Tadam Tadam

Krzysztof Niewrzęda

 

tadam tadam

raz
dwa
trzy
cztery
maszerują oficery

a za nimi kurdupelki
które tworzą sztafaż wielki

i się łaszą i jednoczą
i na rozkaz i ochoczo

i się z sobą wciąż bratają
i spijają łzy mazgajom

i czekając na zbawienie
podcinają swe korzenie

decydując o potrzebie
która w kosmos ich wyjebie

czas
drga
czczy
w rytm kariery
histerycznej ekosfery


wystąpił Aleksander Ziomek

czytał Krzysztof Niewrzęda

montaż – Jakub Bińkowski

http://u-bik.co.uk/

http://oferta.u-bik.pl/

obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Lustro

Lustro, zwierciadło – gładka powierzchnia odbijająca światło, dzięki czemu powstaje obraz odbity przedmiotów znajdujących się przed lustrem. Także narzędzie dysponujące taką powierzchnią i służące odbijaniu obrazu.
Lustro jest najprostszym rodzajem zwierciadła optycznego. Jego powierzchnia jest prawie zawsze płaska, a głównym przeznaczeniem jest przeglądanie się w nim kobiety, która kilka dni temu oświadczyła, że już ciebie nie kocha. Lekko oszołomiony komentujesz pozytywnie przygotowania do nocnej eskapady przeglądającej się kobiety. Cukrujesz, że ładnie wygląda siedząc na kanapie w szarym sweterku żałosna dupo wołowa. Następnie, po charakterystycznym „stukaniu” szpilek, następuje zatrzaśnięcie zamka w drzwiach – to sygnał, że możesz teraz pić alkohol sam ze sobą roniąc przy tym łzy. To jest lustro – powierzchnia odbijająca, dzięki czemu powstaje obraz odbity przedmiotów znajdujących się przed lustrem.

Zwykły wpis

duch czasów

kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Takie czasy. Co robić?

Obrazek
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Byli wspaniałą rodziną

Poukładani, pewni siebie, wyważeni. Bez nałogów. Dzieci w drodze do Cambridge. Życiorysy w zdrowiu rażąco białe co najmniej jedno pokolenie wstecz, bez obciążenia alkoholizmem, DDA. Żadnych zaburzeń osobowości, psychoz tym bardziej. No czasem katar sienny. Naturalnie bezpieczni finansowo, spełnieni zawodowo. Agnostycy, przynajmniej tak siebie określali. Stres ograniczony do przeżywania perypetii postaci „Domu nad rozlewiskiem” u niej, u niego „Rodzinki.pl”.
Wakacje na wschodnim wybrzeżu Hiszpanii. Wtłoczeni ze szczęścia w leżanki na plaży, lekko zawiani Tinto de Verano, w endorfinowym błogostanie. Spokojnie, Cicho, bezboleśnie umarli z nudów jednocześnie.

Zwykły wpis
Nequent expleri corda tuendo
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Sanatorium potrzebne od zaraz …

Aliści odziać w szaty, wzuć człapy, wszystko na szaro co by poczytanym nie być za potrąconego, to primo. Secundo konforemnie myśli czesać, podług miary sąsiada i sąsiadki, sąsiada sąsiadki, tej wiadomo co ma kurze łapki, a tamtego co ciska pieprzem w wieprze, daj dalej od Buga do Odry. I tak tertio, w łożu umoszczony, myślę sobie – o kurwości, jak tutaj jest nudno.

Lecz wyjście jest jedno z tego impasu – aliści szarym pieprzem od Buga do Odry wieprz.

#sanatoriumpotrzebneodzaraz

Zwykły wpis
coaching
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Coach Einsteinów przyszłości

Marzę o tym, by zostać coachem Einsteinów przyszłości. Centralnie tak bym gadał niemal unosząc się nad ziemią wybałuszając oczęta:

Albercik. Albercik posłuchaj teraz o co chodzi. Zasadniczo małymi kroczkami. Po każdym nagradzaj, na przykład snickersem. Jutro rano po basenie siadasz do biurka i lecisz tak – od przekształceń ortogonalnych w układach kartezjańskich abstrahuj przez wektory do tensorów. Nie jaraj się za bardzo niezmiennikami, tensorami rzędu 0. Trust me, pojutrze zajarzysz, że równania Maxwella-Lorentza nie są kowariantne względem transformacji Galileusza. Czaisz?

Zwykły wpis
erotyk Noil Branc
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Erotyk

OPOWIADANIE EROTYCZNE

***

fragment

(…)

Siedziała naga na krześle, odwrócona, z dłońmi przywiązanymi do oparcia. Oczy zamknięte, pod czarną opaską, oczekujące obrazów z opowiadania które przyniesie kochanek. Uwielbiała słuchać, dotyk wydawał się być zbędny. Oczekiwała tak, zapraszając wonią niepowtarzalną, otwarty kwiat od samych przygotowań. Wiedziała że jest w pokoju, że po jej szyi i ramionach lekko przebiegnie wargami i koniuszkami palców. On zwlekał, zawsze w tym upojnym uzależnieniu, z trudem wypowiadał słowa odrętwiałym językiem w nadmiarowym oddechu. Do ucha. Lekko muskając. Mówił – będę teraz niegrzeczna próbował definiować.  Prawdy kochanie której się nie da, ale najpierw musisz być spełniona, moja słodka. Och tak, szepcze ona, proszę, już będę grzeczna. I w drugie uszko wpada pocałunek i słowa,  dla dowolnej klasy formuł arytmetycznych ukochana K zawierającej 1 oraz domkniętej na konstrukcję pierwszego rzędu, w tym na negację, nie istnieje formuła 3 z jedną zmienną wolną x taka, że dla dowolnego zdania 4 zachodzi 5. Ale zanim udowodnię, pojęcie spełniania moja słodka a ona, zniecierpliwiona niemal krzyczy – lemat przekątniowy, błagam!

(…)

***

Ciąg dalszy na życzenie czytelników.

Zwykły wpis
obyczaje

Generatory lumpen-inteligencji

Rozmowa z logikiem i filozofem Wojciechem Krysztofiakiem

autorem prac naukowych w czasopismach Listy Filadelfijskiej: „Synthese”, „Husserl Studies”, „Axiomathes”, „Semiotica”, „Filozofia Nauki”, „History and Philosophy of Logic”, „Foundations of Science”; uczestnika Seminarium filozoficznego w Paryżu, z okazji wstąpienia POLSKI do Unii Europejskiej; stypendysty: The Norwegian Research Council for Science and the Humanities, The Soros Foundation-Open Society Institute, od 2014 członka Honorary Associates Rationalist International.

***

NB: Zaryzykuję stwierdzenie, że nie tyle sympatyzowanie z głoszonymi przez Ciebie poglądami co nawet dyskusja wymaga nie małej odwagi cywilnej. To może oznaczać wyrok skazujący na banicję w przestrzeni publicznej w której przyszło funkcjonować tobie i twojemu rozmówcy. Wyrok przynajmniej tymczasowy. Zapędzam się za daleko?

WK: Procesy banicji z przestrzeni publicznej mają miejsce jedynie w krajach totalitarnych, czyli takich w których pozycje generowania dyskursu są monitorowane przez kapłanów (w sensie Leszka Nowaka) – właścicieli środków indoktrynacji. Doświadczam jedynie częściowej banicji, mającej charakter ideologiczny. Zdarza mi się często, że jestem wykluczany z grup Facebooka tylko dlatego, że wyrażam odmienne poglądy niż dominujące w danej grupie. Zdarza mi się to zarówno w grupach lewicowych jak i prawicowych – ale tylko takich, których celem nie jest walka o racje, lecz zniszczenie adwersarza. W swojej prywatnej przestrzeni toczę ciekawe polemiki zarówno z intelektualistami lewicowymi jak i prawicowymi – nie skaczemy sobie do gardeł.

W społeczeństwach o dominującej mentalności plemiennej, a takim jest społeczeństwo polskie,  uczestnicy dyskursu publicznego w swojej aktywności są nastawieni na konserwowanie swoich wizji świata społecznego. W związku z tym każdy kto wkracza w ten dyskurs z propozycją modyfikacji takich zastanych wizji jest a priori wykluczany. Jest „onym” w sensie Torańskiej. Skąd to się bierze? Myślę, że  jest to efektem zaprogramowanych praktyk indoktrynacji.

Na szczęście w naszej przestrzeni publicznej funkcjonują mechanizmy tworzenia sobie własnych pozycji eksponowania prefabrykowanych wizji życia publicznego. Można więc bronić się przed praktykami „banowania społecznego”. Nie narzekam, moje blogi są dosyć poczytne. W ciągu trzech lat doczekały się łącznie miliona odsłon. Przy czym piszę trudnym językiem; moim odbiorcą ma być czytelnik o wyrafinowanych gustach intelektualnych. Okazuje się, że tacy czytelnicy w przestrzeni publicznej, organizowanej procesami komunikowania się w języku polskim, chętnie słuchają tego, co mam do powiedzenia.

Nie sadzę, że trzeba mieć jakąś odwagę, żeby konstruować nowe punkty widzenia na rzeczywistość społeczną. Raczej, trzeba być kreatywnym. Większość ludzi niezbyt wiele mówi, gdyż najzwyczajniej nie mają nic ciekawego i nowego do powiedzenia.

Oczywiście, spotkałem się z praktykami banowania mnie w przestrzeni instytucjonalnej; spotykam się również często z praktykami doceniania tego, co robię w tej przestrzeni (moje badania naukowe nawet zostały trzy lata temu docenione przez Narodowe Centrum Nauki, instytucje rządowa, kwotą prawie 80 tysięcy złotych; jestem czasami zapraszany przez redakcje wiodących polskich czasopism humanistycznych do recenzowania nadsyłanych tekstów; NCN również kilka razy poprosił mnie o ocenę projektu konkursowego; niektóre z moich prac filozoficznych są cytowane przez badaczy zarówno zachodnich jak i polskich).

Mówiąc wprost – nadzwyczaj trudno mnie skutecznie „zbanować”. Jeszcze się taki nie znalazł na tym padole 🙂

To pocieszające. A więc można powiedzieć uogólniając, że brak odwagi o którym mówiłem można zrzucić na karb wybrakowanej kompetencji, uwikłanej mniej lub bardziej w mentalność plemienną. Jakby nie było twoja pozycja jest uprzywilejowana, stać ciebie na to, by bronić takiej przestrzeni. Tytułem przykładu, merytorycznie polemizujesz z feminizmem jednocześnie głośno protestując przeciwko próbom „banowania” przedstawicielek tej przestrzeni dyskursu, tak było w przypadku awantury narosłej wokół osoby Ingi Iwasiów.

Idąc dalej czy uważasz, że są zagrożone zabezpieczenia wypracowane w demokracji nazwijmy to – społecznej przestrzeni gry w której można swobodnie dokonywać zderzania i falsyfikacji różnych projektów? Pisałeś ostatnio (Weronika Rosati wygrywa z Andrzejem Żuławskim. Polskie sądy przekraczają uprawnienia) o ustanowieniu precedensu przez sąd w dyskursie fikcjonalnym, a więc na reżysera Andrzeja Żóławskiego jest nałożona kara grzywny. Otwiera się furtka penalizacji aktów mowy cytujących wypowiedzi innych osób. Wybiegam sarkastycznie – zatem zdroworozsądkowo można sobie pozwolić na dopuszczenie teoretycznej możliwości osadzania w przyszłości, przy pomyślnych wiatrach dla zainteresowanych, takich znakomitych pisarzy jak Inga Iwasiów, Krzysztof  Niewrzęda czy Tomasz Sobieraj.

Użyłbym lepszego przykładu, atakuję dosyć ostro socjalizm (jestem anty-socjalistą), ale nie wyobrażam sobie przestrzeni publicznej bez zrewoltowanej, anarchizującej lewicy. Przykład z feminizmem jest dosyć niefortunny.

Z Ingą Iwasiów zgadzamy się w wielu sprawach, co pokazała nasza debata w Szczecinie w 2014 roku. Przeciwstawiam się imperialnemu, antydżenderowemu feminizmowi. Jest to taka wersja feminizmu, która akcentuje tzw. naturalne, wrodzone różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną.  Rdzeniem tego feminizmu jest natywizm płciowy. Wiele lat temu za czymś takim opowiadała się Magdalena Środa, twierdząc podczas jednego z wykładów w Szczecinie, iż kobiety charakteryzują się osobliwą logiką myślenia. Jeśli do tego stanowiska doda się normę, iż z racji historycznych kobietom należy się więcej praw, to wówczas otrzymujemy konsekwencję posiadającą kształt totalitarnego schematu: pewne naturalne atrybuty „są równiejsze”; w tym wypadku – kobiece (np. logika kobieca).

Wolność przestrzeni publicznej jest zawsze zagrożona. Moim zdaniem, warunkiem tego, co odczuwamy jako wolność debaty, jest wolność umysłu, którą rozumiem jako kompetencję hermeneutyczną, czyli zdolność do kreacji światów możliwych (miedzy innymi fikcjonalnych), ich przekształcania, modyfikowania i wiązania w rozmaite struktury interpretacyjne. Sparafrazowałbym kategorie Herberta Marcusego – wolność umysłu to jego wielowymiarowość interpretacyjna pozwalająca spojrzeć na to, co jest rdzeniem naszego doświadczenia, w różnych perspektywach pojęciowych.  W swojej filozofii nazywam to kompetencja światotwórczą. Im więcej jej mamy, tym bardziej jesteśmy wolni.

Zagrożeniem wolności debaty publicznej jest przede wszystkim prostactwo intelektualne (czyli jednowymiarowość naszych umysłów). Ona jest generowana przez system edukacyjny i programy nauczania. W Polsce w głównej mierze rozprzestrzenianie się tej jednowymiarowości dokonuje się w „wyższych szkołach ściemniania” generujących nową grupę społeczną, mianowicie – lumpen-inteligencję. Zagrożeniem dla wolności debaty jest lumpen-inteligent, a nie sąd. Sąd ukarał Żuławskiego, nie z powodów systemowych, lecz z powodu prostactwa, jednowymiarowości, ignorancji (jednym słowem: klapek na oczach) sędziego.

Jeśli nie zmienimy systemu edukacji, który będzie promował elity intelektualne kraju, czyli grupę rywalizujących i konkurujących ze sobą producentów możliwych światów, wówczas sytuacja, w której Inga Iwasiów znajdzie się w więzieniu, będzie całkiem prawdopodobna.

Wysoka kompetencja hermeneutyczna wyklucza skłonność penalizowania aktów mowy. W Kantowskiej filozofii społecznej można znaleźć taki koncept, zgodnie z którym istotą wolności politycznej jest prawo do interpelacji władzy, czyli wzywania jej do generowania szerokiego wachlarza aktów illokucyjnych (tłumaczenia się, informowania, przepraszania, obiecywania, przysięgania, zarzekania się, itd.).  Jedynie umysł ideologiczny (a więc o niskiej kompetencji hermeneutycznej) ma skłonność do banowania innych, czyli przede wszystkim zamykania im ust, czyli wyrażania określonych illokucji.

Odchodząc nieco od pytania, jednym ze składników kompetencji hermeneutycznej jest nasza zdolność do generowania rozmaitych typów aktów illokucyjnych. Deficyty w tym zakresie definiują zjawisko autyzmu społecznego. Zatem, możliwość osadzenia Ingi Iwasiów w więzieniu może zrealizować się w społeczeństwie autystycznym.

Polska jest poważnie zagrożona autyzmem społecznym. Przejawia się on w niskich wartościach wskaźnika zaufania społecznego. Ludzie nie ufają sobie, gdyż nie umieją identyfikować mocy illokucyjnych aktów mowy składających się na procesy komunikowania się w przestrzeni publicznej.

Perspektywa dość pesymistyczna, tym bardziej po niedawno przeprowadzonym przez CBOS badaniu zaufania społecznego w którym Paweł Kukiz uzyskuje wynik na poziomie 58%.

A więc kryzys nie tylko uniwersytetu, ale już nauczania wczesnoszkolnego. Na przykład Jan Hartman będzie narzekać na wybrakowanie elit które były nośnikami jeszcze przedwojennych tradycji uniwersyteckich. Jaka jest twoim zdaniem realna możliwość reformowania systemu edukacji choćby w najbliższym dziesięcioleciu? Ruch Racjonalny?

Warunkiem przeprowadzenia reformy programów nauczania w szkołach jest wola polityczna. Sam system organizacyjny procesu edukacji jest dobry moim zdaniem. Jeśli jesienią wybory wygra Kukiz z Kaczyńskim tej woli nie będzie. Z punktu widzenia lobby katolickiego, obecny system dobrze funkcjonuje.

W każdym większym mieście (od 50 tys. mieszkańców w górę) mamy katolickie szkoły: podstawowe, gimnazja i średnie. Analizując wyniki na testach kompetencyjnych i na maturze  młodzieży uczącej się w tych szkołach, należy wysnuć wniosek: szkoły katolickie są dobre lub bardzo dobre. Przyszła elita społeczna jest poddawana formacyjnemu systemowi kształcenia; a reszta, czyli przysłowiowy „motłoch szkolny” niech uczęszcza do słabych szkół powszechnych. Taka struktura edukacji (czyli rozwarstwienie poziomu) w przyszłości pozwoli Kościołowi totalnie zniewolić sobie obywateli. Mówię o zniewoleniu w sensie obniżenia ich kompetencji hermeneutycznych. jednowymiarowy semantycznie podmiot jest łatwy do obróbki marketingowej. A kto go będzie obrabiał? Ten kto będzie miał władzę. A kto będzie miał władzę? Ten kto będzie miał wyższe kompetencje hermeneutyczne? A kto je będzie miał? Absolwent szkoły katolickiej.

Po co więc reformować system skoro on jest funkcjonalny względem Kościoła Katolickiego i jego produktu memetycznego?

***

„Prof. Wojciech Krysztofiak o wolności” dla Racjonalisty.tv :

http://racjonalista.tv/prof-wojciech-krysztofiak-mowi-o-wolnosci/

***

Wojciech Krysztofiak w serwisie newsowym Blasting News:
http://pl.blastingnews.com/staff/wojciech-krysztofiak/

blogi:

http://blogi.newsweek.pl/Autor/krysztofiak/

http://krysztofiak.blog.pl/

http://krysztofiak-wojciech.blogspot.co.uk/

Zwykły wpis
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

No to jedziemy …

Proszę sobie wyobrazić, że jechałem rowerem z górki i nagle uderzył mnie meteoryt w głowę! Mało tego, urwał mi się łańcuch poprawności politycznej i straciłem hamulce. W torbie wiozłem całkiem niezły projekt społeczeństwa otwartego Karla Poppera. I tak sobie będąc otwartym, wesół dalej jadąc snułem to i owo …

… że na przykład islam jest zacofany jakieś 600 lat na oko w stosunku do chrześcijaństwa (Zanussi). Widocznie z tego powodu z kwiatami w moją stronę biegła grupa faszystów par excellence zgrabnie nazywanych dzisiaj „narodowcami”. Niestety nadal za szybko jechałem i nie miałem hamulców więc kwiatów nie przyjąłem. Zdążyłem uniknąć przez tą zawrotną prędkość lecących w moją stronę kamieni ponieważ wykrzyczałem radośnie, że i owszem, zacofany, ale przy dodatkowym założeniu, że chrześcijaństwo z kolei o jakieś 600 zgoła w stosunku do Alfreda Tarskiego. Ichmościowie w sprzęt „pedalski” jakim jest choćby jeden rower uposażeni nie byli na szczęście. I coś tam też mamrotałem do nich, że przyjaciół mam wyznań różnych, muzułmanów, chrześcijan, no i ba, żydów też olaboga! Tak jednostkowo, zwyczajnie.

Tak na marginesie z tymi kamieniami – ongiś udało mi się dotrzeć jeszcze jako uczeń już nieistniejącego Katolickiego Liceum na pielgrzymkę do Częstochowy. Pociągiem. Już na miejscu dostałem kamieniem ponieważ nosiłem czapkę „leninówkę” i najwyraźniej spacerującemu nieopodal starszemu Panu się skojarzyło z identyfikacją komunistyczną. Mniejsza o to, w resentyment nie wpadłem tylko się upiłem z niedoszłym księdzem w Warsie w drodze powrotnej, ahoj! Mało tego, jak już wspominałem wcześniej o przyjaciołach, bodaj największym po dziś dzień ksiądz prefekt Katolickiego LO a ja tu tak bezczelnie nawet nie potrafię falsyfikować zdań religii ponieważ są nonsensowne. Można się szanować?

… coś tam jeszcze snułem o cenie wolności słowa którą, to głupie, udało mi się poznać praktycznie na przekór wielu komentatorom z buziami pełnymi frazesów, ale to na później. Jadę jeszcze. Nie wiem co tam na dole, mur jakiś chyba …

Zwykły wpis
serce i strzała
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Zakochałem się

Byłem pewien, że w dziadowskich okresach życia dla takich zjawisk miejsca brakuje naturalnie. Jakiś niedojrzałości objaw dla kogoś, kto o rodzinę się postarał. Nie poważne, nie przystoi.

A jednak zakochałem się.

Pamiętam objawy tego zaburzenia umysłowego z czasu nastoletniego. To ślęczenie przy oknie oczekując ukochanej*, żałosny stan ciała zalanego adrenaliną. Dysfunkcjonalny egoistyczny hipokryta oczekujący obiektu pożądania, kobiety w fazie ekonomicznie przed-roszczeniowej, pod płaszczykiem tanich wyobrażeń o wiecznym oddaniu, epatujący nieuświadomioną ewolucyjną potrzebą zaludniania świata Papkinami. Dzisiaj na szczęście młodość leczona skutecznie, objawowo. Czasu nie ma na malinowe chruśniaki zajęta PlayStation i innymi Facebookami.

Zakochałem się w gwieździe.

Motyle w brzuchu, świat kolorowy się zdaje, obsesyjnie myślę wciąż o Tobie. Co robisz teraz, Gwiazdo moja? Ściekają neutrony, mój kochany zdegenerowany gaz fermionowy. Serce pełne pionów i kaonów, mrugasz do mnie po 1012 Gaussa …

… Moja Kochana, Gwiazdo Neutronowa**.

* straszy brat wyśmiał, naówczas niewybaczalne!

** ściślej – Teorio Gwiazd Neutronowych

Zwykły wpis
"Party Time" Shaun Attwood, fot. Noil Branc - Soho Square, Londyn
obyczaje, Publikacje

Tysiąc książek

american_cockroach

Mała kawiarnia w centrum londyńskiego Soho. Shaun z pokaźnej teczki wypchanej po brzegi dokumentami wyciąga kartkę białego papieru i rysuje plan. To będzie następna książka odbiegająca tematycznie od poprzednich. Na kartce powstaje struktura powiązań której elementy już są lub będą rozdziałami. W pewnym momencie mam ochotę uszczypnąć się w nos, zrobić cokolwiek, co sprowadzi mnie na ziemię. Narasta wrażenie, że dryfujemy w jedną z modnych teorii spiskowych dotyczących globalnych powiązań finansowych. Shaun z godną sobie precyzją wyćwiczoną zapewne w czasach gdy był zarabiającym miliony dolarów maklerem giełdowym w Stanach Zjednoczonych ukazuje sposoby finansowania wojny. Z minuty na minutę czuję się coraz bardziej nieswojo, zawieszony w jakiejś przerażającej próżni. Pompaż środków finansowych między innymi za pomocą derywatów – instrumentów pochodnych od linii lotniczych przez przemysł zbrojeniowy aż do Afganistanu i innych punktów zapalnych. Powstaje pajęczyna powiązań sięgających jeszcze dwudziestolecia między wojennego. Nawiązujemy w dyskusji do sytuacji Polski dziejowo umieszczonej pomiędzy dwoma światami. Rozmówca zaczepiony w kulturze zachodniej pyta, czy wierzę w jakąś mądrość moich wschodnich sąsiadów która powstrzyma w przyszłości zdolność do naciśnięcia tego ostatniego, czerwonego guzika. Wdziera się milczenie. W półtora godzinnej dyskusji nie można sobie pozwolić na uproszczenia.american_cockroachW Anglii Shaun skutecznie odbudowuje zaufanie. Maksymalna kara dwustu lat więzienia zamieniona na sześć i pół roku na mocy umowy z prokuratorem którą odbywa w więzieniu hrabstwa Maricopa w Arizonie. Czytelnia wyposażona między innymi w takie atrakcje, jak wdzierające się we wszystkie otwory ciała karaluchy amerykańskie celowo hodowane przez personel. To okazuje się wystarczający czas by pochłonąć około tysiąca książek od klasyki filozofii starożytnej po powieść współczesną. Czas spotkania z bohaterami Dostojewskiego i Sołżenicyna, z etyką Kanta teoretyków historii nie wspominając. Czas wielkiej determinacji, zastanawiania się nad własnym postępowaniem, poszukiwanie sposobu istnienia byłego króla Ecstasy mającego pod sobą niemal stu dealerów zaopatrujących w MDMA roztańczonych w narkotycznym transie yappies techno sceny RAVE lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Persona non grata w Stanach Zjednoczonych w więzieniu walczył o prawo do elementarnej ludzkiej godności dla więźniów między innymi z kontrowersyjnym szeryfem Joe Arpaio. W tamtym czasie powstaje też słynny blog „Jon’s Jail Journal” – http://www.jonsjailjournal.blogspot.co.uk , pierwotnie anonimowy przeciek do świata zewnętrznego.american_cockroach

Znakomity mówca Shaun Attwood, dziś antynarkotykowy aktywista którego można spotkać na wykładach w szkołach średnich po powrocie do Anglii łatwym piórem pisze bestseller „Hard Time”, pierwszą cześć trylogii z „Party Time” i „Prison Time” oraz podręcznik motywacyjny „Lessons From a Drug Lord” w których odsłania szczegóły swojej drogi. Współpracuje między innymi z czasopismem „Not Shut Up” pod redakcją Marka Kazmierskiego skierowanym na twórczość literacką i artystyczną więźniów w Wielkiej Brytanii.american_cockroach

Struktura powiązań finansowych rozrysowana. Już na dwóch kartkach. Shaun skrzętnie chowa je do opasłej teczki delikatnie sugerując, że nie powinienem wejść w ich posiadanie. Idziemy na wykład z serii „Interesujące rozmowy” do kościoła św. Jakuba nieopodal Piccadilly Circus. Wstając od stolika wspomina, że w więzieniu był słabej miary agnostykiem. Wierzył w istnienie Boga w około jednym procencie, ale teraz jest inaczej …

Shaun Attwood, fot. Noil Branc - Londyn, Soho

Shaun Attwood, fot. Noil Branc – Londyn, Soho

Link do witryny Shauna – http://www.shaunattwood.com/

Historia Shauna w odcinku „Raving Arizona” serialu dokumentalnego  „Locked Up Abroad”

Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 10 (4/2014) październik/grudzień

Zwykły wpis
Judith Bernstein "Rising", fot. Melissa Budasz - Studio Voltaire London
obyczaje, Publikacje

Praprzyczyna rozmaitości

Oprócz spodziewanej widowni na wernisażu pojawia się rodzina, matka i ojciec z dwójką nastoletnich dzieci. Na twarzy chłopaka maluje się ledwo widoczny uśmiech, jakby wyćwiczony dobrą manierą gdy słyszy odpowiedź matki na pytanie młodszej siostry „co to jest mamo?”. „To są penisy” odpowiada mama.

Kobieta na świecie …

umiera co dwie minuty w trakcie ciąży lub porodu.*

Raz kolejny rzecz dzieje się w adoptowanej na przestrzeń wystawienniczą galerii Studio Voltaire kaplicy wiktoriańskiej w dzielnicy Londynu Clapham. Miejsce dawniej zajęte przez ołtarz zdobione jest płótnem zawierającym ekspresywne wyobrażenie przyczyny Wielkiego Wybuchu, rozszerzającego się Wszechświata malowane fluorescencyjną farbą – „Active Cunt”. Wagina, praprzyczyna rozmaitości, różnicowania w czasie i przestrzeni. Ścierania się przeciwieństw, wojny. Jest atakowana fallusami. Boczne ściany kaplicy zdobi seria sześciu płócien z rysowanymi węglem gwintowanymi wkręto – fallusami, wielkich rozmiarów penisami ukształtowanymi na wzór śrub których serię autorka Judith Bernstein, nowojorska malarka – aktywistka feministyczna, dawna członkini Guerilla Girls, reformującej przestrzeń sztuki lat 70-tych Art Workers’ Coalition czy Fight Censorship Group, kontynuuje od końca lat 60-tych.

Ogółem jedno procentowo partycypuje we własności ziemskiej.

Jakkolwiek rozumieć konserwatywny punkt widzenia, sposób interpretacji, można rościć pretensje o granice sztuki. Gdzie zaczyna się kicz, semantyczne niechlujstwo ufundowane po części przez postmodernistyczne próby opisu rzeczywistości niejako „szyte na miarę” pod emancypacyjną reformę społecznopolityczną niektórych odłamów feminizmu, czy w reszcie przestrzeń aktualna w jakiej pojawia się dzieło. W przypadku Bernstein która w latach 70-tych odważnie krytykuje skrajne nierówności płciowe, tytułem przykładu obstawianie stanowisk profesorskich wyłącznie przez mężczyzn na ówczesnych uniwersytetach amerykańskich, jej twórczość wydaje się być całkowicie usprawiedliwiona. Jak sama stwierdza po moim dość niezręcznym komentarzu w dyskusji, że ten rodzaj komunikatu ma wartość historyczną ripostuje, że to jest forma dowcipu, ujęcie żartobliwe ponieważ ułatwia to wejście w relację z krytykowanym sposobem myślenia. I co najważniejsze będąc przyzwyczajonym do znacznej zmiany w świecie Zachodnim zapominamy o tym, co jest jeszcze do zrobienia w ogólnoświatowej perspektywie.

39 tysięcy nieletnich dziewcząt wchodzi w stan narzeczeństwa każdego dnia.

W wernisażu Judith Bernstein uczestniczę za namową Beaty Kozłowskiej, artystki młodego pokolenia rezydującej aktualnie w Studio Voltaire. Zaszczycony obecnością w pracowni niejako odnajduję na nowo rzeczy znalezione. Kozłowska deklarująca zaczepienie w dyskursie feministycznym magazynuje znaleziska jako tworzywo nowych kreacji. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że wykopaliska uwikłane są w porządek geometryczny, już niejako w samym procesie ich pozyskiwania daje się we znaki nieokreślony „ukryty porządek”. To bryły geometryczne, przeważnie drewniane elementy zużytych mebli, przedmioty dotychczas użytkowe. Już sam sposób ich składowania jest naznaczony dającą się zauważyć regularnością.

Jedna na trzy jest wykorzystywana seksualnie lub bita w swoim życiu.

Artystka niejako odwraca readymades w akcie twórczym porównując go do dziecięcej intuicji. „Nie wiem co z tego wyjdzie” mówi wskazując szkice geometryczne na papierze, intuicje wyjęte ze świata platońskich idei. W dyskusji ujawnia się sprzeczność – to co było punktem zaczepienia, dekonstrukcja, stopniowo ulega wydaje się nieuświadomionej wcześniej potrzebie poszukiwania niezmienników, „matematyki”. Rzeźba quasi-architektoniczna zaczyna zdradzać rodowód modernistyczny a „szkice intuicyjne” które zapowiadają nowe dzieła są już niejako uwikłane w jakąś nazwijmy to „przestrzeń unormowaną” którą artystka chce badać formalnie.

875 milionów jest analfabetkami.

To co uległo pozornej fragmentacji w procesie poszukiwania tożsamości za pomocą języka postmodernizmu niejako prosi się o świadomą aktualizację …

Beata Kozłowska, Asking- somnambulism (homage to Plato)

Beata Kozłowska, Asking- somnambulism (homage to Plato)

* Statystyka Oxfamu

Tekst ukazał się w „eleWatorze” nr 9 (3/2014) lipiec/wrzesień

Zwykły wpis
kitsch, obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Gorączka

Dzisiaj kolejna eutanazja. Nie pamiętam która w tym tygodniu. Metro chcąc nie chcąc z dnia na dzień jeździ coraz szybciej na południe. To męczące. Tym bardziej, że prognozy pogody na kolejne tygodnie coraz bardziej tragiczne. Doba się podwoiła; to już 48 godzin i przybywa. Nie wysypiamy się drodzy sąsiedzi z wagonu Victoria line nr 11017; lekarze, prawnicy, filozofowie, poeci, młynarze, pomocnicy budowlani. Oprócz socjologów, tutaj ich nie ma. Przysięgałem Apollinowi lekarzowi i Asklepiosowi, i Hygei, i Panakei oraz wszystkim bogom jak też boginiom, biorąc ich za świadków że czyste i prawe zachowam życie swoje i sztukę swoją. I tobie Dionizosie w kieszeni 3 x 50ml szkockiej jedna opróżniona ponieważ jest 10:10am w dawnej dobie a ja ciągle mam szum w głowie po wczorajszym nawiedzeniu pańskim. Bo oto kolejną wizytę mam dzisiaj u chorego zadenuncjowanego przez wytrwałe służby porządkowe. Będę tam o 11:11am jak znam życie. Pary liczb. Zegar biologiczny jest bardzo precyzyjny więc łatwo o atrakcyjne dla paranoi wyobrażenia ksobne o ciężarze mistycznym, intencjonalne wejrzenie w absolut. 11017. 3 jedynki i siódemka.

Samobójca nie pamiętam który w tym tygodniu, może eutanazja, opóźnia pociąg o 6 minut. A może 12? Ponoć to źle wpływa na stan psychiczny maszynisty. I to podwojenie doby. Na pojutrze zapowiadali potrojenie.

Soho nieusypiającej Carnaby Street pukam do drzwi, numer tajemnica lekarska. Pacjent w wieku 50 lat, mężczyzna. Cierpi na znaczną otyłość. Chirurgiczne zmniejszenie żołądka nie pomogło. Jest nadczłowiekiem i gardzi moim chrześcijańskim miłosierdziem. W imię Ojca i Syna na klatce schodowej druga z trzech 50ml. Mijam sąsiadkę pacjenta, pamiętam ją z ostatniej wizyty. Polka. W jej domu prof. Białynicki Birula walczy o czas antenowy z Izabelą Trojanowską. Jej małżonek opóźnił pociąg Victoria line dzisiaj o 6 minut. Podałam jemu łyżeczkę materii neutronowej dzisiaj rano – mówi zmęczona. Pytam komu. Odpowiada – przybył na wadze niemiłosiernie, Boże jak można tak się zapuścić. Antychryst. Podawanie materii neutronowej jest nielegalne droga pani – chłodno uprzedziłem lecz ona ciągnęła dalej – Ubzdurał sobie, że wchłonie Proximę Centauri najprzód by potem sięgnąć Alfy. Napuszony idiota. Przemienienie Pańskie.

Zwykły wpis
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

No to robimy te demokracje

Lorneta (krowa) z meduzą, musztardówka i zwierciadło.

I. Kieliszek pierwszy

Polej Mości Dobrodzieju. Na pohybel dziadostwu, powiedział bajkopisarz do zwierciadła. Bo my jesteśmy klasa. Polityczna.

A ty po drugiej stronie jesteś spoko. No to siup!

 II. Kieliszek drugi

Cusik za sucho. A mnie proszę pana bardzo spieszno. Więc?

Nie nie, ja nie zakąszam. Nie zakanszam. Ty widzę też. No to siup w ten głupi dziób. Już dawno wódy w mordzie nie mielim Mości Dobrodzieju. Czas na relaks. Tak. Jak tu cicho i spokojnie. Zasadniczo przyznać muszę, i zapewne podzielisz moje skromne, że nawet muzyki nie trzeba po zewnętrznej. Bo my, Mości Dobrodzieju Sercozłoty muzykę mamy w głowie. A jakże! Nieważne. Czas na połajankę. Tak tak, siup! Eh …  niedobra. Niedobra taka.

III. Kieliszek trzeci

Eh. Polej.

Polewam.

Siup! Uff … rozgrzewa. A pamiętasz jak to było w tym hotelu? Oj wlało się. Delegacja udana. Głupi z rozpędu kupiłem melonową. Te kolorowe wynalazki, mało się towarzystwo nie potruło. Nieważne. Ważne, że się zrobili wszyscy jak należy. A później rano ten radny z SLD narzekał przy obiedzie, że żeśmy go nie wpuścili. No bo niby czemu? A ten , jak mu było? Prototyp Adasia co się rano przykrył na hotelowym korytarzu wykładziną. Zrobił się że nie ma to tamto. Jako członek z ramienia koordynator do spraw młodzieży miałem ja, proszę ja ciebie sporo do roboty. Młode, nieokrzesane, i kleiły się do ciebie. Jedna nawet w trakcie popijawy z pokoju hotelowego wylazła w pidżamie. Siedziałem przy stole a ona zaszła od tyłu, dłonie położyła mi na ramiona. Tulasek. Ale coś mnie powstrzymało. Wierny jestem. Mam tak. Nawet wóda nie pomogła. Uff … polej.

IV. Kieliszek czwarty

No to siup kurwancka! Uff … coraz lepszsza. Ambrozja. Uff …

O czym to ja mówiłem? No tak. I poszliśmy po odczytach o tej demokracji bujać się w nadmorskim kurorcie. Dyskoteka, tekanadyski. Gibamy się a później kręgle. Ty się nie, nie śmiej. Tak siię, się przekształcało Unię Wolności. Szkoda? Jesteś pasożytem. Tak nie wolno myśleć. Tak, wieczorem odwiedził nas Sebastian. Kurwancka parę lat później rozwalił się w Smoleńsku. Nie zapomnę tego. U koleż … ups, sorry. U koleżanki byłem wtedy. Jak w telewizorni pokazywali. Że rządu nie ma. Polej Mości Dobrodzieju.

V. Kieliszek piąty

Siup! No i ten. No. Jak siee samolot rozwalił, to wierzyć się nie chsiało. Bez senssu. A tam zaraz, duperele takie, wyrzuciki sumieniątka …

 VI. Szklaneczka pierwsza

Zasadniszo to byś … polał do szlaneszki. Pół, pół nalej. Prosze.

Siupp.

Ahoj!

A tego posła pamientaszsz? … Ale to było, so? Ha ha! Jak się mis, mizdrzył się na prawyborach. Proszę! Powiedział, za poły złapał mnie od gajera. Proszę, gdzie są autobusy? Ale to zły człowiech był. Nie , nie dotrzymywał słowa. Nihdy. No tu mu nie dałem autobusów. Głosowaś nie miał, nie miał hto i sie topimyy.

VII. Szklaneczka druga

Siuup … O Jesu … Pszepraszaam. Szumi może, morze szumi. Co tak szemie? To młeże szemie … idziemy? Nie. Niee. Nihźie nie iźiemy. Uff …

Co ja naro … narobiłem. A teho symbała pamiętasz? S młodzieszófhi. S młozieżófchi mówie … no ten z ludofsów. Że niby znalasł w posiągu hajet … hajet zz telefonamy teho , no … kurde … Rohity, Mariii. Ale mie rosbawił huwniarz. Fajac ze słomą f … iźiemy! Isiemy bo jusz suchaś sie nie da siebie … I że so?! Że nadzoni mu i powie mu jahi to on wielhi bo ma hajet?! Rosumiesz ho? Ho?

VIII. Szklaneczka trzecia

Uff … soś miałe.m mów.mówiśś …

Zwykły wpis
zamet niewrzeda
obyczaje, Publikacje

Zamęt

W poszukiwaniu większej całości zautomatyzowały się czynności. Kolejność po przebudzeniu: odpalanie laptopa, woda na kawę i, zanim się zagotuje, jako trzydziestoparolatek przebijam się przez drzwi wynajętego mieszkania jak przez jumacką bramkę, żeby pooddychać papierosem, zastanawiając się, czy te pieprzone wiatraki prądotwórcze mielą nie zawsze cwaną populację ptaków. Być może się dowiem po powrocie z podróży, po przejściu ponownym przez bramkę, zalaniu smolistego depresanta i zalogowaniu się do Facebooka na mój postmodernistyczny generator bredni, moje konto.  Jest też szansa, że dzisiaj spotkam kolegę w Realu, który wie, jak zgrzyta piasek plażowy między palcami, który nie dostosował się do wymogów „dającego” mu chleb powszedni zarobasa, ponieważ obnosił się na fejsie w profilowym z maską Fawkesa. Ten jednak spotkał się z Laurą, koleżanką z czatu. Udało się w realu.

Czy warto o tym płodzić niemal dwieście stron tekstu w atrakcyjnej kwadratowej papierowej formie? Nieskromnie cytując samego siebie, aktualizując treść wcześniejszych powieści, emigracyjnej czy syntetyzującej  jak „Second Life”? Jestem wdzięczny Niewrzędzie. Ucieszę się, jeśli będzie czytany przez znacznie młodszych ode mnie. Niewrzęda wprowadzając „zamęt”, z właściwą jemu ogromną humanistyczną wrażliwością w rzeczywistości daje możliwości wyboru, nie wymusza pesymistycznego zakończenia. Tak go czytam. Czyni to przez ironię, wikła groteskowe świato-obrazy codzienności. Swoją niebywałą kompetencją kulturową i językową umieszcza korporacyjnie zbędnego po fachu bohatera-socjologa w zdehumanizowanej rzeczywistości, który poszukując zaczepienia w niej staje się szczerym hochsztaplerem, znachorem człowieczeństwa. A jednak szczerym, niejasno przeczuwającym „o co w tym wszystkim chodzi”. Jednak „Zamęt” zaczynamy od słów Goethego „Nie wszędzie, gdzie jest woda, muszą być żaby; ale gdzie słychać żaby, tam jest woda”. Dla mojego nieco już stetryczałego umysłu intymne uzewnętrznienia bohatera i nieznajomej z czatu bywają męczące, ale tak to już jest z młodością, w kipieli poszukiwania. Odbiegając, wiecie, że rośliny mają system nerwowy? Że nasze ciała mogą ulec samozapłonowi i można się zająć nie podlewając się benzyną? Stanisław Lem wieszczył dawniej o latających robotach wywiadowczych wielkości komara, które mogą aplikować delikwentom chemikalia tudzież namierniki GPS i to się właśnie udało amerykanom? Że koper włoski stanie się własnością regulacji Unii Europejskiej? …


Nota recenzencka ukazała się w „sZAFie” nr 15/2013

Zwykły wpis
riots in hackney
obyczaje, Publikacje, sport

Artyści Ulicy w Teatrze Telewizji

W izolowanej przestrzeni Saatchi Gallery mijam owinięte wokół słupów samochody, niepogodzone ze swoją cielesnością manekiny wijące się w seksualnym tańcu i ucho Beethovena. Przedmioty nieme geometrycznie zmuszają mnie do odwiedzin ulubionego pomieszczenia. Wchodzę w zmienne wymiary sprawnego architekta, Richarda Wilsona. Przestrzeń w której mieszkam przestaje być oczywista. Zaniepokojony brakiem podłogi, kuszony do skoku przygotowaną rampą, zapominam na chwilę o nieoczekiwanym przedstawieniu na które wszyscy czekamy, akt pierwszy artystów ulicy. Dyskomfort wzmocniony zapachem oleju z pomieszczenia utrzyma się długo, w drodze powrotnej gdy będę mijał na Sloan Street pamięć kolonialną, angielskie i włoskie dzieła inżynierii motoryzacyjnej okraszone gdzieniegdzie ptasimi niespodziankami oraz pokojówki z Bond Street.

… wiedziony miłością kłaniam się przed krzyżem świętego Jerzego.

Na szczęście jestem uprawniony do osądu z pozycji chłodnego obserwatora. Wychowało mnie miasto usypiających trzynastu muz w którym autor „Eine kleine” może z najwyżej położonej restauracji ukazać przyjezdnym morze Bałtyckie. Konglomerat naleciałości dzięki któremu mogę wybierać sposoby istnienia potrzebne do solidnego zaczepienia w rzeczywistości nieudanego eksperymentu multikulturowego, „nieunikniona modalność widzialnego”.

… na twoje podobieństwo, ulepiony z gliny, wesz , upodli się jak Dedalus w Paryżu.

Dzisiaj teraz stanie się tutaj. Spotkam wieczorem polskich przyjaciół, przy kolacji oglądając wiadomości i podziwiać będziemy przedstawienie Teatru Telewizji. Natchniony pokojem Wilsona wielopoziomuję z konieczności. Od buntu przeciw XIX wiecznej poprawności podróży romantycznych artysta wybiera swój sposób postrzegania jako obiekt analizy i kpiny. Robi to świadomie, z uprzedzenia przed minionym. Powstaje kpina dadaistyczna, surrealizm , doświadczenia wojny z kubizmem , teatr Grotowskiego, Fluxus wreszcie zgnilizna Hirsta niemal zawsze w opozycji do ładunku emocjonalnego sztuki masowej.

… pijany Angus Barnett pamięta opowieści o dywizjonie 303. Opowieść w kołyszącym się autobusie. Udaję, że śpię. Uzurpacja.

Kolega, przy kolacji, z pasją komentuje widziane na ekranie telewizora płonące kamienice na Tottenhamie twierdząc, że „riots nie uradzili by kibicom Legii Warszawa”. Z szacunkiem do czasów „kwiatów nie mających mocy” ruszenie społeczne możliwe było na wielu poziomach aktywności, rzucano kamieniami w uniwersytet burząc dotychczasowy porządek wykładu. Napięcie i konsternacja, szyby wystawowe i kraty pękają pod naporem poprawności politycznej, płoną następne budynki, sklepikarze liczą straty – Croydon, Enfield, po kolei. Przed nami jawi się szokujący w pierwszej chwili spektakl samo-stwarzających się artystów ulicy, teatr finansowany publicznie. Aktorzy są pseudo anonimowi, podług umowy społecznej są systematycznie portretowani tak, by jutro w porannej gazecie można było ich podziwiać.

… chodnik przy Gloucester Place nieopodal świętego Cypriana, wyżłobione od łez piwnicznych prostytutek znaki.

Burmistrz mistrzowsko spóźnia się na przedstawienie stając się jednym z aktorów. Musi uprzątnąć scenę przed igrzyskami olimpijskimi. Ogród sztuk współczesnych przez swoją semantykę w klasycznym sensie nic nie znaczy, odziera sferę psychiczną z właściwych jej sposobów przeżywania. Zamiast udoskonalonych pejzaży zaglądamy bezczelnie w matematyczne wzory, modele opisowe, teorie koloru i dźwięku. Młody artysta ulicy staje po przeciwnej stronie, buntuje się przeciw treści i cenie dzieła sztuki współczesnej, zaczyna wygrywać statystycznie. Wreszcie sam staje się dziełem sztuki. Jako aktor nowego teatru nie musi martwić się o jakość pytań sztuk konkurencyjnych a ja jako drugi pomocniczy młody reżyser hipokryta, już zsekularyzowany i pretendujący do dojrzałego cynizmu, o jej koszta społeczne.

… to on legetai pollahos, kołysany wyciągam dwa pensy z kieszeni, tańczy moneta między palcami. Nieopodal bramy China Town, nie warto było fotografować tej sceny, pęka szyba w restauracji od miłosnego uścisku transwestytów.

Moja faktyczna partycypacja w życiu kulturalnym mieści się w granicach błędu statystycznego, modus operandi w świecie obiektów banalnych mierzone licznością pustych puszek po piwie np. browarów poznańskich w okolicznych parkach .

Cień „How it is” nadal się utrzymuje w Hali Turbin i na szczęście tam pozostanie, a tym bardziej rozmowy przy Finchley Road …

P.S.

Na łamach brytyjskiego „Dziennika Polskiego” jawi się zdanie „Jak tłumaczy kurator wystawy ważne jest, by w tym wielkim mieście nie zatracić siebie, bo bycie londyńczykiem to przede wszystkim przywilej bycia sobą. Nikt nie zwraca tu uwagi na kolor skóry, narodowość, pochodzenie, bo błądząc w labiryncie monarchii brytyjskiej wszyscy mamy takie same szanse.” opisujące wystawę zbiorową „Londoners” Zrzeszenia Polskich Artystów Plastyków w Wielkiej Brytanii (APA).

… ważne jest, by nie zatracić siebie obcując z tą wspaniałą, porażającą swoim malowniczym charakterem panną lekkich obyczajów. Bywa tak, że kocha się ją bezgranicznie. Bycie jej kochankiem to przywilej walki o siebie, nieskończony dialog z jej humorami, tym bardziej, że jest wybredna. Błądząca ladacznica w odmętach resentymentów postkolonialnych. Niemal każdy, bez względu na kolor skóry i uposażony w odpowiedni potencjał wytwórczy może nabyć pampersy w Union Jacka.

Noil Branc / Londyn


Tekst ukazał się na łamach „eleWatora” nr 1 (1/2012) lipiec/wrzesień

Zwykły wpis
Dekompozycja nr 2 - Noil Branc
obyczaje, Publikacje

Rozszczepianie

2.30pm

Mile End Station. Cel podróży – spektakl bazujący na tekstach Osieckiej „Wariatka jeszcze tańczy” w POSK-u na Hammersmith. Umówieni w osobliwym miejscu na rozmowę, dysponujemy zaledwie czterdziestoma minutami. Papieros, zanim wąż pochłonie. Margot* komentuje pozytywnie mój kapelusz, parasol identyfikacyjny. Kilka performatywów dyskursu.

… cisza. Biuro znajduje się pół kilometra od meczetu. Na zewnątrz komentatorów loża. Loża papierośników, Serbów, Polaków, Rumunów, cholera wie kogo jeszcze. Zawsze na straży. Raz w tygodniu przynajmniej gwardziści Elżbiety tędy gonią swoje rumaki, czasem w pełnym rynsztunku. Telewizyjny niegdyś niepokój 9/11 nabiera smaku, opium. Tego nikt nie komentuje, gdzieniegdzie flesz, biuro zamiera. Skandują żałobnie, ugrzecznieni kordonem policji jak pielgrzymi w palmową niedzielę, „Bush morderca!”, „Ustąp zbrodniarzu!”. Znikają powoli. Słońce zalewa ulicę jakby ponownie. Już można komentować, choć jakoś nikomu nie przychodzi nic do głowy …

2.35pm

Wikłanie aktorów do polskiego projektu teatralnego okazało się obarczone odmowami. Stanęło na angażu zasadnym Kantorowi. Planowany przez Margot spektakl z założenia ma wychodzić również do anglojęzycznego odbiorcy. Role przeplatane polskimi wtrętami, budowanie mostu porozumienia. Padło to niepokojące pytanie o wkładany wysiłek w ‚promowanie’ polskości jakkolwiek to rozumieć, przez sztukę, Podkarpacie, wino i śpiew. Czy faktycznie oferta np. egzotycznych Chilijczyków, których mijamy bezwiednie, jest dla nas atrakcyjna.

… agora Leicester Square, jak zawsze wypełniona po brzegi. Kobieta prosi o portretowanie jej z koleżanką , jak wycieczkowicze, lokalsi opici herbatą. Dziwaczne, biorą mnie po akcencie za Walijczyka. Strzelam. W tle zabawiają mimowie z otwartymi kuferkami, ewangelista głosi Słowo, obserwatorzy przy wejściu do National Gallery, jest też grupa zaczepnych odmieńców. Niektórzy w maskach Guya Fawkesa rozdają jakieś niezrozumiałe ulotki, „STOP ACTA” …

Broomfield_Park2.45pm

Naprzeciw kilku obojętnych anglików, my rozmawiamy po polsku. Jawi się kontrast na mocy konieczności. Na twarzy Margot widnieje przeciw – grymas, jakieś chwilowe oderwanie od podłogi. Wspomina przyjaciół, uczestników londyńskiej imprezy Wielkiej Orkiestry Owsiaka, ich ucieczkę od rozkapryszonych, niekontaktowych młodych pod wpływem alkoholu. Wywyższanie się jakiegoś gościa – jegomościa majtającego przed oczami współuczestnikom legitymacją rządową.

… odwiedziny, ukochana Ojczyzna. Poszukiwanie całości. „Co wytrzymane w długim wahaniu, tu zostaje w zarysie zatrzymane jako wyznacznik rozbudowy.”* Za krótko, by nazywać siebie emigrantem. Popijaliśmy gównianą szkocką przy irlandzkich dźwiękach, jakby na siłę, gdzieś w Szczecińskiej piwnicy. Miał w klapie maskę Fawkesa. Wszechobecny, wszechogarniający spokój …

2.50pm

Ciągiem skojarzeń brniemy w gloria victis i fundowanie historyczne resentymentów narodowych. Dlaczego nie jesteśmy zainteresowani współistnieniem? Skłonnością do przesady, powodowany emocjami, obciążam historię brakiem presji cesarstwa wycieńczonego Kartaginą. Trochę za daleko, któż to wie? Niewygodna teza, zapominamy. Pada nazwisko Tani Bruguery i partycypacji w projektach dla „bezdomnych” w pojęciu kubańskiej artystki. Większość wyjechała po godność, ale raczej bez względu na ład, prawy, lewy czy środkowy, popadną w niełaskę i niepamięć …

… „Anonymous” grzebali mu w laptopie, jego myśli są wykradane od jakiegoś czasu przez towarzyszy podróży codziennych na pokładzie czerwonego piętrowca. Gapie. Tego wieczoru przegiął popijając piwem ćwiartkę The Famous Grouse. Nie powinien. Tak jak by to była jakaś powinność. Truty systematycznie przez najbliższą wylewa agresję, roszczenia pompowanego, rozszczepionego ego. Przekonuje glinę o konieczności zbadania laptopa , ten jednak wygłasza kazanie do najbliższej, że w zasadzie „po co on tutaj przyjechał?” Noc w izolatce Central Middlesex Hospital. Gest spokoju gdzieś nad ranem, wręczono herbatę, angielską z mlekiem. Choć przyjaciel nie gustuje, tym razem podobno była smaczna …

przypisy:

* Margot Przymierska, reżyserka i aktorka teatralna, inicjatorka oraz dyrektor PAiL „Polish Artist in London”, interdyscyplinarnej organizacji non-profit promującej polskich artystów w UK.

** Martin Heidegger, Przyczynki do filozofii.


Tekst ukazał się na łamach „eleWatora” nr 3 (1/2013) styczeń/marzec

Zwykły wpis
Uncategorized

O odkrywaniu

Małgorzata Południak

Pisywałyśmy dla siebie historyjki, wstrzymując oddech,
tu i teraz, w przeszłości, ze smakiem cynamonu
z mlekiem. Pisałyśmy smutkiem, który wkrada się pod powieki
i nieodwołalnie ginie, kiedy zamykasz na głucho okna.

Bajki biorą się z życia, odklejam je od snów.
Zaprzeczasz, że o nich można pisać i mówić
do nieskończonego odtworzenia każdego szczegółu.

Deformujemy pory roku, usuwamy pióra z podjazdu,
przelewamy się wiernością, heroizmem. Krzyczysz z ogrodu,
że drzewo traci liście, jakby miało ich nie tracić.

Coś tam się czai, przyzywa gestami. Wypełnia uszy
i raz na jakiś czas pozostawia samą. Niczego nie czuję.
Umysł wciąga mnie w kolejną alegorię.

View original post

Zwykły wpis
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Z Londynu do Białegostoku Miłce Malzahn

Pisałem do Ciebie z telefonu bez polskich znaków. Alexander Graham Bell nie miał możliwości pisania z telefonu bez polskich znaków z Londynu do Białegostoku. Tracę pewność. Nie wiem czy ten utalentowany jegomość który był Szkotem bywał w Londynie i Białymstoku choć wydaje się jednak, że telefony w jego czasach były znacznie większych rozmiarów jak dzisiaj i być może istniała możliwość pisania z nich również bez polskich znaków.

Z Londynu do Białegostoku,

Jakub

Zwykły wpis
obyczaje, zdrowie i uroda

Rozwój Osobisty

W zasadzie to jestem dumny z tego, że się zwijam osobiście. Nie mam pojęcia jaka może być moja „strategia rozwoju”. „Strategia zwijania” jak najbardziej, jestem świadomy zbliżania się do futerału. Samoświadomy staram się być, unikać utraty świadomości towarzyszącej intoksykacji alkoholowej na przykład, utrzymywać się jak najdłużej w nastroju semantycznym przytomności, itd. Nie bardzo wiem też jak jest z kontrolą postępów i motywacji. Wydaje mi się, że ciałem odpowiednim do jej realizacji jest np. Urząd Skarbowy. Na marginesie przypomniała mi się sytuacja doskonale obrazująca wydaje się skutecznie rozwiniętego osobiście. Otóż Jegomość stał przede mną w kolejce do okienka w Urzędzie Skarbowym. Wysportowany, wysoki. Gdy przyszła jego kolej powiedział pani w okienku wręczając jednocześnie któryś z malowniczych formularzy „weź mi pani wysmaruj te bzdety i ch..j”. Asertywność najwyższej miary, świadomość celów. W zasadzie mógłby być moim coachem, osobistym trenerem. Postawa otwartości na zmiany? Nie wydaje mi się, żeby były tutaj problemy. Wszyscy moi znajomi mogą potwierdzić, że jestem apodyktyczny, epatuję skłonnością do pouczania innych i nie mam problemu z obsługiwaniem zmieniarki do telewizora. A zasoby? Lemoniady już się kończą. A tych w normalnym sklepie się nie dostanie…

Zwykły wpis
obyczaje, sport, zdrowie i uroda

… i wyją dalej.

O

tym się nie mówiło. „Babuszki” Przewodniczącego. Różowiały a czasem nawet tęgo śliwkowe tabu w Radzie Programowej mimo, że czytano w niej książki. A jednak dzisiaj były blade wyjątkowo, nieswojo. Spojrzał na mnie przed wejściem na salę przemówień. Z nadzieją w toni bladozielonych oczu. Miałem wrażenie, że mój dzień reportażowy coś przyniesie.

Otworzył drzwi i jął się wspinać na mównicę krokiem pewnym. Harmider sali nagle przerodził się w falowany, jednostajny aplauz. Uwielbiałem zawsze ten moment wielkiego wejścia i wielkiego aplauzu. Wielokrotnie robiłem wywiady z każdym członkiem nieodróżnialnym. Lubiłem je robić, zawsze takie same, jednostajne. Zdarzało mi się też robić zdjęcia do legitymacji każdemu z nich i przyznam szczerze, czasami udawałem. To znaczy kopiowałem je ponieważ mi się nie chciało robić nowych zdjęć. Nie istotne. A w momentach przemówień stawali się jednym wielkim ciałem.

Rytualnie sala zamarła gdy Przewodniczący uniósł rękę zapowiadając mowę. Długo zwlekał, to niecodzienne. Omiótł ślipiami salę wypełnioną po brzegi delegatami. Syn ulepiony na podobieństwo. Słuchali jednostajnie, słuchali całymi korpusami. Ciszę zaczęły wypełniać pierwsze słowa Przewodniczącego:

Murzynek Bambo w Afryce mieszka,

Czarną ma skórę ten nasz koleżka.

Twarze leniwie zaczęły grymasić dowodem poruszenia. Przewodniczący mówił dalej:

Uczy się pilnie przez całe ranki

Ze swej murzyńskiej Pierwszej czytanki.

A gdy do domu ze szkoły wraca,

Psoci, figluje – to jego praca.

Jeden z delegatów zaczął płakać. Zanosił się w zasadzie, jakby upust długo wstrzymywanego napięcia.

Aż mama krzyczy: „Bambo, łobuzie!”

A Bambo czarną nadyma buzię.

Wzbudzone uczuć gejzery. Krzyknął ktoś na sali przytłoczonej bólu ciężarem „O Boże! Boże ja tego dłużej nie zniosę!” a ktoś podobnie „Skandal! To jest skandal!”

Mama powiada: „Napij się mleka”,

A on na drzewo mamie ucieka.

Mama powiada: „Chodź do kąpieli”,

A on się boi, że się wybieli.

Lament, zawodzenia i na ramionach sąsiednich pokładania. Krzyki „To się nie godzi! Jak można tak traktować ludzi!” przemieszane z „rezygnuję ze stanowiska skarbnika! Nie mogę znieść swojej niekompetencji multikulturowej!” , „Boże zmiłuj się nad nami!”, „Roman! Kocham Cię!”,

Lecz mama kocha swojego synka,

Bo dobry chłopak z tego Murzynka.

„Dobry Jezu, a nasz Panie …”

Szkoda, że Bambo czarny, wesoły,

Nie chodzi razem z nami do szkoły.

Przewodniczący miał koszulę brunatną od płaczu. Sala wyła i wyła …

Zwykły wpis
obyczaje

Choroba mózgu

To
ciągłe pretendowanie do czegoś. Nabyta drogą presji środowiska choroba mózgu. Parę lat temu udało mi się przez przypadek obrazić jegomościa opiniotwórczego w świecie lokalnej mi wówczas kultury stwierdzeniem, że choćbyśmy nie wiem jak bardzo się starali uświatowić, zawsze ta malusieńka , małomiasteczkowa słomka będzie z trzewika wystawać. I błyszczeć będzie po futerał.

Amen.

Zwykły wpis

budowa_cyrku_2

kitsch, obyczaje, Przepisy kulinarne, sport, zdrowie i uroda

Budowa cyrku (fragment)

Obrazek
obyczaje

Misja kosmiczna anglosaskich filozofów analitycznych

Straciliśmy łączność

ze statkiem orbitalnym misji anglosaskich filozofów analitycznych. Agencja Lotów Filozoficznych wyraziła na ostatnim Kongresie ALF zaniepokojenie o kondycję moralną załogi. Przypominamy zdarzenie. Po siódmym okrążeniu Ziemi nawigator usłyszał inwektywy pod swoim adresem ze strony lewej półkuli mózgu pierwszego pilota. Wniósł pozew do sądu jednocześnie z już przygotowaną apelacją półkuli prawej mózgu pierwszego pilota, w której czytamy między innymi: „Czy świnia w chlewie obrzucona inwektywami może się zarumienić ze złości? Otóż nic podobnego! Stąd mój spokój i przekonanie, że nie jestem w stanie ciebie poruszyć barbarzyńco”. Apelacja półkuli prawej przygotowana została na wypadek pozwu półkuli lewej pilota pierwszego. Stwierdzenie to wywołało gorączkową dyskusję na pokładzie przebiegającą przez zakres zagadnienia tożsamości osobowej wymaganej przy nawigacji statkiem kosmicznym. Pojawiły się też pytania , czy pilot pierwszy jest prawo, czy lewo ręczny…

Zwykły wpis

Scelsi II

kitsch

Scelsi II

Obrazek
obyczaje

Bóg urojony

Czy u Dawkinsa
w domu można odnaleźć mem lub grupę memów składających się na ideę choinki bożonarodzeniowej? Umieściłem ostatnio w lodówce ( powodowała mną chęć dokonania obserwacji spowolnionej reakcji w niskiej temperaturze ) dwa egzemplarze „Boga urojonego”. Po krzyżowaniu powstał egzemplarz, być może letalny, z tezami syntetycznymi rozmytymi typu „Jestem trochę agnostykiem teraz”…

Zwykły wpis
obyczaje

Katolicka fala prawdopodobieństwa

Katolicki

filozof przyrody , z powołania żyjący w celibacie, malowniczo informuje studentów filozofii o istnieniu cegiełek materii, kwarków (etymologicznie nazwa pochodząca od cytatu z „Finneganów trenu” naszego kurewskiego Joyce’a ) przedstawianych jako kolorowe ludziki trzymające się za rączki, zapewne zrodzone na mocy Wielkiego Projektu.
Rzecz oczywiście dotyczyła fal prawdopodobieństwa podlegających statystyce Fermiego-Diraca w oddziaływaniach silnych, obdarzonych kolorowym analogiem ładunku elektrycznego , uwikłanych w fundamentalną zasadę swobody asymptotycznej. Wspomnienie z czasów studenckich, przywołane pod wpływem lektury artykułu „Dlaczego polscy logicy mają być niewolnikami teologów katolickich?” ( który linkuję poniżej) autorstwa „chodzącego skandalu obyczajowego” , spadkobiercy Szkoły Lwowsko-Warszawskiej. Polecam do przemyślenia samemu mając wątpliwości, np. w kwestii zawierzania „wolnemu rynkowi idei”, boć presja selekcyjna na tzw. ‚wolnym rynku’ nie jest wolna od hochsztaplerstwa:

Dlaczego polscy logicy mają być niewolnikami teologów katolickich?

Zwykły wpis

obyczaje, sport, zdrowie i uroda

Taśma prawdy

Obrazek
sport, zdrowie i uroda

Super Księżyc

Aby uniknąć złudzenia aptecznego moi drodzy i nie histeryzować z tego powodu, zanim Super Księżyc ujawni się z za horyzontu, czekamy na niego wystawiając tyłek w rzeczoną stronę. Schylamy się następnie i patrzymy „przez nogi” tak, żeby wsio było abarotna (jak masz problem z kręgosłupem albo w hełmofonie się kręci , napij się w pobliskiej pijalni alkoholi czegoś alkoholowego i idź spać).
I czekaj tak i wypatruj Super Księżyca. Czekaj , czekaj. A jak już się pojawi Super Księżyc to okaże się, że nie jest taki super jak opowiadali w telewizji.

To będzie brak złudzenia.

#superksiężyc

Zwykły wpis
obyczaje, sport, Słowo na Niedzielę, zdrowie i uroda

Słowo na niedzielę

Wypowiem się ponieważ się nie znam, jak następuje:

Jednym z podstawowych kryteriów produkcji potomków jest atrakcyjność finansowa mężczyzny (zamożność ma wpływ na jakość spermy, np. obserwuje się zjawisko w przestrzeni publicznej – na nosicielach wysokiej jakości zdecydowanie częściej uwieszają się potencjalne inkubatory), zatem statystycznie dzieci powstają w Polsce przypadkowo. Aby uzasadnić produkcję na masową skalę Pan Prezes Super Tata tworzy Dające Państwo (z zaświatów uśmiechów moc śle Pani M. Thatcher ) programem 500+. I tak Maciej , wesół, toczy to swoje koło po podwórku.
#500plus #dzieci #seks

Zwykły wpis