organicznej spontaniczności… Ja widząc równanie matematyczne – niezależnie jakie – od razu mam migrenę🙂

Oczywiście, że widzę jeszcze inne uzasadnienia – po prostu może nie jesteśmy w stanie skutecznie konstruować z elementów, które nie wydają się dla nas naturalne, czyli z nie mających pokrewieństwa z obiektami otaczającymi nas w naszym naturalnym środowisku i dlatego lubimy symetrie, powtarzalności… Po prostu porządki, proporcje, jak złoty podział choćby, mogą być w nas jakoś ewolucyjnie wpisane, nasze reakcje na nie również, przez ten długi ewolucyjny czas dostosowywania się naszego systemu nerwowego do środowiska… Może lubimy równania na jakimś abstrakcyjnym poziomie przypominające nam te cechy…

Wracając do estetyki w kontekście sztuki bo o to pewnie głównie pytanie… Jak byłem na wykładzie Semira Zeki na wydziale biologii UW na konferencji Aspects of Neuroscience w zeszłym roku to Zeki mówił, że u specjalistów, ekspertów czyli artystów czy historyków sztuki te reakcje są inne niż u przeciętnego widza niespecjalisty… To znaczy przeciętny widz na obraz Francisa Bacona zareaguje raczej obrzydzeniem a nie entuzjazmem i z chęcią wybierze do powieszenia na ścianie jakiś pejzażyk Constable’a lub portret Goyi czy akt Rafaela…

Trudno uwierzyć w istotność tego uniwersalizmu, w jego jakieś głębsze znaczenie kiedy wiesz, że wielu z automatu powie, że Mona Liza jest pięknym obrazem…

Czy ten uniwersalizm ma jakąś szczególną wartość? Właśnie na wykładzie Zekiego nasunęła mi się myśl, że w nauce takie reakcje mogą być obciążeniem. Bo żeby dokonać odkrycia trzeba prawdopodobne dostrzec spójność struktury, zjawiska zupełnie nowego, zależności, która nie jest oczywista na pierwszy rzut oka. Jak coś takiego może być piękne? Jak dostrzec piękno na przykład w wielu wymiarach, których nie potrafimy sobie wyobrazić, których model możemy mieć tylko na papierze…? możemy cieszyć się pewnie z przejrzystej struktury, gramatyki, składni naszego opisu ale czy to jest to samo uniwersalne piękno, które postrzegam w oczach mojej partnerki? Możemy mieć wyrzut dopaminy i czuć przyjemność bo mamy nową informację, mieć eureka moment ale w obliczu czegoś zupełnie nowego nie mamy w repertuarze reakcji, pewnie nic poza tym, nic automatycznego, genetycznie zaprogramowanego… Odkrywanie czy tworzenie to raczej nie atawistyczna aktywność…

Można by to jeszcze skomplikować i pytać o fenomenologię przeżycia estetycznego – dzielić to piękno na różne rodzaje ze względu na reakcje, stopnie aktywacji jakichś struktur mózgowych, stopień subiektywnej świadomości tej aktywacji itd ….

Także wierzę w uniwersalia gatunkowe, intersubiektywność przeżyć estetycznych, w jakimś tam nieeksperckim zakresie, ale nie są one dla mnie szczególnie ciekawe. Relatywizowanie jest bardziej zabawne🙂

11_ratz_blog_5

Pokładasz nadzieję w „reprezentacjonizmie” (Tutaj więcej >>). Dla mnie nie jest czytelny cel. Abstrahując od tego, czy jest wykonalny komputacyjny mind-reading możliwe, że chcesz stworzyć wyidealizowaną, lepszą wersję samego siebie?

Reprezentacjonizm to tylko zabawa z nowymi możliwościami, które się pojawiają. W ogóle wszelkie transhumanistyczne science wizje, które stają się coraz mniej fiction są tym z czym wiążę nadzieje. Cel reprezentacjonizmu to kultywowanie indywidualizmu, który widzę jako cenny dlatego, że wydaje mi się, że to inność postrzegania, sposobu budowania modeli, kształtowania reprezentacji jest twórcza kulturowo. Inność to kreatywność. Jeśli postrzegasz problem inaczej niż inni może się okazać, ze twój sposób przedstawienia problemu jest albo bardziej prawdziwy albo wygodniejszy albo z jeszcze innego powodu rozrywkowy… Reprezentacjonizm to podkreślenie wartości indywidualnego sposobu przetwarzania informacji… Powoli pojawiają się technologie umożliwiające bardziej precyzyjne odsłanianie tej cennej indywidualności… Więc mogą pojawić się praktyki doskonalenia różnicowania tych reprezentacji, praktykowanie myślenia zupełnie inaczej od innych… Czyli możemy mieć jeszcze więcej zabawy w sztuce niż do tej pory:)

Dla mnie celem sztuki jest całkowicie nieskrępowana zabawa uelastyczniająca wyobraźnię. Sport dla wyobraźni – jakiś dziki parkour po własnej głowie… Sport czy zabawa nie są stratą czasu – to jakaś inwestycja w potencjalność…

Jeśli okaże się, że możemy stworzyć tak doskonałe technologie mind-readingu, interfejsy człowiek komputer, które z wysoką rozdzielczością przestrzenną, czasową umożliwią nam oglądanie bezpośrednio aktywności mózgu w czasie rzeczywistym to owszem przede wszystkim da nam to możliwość kopiowania nas samych. Tworzenie bardzo precyzyjnych kopii reprezentacji – które są na tym fizycznym poziomie elektryczną, chemiczną aktywnością mózgu, funkcjonalnymi pętlami, falami aktywności populacji neuronów, które odpalają się w specyficznej częstotliwości – pozwoli zapewne stworzyć matematyczne modele, precyzyjne tego opisy, pozwoli odtworzyć algorytmy, heurystyki, strategie, logiki jakimi indywidualnie się posługujemy świadomie i nieświadomie, …

Oczywiście to wszystko jest diablo skomplikowane bo w końcu wiadomo, że trudno nam zrekonstruować nawet to, co się dzieje w systemie nerwowym muszki owocowej czy c.elegans a to w końcu zaledwie sto tysięcy neuronów… Ale załóżmy, że możemy to zrobić jeszcze lepiej niż teraz, jeszcze lepiej od tego jak to entuzjastycznie opisuje w „Przyszłości umysłu” Kaku… Załóżmy, że mamy kopie pojedynczych reprezentacji, na przykład wyobrażone obiekty przestrzenne; załóżmy, że mamy kopie sposobów kształtowania tych reprezentacji… Możemy mieć kopie sposobów tworzenia na podstawie zupełnie nowych informacji, sposobów rozwiązywania problemów itd, itp…

To byłaby możliwość niezwykle ekscytująca ale nie chodzi o to żeby się zatrzymywać na kopii skoro możemy sobie wyobrazić, że możemy je wtedy doskonalić, mutować, genetycznie kombinować z innymi, selekcjonować ze względu na różnorodne praktyczne czy estetyczne potrzeby zasilając na przykład jakieś wirtualne światy, w których w rozpasany sposób byśmy mogli sobie nieskończenie hasać, czy grać w jakiś przebogate wizualnie gry… Po co zatrzymywać się na kopii siebie? Po co się tak ograniczać ?🙂

Estetyczne możliwości nie są dla mnie najciekawsze. Najbardziej pasjonujące jest to, że możemy wybić się poza nasze mózgi w takich wizjach i wyobrazić sobie tworzenie systemów A.I. potencjalnie lepszych od nas. Na razie niedorozwinięte, mało sprytne A.I. których projekty się tworzy, bazują na tym, co możemy zaobserwować, czyli ubogich kopiach-modelach, inżynierii wstecznej… Także stworzenie kopii samego siebie to jedno – mogę sobie w wyobraźni rekompensować brak dzieci🙂 Jednak ciekawsza jest możliwość stworzenia czegoś bardziej kreatywnego od nas.

Więc reprezentacjonizm można postrzegać jako pojęcie z całego repertuaru dziwnych pojęć, które rodzić się teraz będą jak piana w tej posthumanistycznej wolnomyślicielskiej fali… Pojęcie, które wskazuje na specyficzną możliwość na polu, przede wszystkim sztuki, która moim zdaniem ma więcej przestrzeni na wolność, bo nie jest tak ściśle powiązana z praktycznymi celami. Cosmism porn😀

20_ratz_blog_5

Łukasz Ratz http://lukeratz.com

C.D.N.

Zwykły wpis